Idąc tak dalej napotkali jeno kolejne drzwi. Krótka sala i kolejne drzwi. Długi korytarz. Kolumny, balkon - to Marduke zaobserwował z szybkiej obserwacji. Na balkonie zaś człek w czerni, od którego aż czuć było plugastwo i czarną magię. Drażniła włosy na karku, dawała gęsiej skóry. Prócz niego także pomagierzy. Czarny mag widocznie był jednym z tych, którzy nie widzieli ilości trupów, jakich tu już położyła trójka.
- Zaraza...Kiellon elegancko sobie poradził z problemem maga, przynajmniej po części, bo przeteleportował się. Marduke'a aż korciło aby pomóc krasnoludowi. Jednak jak zrozumiał, nie mógł robić wszystkiego za innych. Musiał dać pole do popisu innym. I zamierzał to zrobić. Postanowił zaufać Kanclerzowi Koronnemu.
Sam zaś dobył szabli. Wyczekał wrogów. Jak na zawołanie zaatakowali w końcu. Draven przyjął pierwszy cios miecza na ustawioną poziomo szablę. Metale zgrzytnęły paskudnie, zaś paladyn odepchnął od siebie przeciwnika w porę, aby obronić się przed cięciem wymierzonym w jego łokieć. Siepacze walczyli by ich nie zabić, a zranić. Marduke miał tą przewagę, że chciał ich bez ceregieli wyrżnąć, zarżnąć, wymordować. Wyplenić ich paskudne nasienie z tego świata. Zburzyć ich fundamenty, a resztę posypać solą. Wypalić ich w świętym ogniu Zartata. Drugi siepacz widząc zwarcie także zaatakował, tnąc w kolano paladyna. Jednak i tym razem Draven zdołał się obronić - w porę wyjętym sztyletem. Musiał jednak przy tym przyklęknąć. Nie majac jak wybrnąć z tego impasu, paladyn wykorzystał moc daną mu przez Zartata, skupił magiczną energię i rozbił swoje ciało na atomy. Po chwili pojawił się półtora metra przed nimi. Widząc to, jeden z nich spróbował użyć pioruna kulistego. Na co Draven odpowiedział telekinetycznym pchnięciem, które powaliło go jak kłodę na ziemię. Kompan zaatakował w ramię paladyna, zaś on obronił się szablą i pchnął sztylet głęboko w grdykę przeciwnika. Zaharczał paskudnie, złapał się za szyję i osunął na ziemię.
Drugi nie marnował czasu. Błyskawicznie podniósł się zasarżował na paladyna, tnąc dziko w ramiona i nogi paladyna, który bez problemu, z jedną ręką za plecami bronił się, czekając aż wróg się wymęczy, co niechybnie zaszło. Ataki słabły. Dlatego Marduke raz jeszcze wyczekał. Siepacz ujął miecz oburącz z zamiarem rąbnięcia od góry w bark paladyna. Ten jednak zasłonił się szablą, złapał wolną ręką nadgarstki wroga, zawinął szablą i rąbnął po unieruchomionych kończynach przeciwnika, odcinając je w łokciach. Siepacz nie miał nawet szans na reakcję, bo z równie szybkim ruchem szabla uderzyła w jego szyję. Głowa potoczyła się po posadzce, z wyrazem bólu i cierpienia. Kolejny siepacz zaatakował, a raczej biegł, chcąc zaatakować. Marduke zebrał energię magiczną. Przekierował ją w dłoń i wyczekał.
- Izeshar!- zainkantował. Blady pocisk esencji zjawił się jak na komendę w jego dłoni. Kanclerz Bractwa cisnął go we wroga, celując nad korpus. Trafił bezbłędnie w twarz, która spaliła się na popiół w ciągu ułamka sekundy Marduke przyciągnął sobie telekinezą sztylet i schował go.
-Pomogę Kiellonowi!- rzucił do króla a sam ruszył w kierunku brodacza, a raczej kolumny za którymi ukrył się mag. Dotarł po paru sekundach. Ujął pewniej szablę i ruszył po balkon, za kolumny, rozglądając się za czarnym magiem.
1 x Człowiek w czerni (przeteleportował się i uciekł za kolumnę)
2 x Siepacz