Coś tknęło anielicę. Dziwne przeczucie, jakby światełko wśród mroków jej duszy. Mały płomyk, ledwo się tlący. Nie to spodziewała się ujrzeć... Z Vargasem i Vashirem nie miała takiego kontaktu, poszło znacznie łatwiej. Eve zawahała się teraz. Uniesiona dłoń ze sztyletem zadrgała nerwowo.
-Jaa... Eee.. - zająknęła się i zaczęła cofać się do drzwi, jakby sama była zdziwiona tym, co robi. Nie wiedziała jednak co jest bardziej dziwne: chęć zabicia Jana czy wątpliwości i wyrzuty sumienia z tego powodu. -Przepraszam- wychrypiała.
Mimo wszystko znalazła się przy Sobieskim w jednym momencie. Pomimo spokoju w jego oczach Eve zdecydowała się na ruch. Wykonała poziome cięcie sztyletem po gardle. Było ono głębokie, a krew pobrudziła mapy leżące na stole. Mortokinetyczną siłą przewróciła targającego się w konwulsjach Sobieskiego. Uklękła przy nim i wbiła ostrze sztyletu w pierś. Następnie siłowała się chwilę, by przez wyszarpaną w klatce piersiowej ranę, wyjąć serce. Wyrwała je, brudząc ręce we krwi, której było całe morze, jak jej się zdawało. Z serca sterczały żyły i aorty wyrwane ze swego macierzystego ciała. Organ zawinęła w szmatę, którą znalazła gdzieś na podłodze kajuty kapitana.