Eve w tym czasie wstała. Później niż wszyscy, ale co się dziwić, po nocnych harcach. Usiadła na pryczy, przeciągnęła się, rozpostarła skrzydła, o ile mogła, rozmasowała sobie barki. Włosy związała ciasno w kok, zrobiła względny porządek w swoich kuferkach. Kubryk był niemal pusty, wszyscy musieli już wyjść, wdychać świeże powietrze... Nie to co tu. W tym momencie anielica zatęskniła nieco za swoim szerokim, wygodnym i miękkim łóżkiem pełnym poduszek. I śniadaniem przyniesionym przez Narii, jeszcze ciepłej herbacie, świeżych warzywach i pieczywie. Nie żeby kanapki Siliona i Armin były złe! Szczególnie, że dania robione przez kogoś smakują jeszcze lepiej.
Tak niespiesznie Eve zbierała się, nałożyła swój płaszcz i powolnym krokiem, trochę leniwym, ruszyła między łóżkami do wyjścia na górny pokład. Po drodze nie mogła odmówić sobie przyjemności poczochrania śpiącego Draga po czuprynie, żeby go trochę poirytować i nie dać mu się wyspać.
-Pobudka, kraken atakuje!- zaśmiała się, a potem wymknęła się na górę, gdzie byli prawie wszyscy.