Lucas przemyślał wszystko niemalże idealnie, lecz niestety pominął jeden szczegół. Dosłownie jeden mały, pozornie nawet niezbyt ważny, banalny można by powiedzieć szczegół. Jego zdolności telekinetyczne były na tyle ograniczone, że czary miotane nie miały takiego zasięgu, na jakim znajdowali się jego przeciwnicy. Dlatego też pocisk esencji posłany przez paladyna przeleciał tylko dwadzieścia metrów, a na następnych siedmiu, które dzieliły dzielnego rycerza od piątki bandytów, po prostu się rozpłynął. Przepalił oczywiście krzaki, ukazał Lucasa w jego kryjówce, lecz ten szybko się przemieścił. Gdy wykończył dwóch swoich oponentów, pozostały przy życiu kusznik wystrzelił. Był nieco przerażony całą sytuacją, bardzo mocno zaskoczony i ogólnie rzecz ujmując działał pod presją, więc najzwyczajniej w świecie spudłował. Spudłował tak fatalnie, że stojąc ledwie trzy metry od paladyna nie trafił go w plecy, przerywając rdzeń kręgowy, tylko łupnął go w lewy obojczyk, aż zakonnik upuścił tarczę. W prawej ciągle dzierżył buzdygan, którym zdążył w tym czasie zabić dwóch swoich przeciwników. Pozostało mu jednak jeszcze trzech, w tym jeden, który ładował ponownie swoją kuszę. Widział, że będzie miał na to czas, gdyż jego kompani rzucili się wściekle na Lucasa.
//2x Bandyta, jeden naciera z prawej strony, drugi z lewej. Są dwa metry od Ciebie, dzierżą miecze.
1x Bandyta-kusznik, który ładuje kuszę, stoi 3 metry dalej.
Upuściłem ciężki buzdygan na ziemię, gdy bełt trafił Cię w obojczyk. Masz złamaną kość, krwawisz, pocisk wystaje Ci kawałkiem grotu z rany, czyli przeszło na wylot.