Zaprawdę pojawienie się Agawy zdziwiło Istedda. Jak również bezczelność wypowiedzi, ignorującej wielkie i godne słowa Kruka. Czyż karczma nie była miejscem, gdzie właśnie nie zważano na owo pojęcie kompletu i pełni? Bowiem tutaj goszczono wszystkich! No, może poza czarnymi niektórymi. Szerzej otworzył oczy i rozdziawił gębę, widząc jak tamta bezczelnie pochyla się nad tamtymi. Zaprawdę musiał być to piękny widok, bowiem dobrze pamiętał ową naturalność, wielkość i nieskalany kobiecy charakter tych wzgórków. Niespodzianie podeszła do niego. Quo lex? Czyżby słońce wstawało nad pochmurnym losem posiadacza majestatycznej brody?! Kiwnął głową, widząc jej nabytek. Uwinęła się całkiem sprawnie i szybko. A co ważniejsze - niezauważenie.
- Brawo. Dobra robota, Agawo. - szepnął i nabił kawałek mięsa brutalnie i bezpardonowo na widelec. Wsadził owo mięsiwo do swej gęby, gdzie uległo procesowi rozdrabniania przez silne szczęki i zęby. Uśmiechnął się paskudnie widząc, że grający w karty zauważyli brak swych mieszków.
- Wybacz na moment. - rzekł do towarzysza, wstał, otrzepał się z niewidzialnego brudu i przysiadł się do złodziejki.
- Nie spodziewałem się, że tu wrócisz. Czyżby misja od twej mistrzyni została odwołana? No i naprawdę brawurowa robota... też czymś podpadli? - zapytał znacznie ciszej.