W czasie, gdy Arachna była skupiona na wampirze, sama ruszyłam do ataku. Zamaszystym, niemal niedostrzegalnym ruchem dobyłam miecza, zręcznie obracając go w dłoniach. Był jak przedłużenie ramienia, po prostu go czułam i wiedziałam, jak go użyć, by zabić. Skupiłam się na ciele pająka, wyobrażając sobie siebie w jednym, konkretnym punkcie. W ułamku sekundy przemieściłam się tam, lądując za Arachną, z dala od morderczych odnóży. Nie widziała mnie. Jednym, płynnym ruchem złożyłam się do sekwencji cięć, wyprowadzanych z morderczą dokładnością i precyzją. Kompozytowa klinga wyła w powietrzu, co rusz opadając na ciało bestii.