Elfka zarumieniła się lekko, ale odpowiedziała na uśmiech nowicjusza. Jej konik był spokojny, a niepokój o Aragorna gdzieś odleciał.
- Odzwyczaiłam się od spania na ziemi, więc do końca wypoczęta nie jestem - odpowiedziała po chwili i zamilkła. Nie była mistrzem konwersacji, więc nie wiedziała, jak dalej prowadzić rozmowę z Diomedesem. Zaczęła skubać wodze i trochę nerwowo się rozglądać. Droga jednak wbrew wszystkiemu minęła elfce wyjątkowo szybko. Od czasu do czasu sobie coś zanuciła, poleżała na końskiej szyi lub przyglądała się towarzyszom. Oczywiście niezbyt nachalnie, bo gdyby (bogowie brońcie!) któryś z nich zauważył jej zaciekawione spojrzenie, to Nessa prawdopodobnie spaliłaby się ze wstydu.
Już chciała odezwać się do Nivellena, lecz kompania wyjechała z lasu. Mimo że elfka nie miała wyczulonych zmysłów, to zrobiło jej się momentalnie niedobrze. Zasłoniła ręką usta, widząc trupy. Nie dostrzegła na ich pancerzach żadnego znaku. Widziała natomiast twarze niektórych i przyprawiały ją o coraz większe mdłości.
Wraz z drużyną podjechali bliżej. Nessa zsiadła z konia i z lekkim przeprażeniem spojrzała na swojego przełożonego. Sądziła, że jego widok ją ucieszy, ale było odwrotnie. Wbiła wzrok w ziemię, starając się unikać zbyt głębokich wdechów.