Drużyna dotarła w końcu do chramu i zastałą tam Aragorna. Oraz jego krwawe dzieło. Flamel zszedł z konia, węsząc zapach krwi i śmierci. Zupełnie nie rozumiał swoich towarzyszy. Naskakiwali na jego "brata krwi" zupełnie jakby zrobił coś złego. Diomedesowi w końcu się oberwało. W końcu mag postanowił odezwać się. Podszedł do nowicjusza, wampira i Dracona.
- Istotnie panuję nad tym... przez większość czasu. - wtrącił, odnosząc się do słów młodszego Nivellena. - Ale jestem magiem, szkolonym w koncentracji i medytacji. To pomaga. Czasem. Mimo to podczas walki, w gniewie, czy szale bitewnym nie można nad tym zapanować. Krew wtedy wrze, a instynkty wrzeszczą, aby zabijać. - uniósł dłoń, pokazując szpony. - To uzależniające. Bardziej niż cokolwiek innego. Tak po prostu gasić czyjeś życie, czy to magią, czy szponem. - wyszczerzył się drapieżnie. - Jednak ciesze się, że nie doznałem tego pragnienia mordu względem towarzyszy. Przynajmniej jeszcze nie. Ale... - wskazał dłonią trupy. - na miejscu Aragorna zrobiłbym to samo. - stwierdził. - Czarny Dracon jest drapieżnikiem, a ci tutaj byli jego zwierzyną. Z tą różnicą, że nie zjadamy ofiar, nie pijemy ich krwi, a zaspakajamy się ich śmiercią. Okrutne, ale taka jest prawda. Jesteśmy spaczeni złem i nic tego nie zmieni. - lecz Aragorn wyciągnął już miecz, co mogło skończyć się dla Diomedesa tragicznie. Flamel nie chciał stracić ucznia, którego uważał za swoją własność. Upierdliwą i wkurzającą, ale zawsze.
- Aragornie. - odezwał się chrapliwym głosem. - Bracie krwi, że tak to ujmę. Wytłum to. Nie warto marnować na niego ostrza. Zamknij oczy i skup się na swoim wnętrzu. Tak jak podczas koncentracji. Twój gniew jest jak moc magiczna. Tyle że ognisty i potężniejszy. Stłum go, wepchnij do tej pieprzonej "skrzynki". - zaczął radzić Draconowi.
- A ty, Diomedesie schowaj to. Nie masz szans w walce z Draconem. Szczególnie z tym tutaj.