Smacznie sobie chrapiący Diomedes nie mógł się spodziewać, że ktokolwiek w tak ciepły sposób będzie starał się go obudzić. Przed położeniem się spać, rozważał możliwość wylania na niego wiadra zimnej wody (oczywiście pomysłodawcą byłby najpewniej Zeyfar), dźgania mieczem i wytarmoszenia go jak szmatkę, ale ani na chwilę nie zawitała w jego głowie myśl o tym, iż ktoś obudzi go łaskotkami. A tym bardziej elfka, która ostatnio była raczej dość nieśmiała w obecności Diomedesa. Wyglądało jednak na to, że coś w sobie przełamała. Kiedy tylko wyrwał się ze snu, nękany uczuciem mrowienia w szyi, mimowolnie zachichotał (cholerne miał te łaskotki!) i rozejrzał się dookoła. Ciepły, wiosenny poranek pachniał kiełkującą roślinnością. Mimo wszystko spanie na trawie nie było rzeczą zbyt rozsądną. Spód szaty nieco przemókł od rosy. Cichy śpiew ptaków siedzących na okolicznych drzewach zagłuszał tylko słodki chichot elfki, która niejako skryła się za Yarpenem i stamtąd z rozbawieniem spoglądała na młodzieńca. Diomedes wyszczerzył się elegancko i mrugnął do elfki w podzięce. Przeciągnął się ziewając okrutnie i wstał ze swego prowizorycznego posłania, odsłaniając obraz przygniecionej trawy i... szyszki. Widać było, że nie należy do tych, narzekających na ziarnko grochu umiejscowione pod siódmym z kolei materacem. Nie bez problemów podniósł swoje ospałe cielsko i przetarł przymrużone oczy. Był człowiekiem, który lubi dobrze i długo pospać. Zawsze jednak był w stanie z siebie wykrzesać z siebie potrzebne siły, niezależnie od dobowej liczby przeznaczonej na tenże właśnie zbawienny sen.
- Gdzie Aragorn? - zapytał zdezorientowany, widząc, iż tylko jego brakuje w obozowisku. Rozważał możliwość tego, że dracon wzbił się gdzieś w powietrze i stamtąd obserwuje teren. Oczywiście nie było też wampirów, ale one umiejscowiły się na okolicznych drzewach.
- I dzięki, Nudo, za tak miłą pobudkę - zachichotał, ciągle masując szyję, na której nadal czuł dotyk palców elfki.