Mag był szkolony w koncentracji. I w tym, aby nic jej nie mogło zaburzyć. Było to podstawą używania magii. Gdy kula świsnęła mu obok ucha w pewnym sensie wykorzystał tą sztukę. Nie odskoczył, nie wrzasnął, nie zaczął w krwawym szale zabijać kogo się dało. Czuł tylko lodowatą stróżkę przerażenia spływającą mu po plecach, pomiędzy skrzydłami i kończącą się na ogonie. dyskretnie przełknął ślinę.
- Taka natura, Yarpenie... - odpowiedział krasnoludowi, uważnie obserwując jego broń. Zastanawiał się czy aura zatrzymałaby taki pocisk. Zapewne tak, w końcu był niemagiczny. Otrząsnął się.
- No dobra, Aruś... walne go właśnie gradem. To powinno go przynajmniej oszołomić. - odparł Draconowi. wysłuchał co ma do powiedzenia Zey.
- No cóż, Czarny Dracon, jak Aragorn, może się u wydać interesujący. Z tego co wiem nie mają tutaj takich jak my. - słysząc plan Yarpena po prostu spojrzał na niego ciężkim wzrokiem.
- Nie mamy krowy. I trucizny. - wyjawił pewne luki w pomyśle.