Boba Fett patrzył na Crisisa. Jego typowa postawa: wyprostowany, lekko rozszerzone nogi, ręce złożone z tyłu i twardy wzrok świadczył, że był bardzo skupiony na chwili obecnej tak samo, jak i na bitwie, która miała się niedługo rozpocząć. Nie myślał o niczym - cały czas patrzył na swojego przyjaciela. Myślenie w obecnej chwili było czymś niepotrzebnym, wręcz zbędnym, dlatego skoncentrował się na bycie. Wszystko wokół istniało dla niego tylko jako coś drugorzędnego: cały obóz, członkowie wyprawy, jezioro, przedmioty w namiocie... to wszystko teraz nieistniało. Był tylko on i wampir - Generał i senator, dwaj byli łowcy nagród, dwaj przyjaciele. Biały mundur Generała wyrażał dla każdego coś innego. Dla jego nosiciela oznaczał on chłodną, acz skuteczną logikę. Logika i zmysł, które były dla niego czymś wręcz ważnym już od początku - początku bycia Samotnym ÂŁowcą. Taktyka i logika, to zawsze stało na pierwszym miejscu. Teraz zamierzał to pokazać, zamierzał ujawnić swoje powołanie w swoich czynach...
Drgnął. Jeden z jego mięśni twarzy poruszył się, a chwilę potem Fett odwrócił się i jednostajnym krokiem pomaszerował do malutkiego kredensiku, gdzie żołnierze trzymali mapy oraz kilka innych rzeczy. Klęknął i sięgnął do drzwiczek, które bezproblemowo otworzyły się. Następnie zanurzył wewnątrz mebla jedną z rąk, by zaraz potem ją wyciągnąć wraz z pięknym, złotym kielichem. Wstał i skierował się ponownie do wampira.
- Nie posiadam godnej broni, by samemu się okaleczać. Broń, którą miał zrobić dla mnie Kozłow, nie mogła powstać z powodu braku materiałów. Mój obecny miecz jest zatruty, więc odpada w chwili obecnej. Wypada więc, jeśli to Ty zaprezentujesz oręż, który przyczyni się do aktu, który zaraz wykonamy.
Logika i taktyka - dwie najważniejsze rzeczy dla Generała. Dzięki jednemu i drugiemu można przeżyć, co jest równie ważne. Jednakże nic nie zastąpi tego, czym wyróżnia się istota myśląca od zwierzęcia - rozum...