Isgaroth siedział spokojnie pod drzewem razem z Elrath'em. Od ostatnich paru godzin czas spędzili rozmawiając o pierdołach i zaciągając się na zmianę fajkowym dymem. Czas mijał spokojnie, a obu magom zaczęły kończyć się tematy.
-Więc w końcu dostałem się do tego licza - snuł swoją fantastyczną opowieść Isgaroth. Gdy prawdziwe historie mu się kończyły, zaczynał na poczekaniu wymyślać opowieści - Facet okazał się być całkiem miłym gościem. Obaliliśmy razem parę flaszek i wygrałem z nim w kości parę interesujących artefaktów, które niestety musiałem później zastawić w jakiejś gospodzie. Powiedział mi też, jaki jest sens i cel życia oraz istnienia wszechświata. Po siódmej butelce gość się rozkleił i przez następne parę godzin opowiadał mi o swoim tragicznym dzieciństwie. Chyba poczuł się lepiej, bo po tym, i po paru moich słowach współczucia przysiągł mi, że nigdy więcej nie rozerwie na strzępy żadnego biednego wieśniaka, ani nie spali żadnej wioski. Rozstaliśmy się w dobrych nastrojach. On już nigdy więcej nie opuścił swojej siedziby, w której prowadził badania, ja zaś zainkasowałem sporą sumkę od wdzięcznych mieszkańców miasta za "zabicie złego i okrutnego licza" - mag zachichotał i zaciągnął się fajką - Licz niestety nie pożył potem zbyt długo - westchnął Isgaroth, po czym pogrążył się w udawanym smutku - Został rozszarpany na strzępy przez demony, które sam przyzwał. Relikwiarz, jak pamiętam, zawsze trzymał przy sobie, więc raczej wykończyły go definitywnie. Cóż - mruknął, po czym przeciągnął się - Taki los tych, którzy parają się czarną magią. I nie mają za grosz zdrowego rozsądku. - zakończył. Raptem zauważył sylwetkę generała wyłaniającego się z namiotu. zaraz po tym zaczęli gromadzić się w okół niego ludzie.
-No - mruknął do Elrath'a - Na nas już chyba czas. Chodźmy, żeby nie marudzili, że się ociągamy - Isgaroth powoli wstał. Rozprostował kości, zgasił fajkę, po czym podszedł do Fetta.
-Więc w końcu wyruszamy? - mruknął do niego - No, rychło w czas - rzekł, po czym oparł się o drzewo czekając na rozkaz do wymarszu.