Dobyłam dwuręcznego miecza, ruszając do starcia z wampirami. Stwierdziłam, że nie potrzebuję srebra, skoro mogę wampira zabić i czarną rudą. Jednego w końcu już mam na koncie, bo przecież nie na sumieniu. Skoczyłam do przodu, atakując pierwszego z brzegu krwiopijcę. Zbiłam jego miecz i uskoczyłam przed atakiem sztyletu, przeciwnik był szybki, wywijał orężem z podziwu godnymi umiejętnościami. Sparowałam dwa kolejne uderzenia i przemieściłam się za jego plecy, wykonując gwałtowny sztych. Wampir zacharczał, gdy długie ostrze wynurzyło się z jego klatki piersiowej. Padł na kolana, wymiotując krwią, a wtedy oparłam stopę o jego ciało, wyszarpnęłam ostrze i jednym, pewnym cięciem zrąbałam łeb. Klinga gładko przeszła pomiędzy kręgami, głowa odpadła z cichym mlaśnięciem. Wtedy rzucił się na mnie drugi wampir. Uskoczyłam zręcznie, jednocześnie zbijając atak. Zawirowałam ostrzem, obracając zręcznie rękojeść w dłoniach, finta wyszła mi niemal automatycznie, wąpierz odruchowo ruszył w bok, a wtedy zamaszystym dexterem cięłam go przez bok. Poprawiłam, tnąc od dołu, w pachwinę, czarny brzeszczot wbił się między jego nogi jak jurny młodzieniec w chętną niewiastę. Wampir tylko zaskowyczał cicho, a wtedy wyszarpnęłam gwałtownie miecz, przyczyniając się do potężnego krwotoku u cofnęłam się, generując jednocześnie moc magiczną. - Heshar! - wykrzyczałam zaklęcie, a podmuch ognia ogarnął wampira. Co prawda zbroja na rękach i nogach uchroniła go przed zaklęciem, ale tułów i głowa spłonęły w kilka chwil.
//Zakładając, że Gorn zabił 2, a nie 3, jest 0. W sumie i tak byłoby 0, ale zwracam uwagę na takie szczegóły.