Przeciwnicy topnieli w oczach. Początkowy stan bandytów zmalał już chyba dwukrotnie, tak przynajmniej sądził po szybkich oględzinach pola bitwy. Funeris nie czuł zmęczenia, był dobrze zahartowanym człowiekiem, który posiadał ciało atlety, jakie przedstawiało się kiedyś na rzeźbach. Wyraźnie zaznaczone, mocne mięśnie, które z łatwością radziły sobie z takim wysiłkiem, na jaki były teraz narażone. Nic szczególnego, ot zwykła potyczka w kanałach pod miastem. Dzień jak co dzień.
Poeta znalazł się koło towarzysza, który nazywał się chyba Themo, jeżeli dobrze zapamiętał. Kompan znajdował się po jego lewej, osłaniając mu tę flankę przed niespodziewanym atakiem. Funeris zaatakował bandytę, który miał nieszczęście znaleźć się w zasięgu czarnego miecza. Najpierw dostał w bok, gdzie chronił go jeszcze napierśnik wykonany chyba ze skóry Kreshara. Nie miał szans zatrzymać Nelthariona, który wbił się w jego ciała, pozbawiając przeciwnika sporej ilości krwi. Czarna ruda zahaczyła o żebra, łamiąc jedno, a raczej przecinając. Przy tej ostrości materiału było to bardziej prawdopodobne. Bandyta chciał pchnąć go sztyletem, lecz rycerz zanurkował pod ciosem, przepuszczając go nad swoją głową. Naparł swoim ciała na bandytę, wywracając go. Zraniony bok musiał eksplodować falą bólu, bo twarz zbira wypełnił tak rozpaczliwy grymas, że komuś mogło się go zrobić żal. Poeta dźwignął się szybko, odpychając od przeciwnika tarczą, którą zablokował o jego krocze. Haniebny, nie godny mężczyzny cios, ale całkowicie niezamierzony. Tarcza po prostu ześlizgnęła się po napierśniku i tam się zatrzymała. Neltharion dobił zbira szybkim pchnięciem w pierś, kończąc jego straszliwe męki, których nie powinien doświadczyć nigdy żaden przedstawiciel płci silniejszej.
W tym momencie rycerz poczuł, że przepełnia go moc. Dosłownie, niepohamowana i niczym nie skrępowana moc. Spojrzał na paladyna, który przemykał obok. Zartat, poprzez ręce Patty, obdarzył go swoją łaską. Najbliższy bandyta poczuł tę łaskę na własnej skórze. Zastawił się mieczem na cios, który zadał rycerz, lecz jego ostrze pękło pod naporem czarnej rudy dzierżonej przez wzmocnioną boską siłą rękę. Odłamek miecza wbił się w czaszkę bandyty, która zaraz potem została przepołowiona w poprzek przez Nelthariona. Zbir szybko zakończył swój niemrawy żywot i udał się na wieczną ucztę wraz ze swoimi towarzyszami niedoli, którzy zaściełali posadzkę tej sali.
Ostatni pozostały przy życiu bandyta skoczył na Funerisa, lecz ten puścił go przed sobą. Tamten stracił równowagę, oparł się o ścianę i odbił z powrotem. Zaatakował, niemrawo jednak, co pozwoliło wytrącić marszałkowi bractwa jego sztylet i przebić się przez jego czaszkę, w której teraz ziała dziura wielkości czarnego miecza.
0x bandyta