Canis, pamiętasz, co mówiłem ?! - krzyknął Travis do przyjaciela, odnajdując go w wirze walki.
- Tak, jasne, ale musimy zrobić tak, żebym ja najpierw przywołał Demona, a Ty byś mnie "chronił", a potem na odwrót, tylko że z innym, potężniejszym zaklęciem, dobra ?
- Oczywiście, zaczynaj !
Wtedy obcy zaatakował Travis'a swym ostrzem, nie raniąc go... Miecz przeszedł parę milimetrów od jego biodra. Wtem Adept pchnął wroga kosturem,a tamten poleciał na dwa metry. Wtedy elf miał szanse na przywołanie Aury Nekromanty. Na szczęście mu się udało, lecz nie zdążył uskoczyć już przed ciosem w nogę.
- Argh, Canis, ile jeszcze ?!
- Jeszcze chwila !
Wtedy z kostura wystrzeliła czarna poświata, a po chwili w miejscu, gdzie wybuchła, pojawił się dym,a z niego wyszedł Stwór Piekieł. Szybko podbiegł, pomóc Travisowi. Pchając swym mieczem zdezorientowanego obcego w brzuch, zakończył jego żywot.
- Canis, teraz ja ! - powiedział Adept.
Uniósł kostur do góry i po jakimś czasie z takiego samego, tylko że zajmującego wiekszy obszar, wyszedł Kościany Smok. Był wielkości 20-30 metrów. Wszyscy spojrzeli na potwora, który pod rozkazem Travis'a, zaczął pomagać innym, którzy byli w wielkim niebezpieczeństwie. Jeśli jakiś obcy stanął na jego drodze, bestia go taranowała.
- Robi wrażenie - stwierdził Canis.
Po jakimś czasie, Travis przywołał smoka do siebie i usiadł na jego grzbiecie. Następnie ruszył z nim dalej w wir walki....