Altair był spokojny. Wyciągnął ostrze i czekał spokojnie, aż zauważy armie. Krople potu spływały mu z czoła, rozpraszając i denerwując. Zmarszczył brwi, po czym przetarł ostrzem czoło. Przypomniał sobie jak walczył dawniej, na północy. Wtedy było tak zimno, że krople potu zamarzały na czole. Nie było nic widać, nikt nie wiedział skąd uderzy wróg, który może być choćby nietoperzem. Nagle poczuł niepokój, wiedział, że armie są niedaleko. Jeszcze bardziej zaparł się nogami ziemi i nadstawił ostrze do przodu. Zaszeptał:
- Chodźcie, sukinsyny...