- Elrondzie, coś taki ubrudzony? Jak tu trawiłeś? - powiedział jeden elf, był to Aragorn.
- Ahh... kolego lepiej nie mówić. Najpierw szukałem tego cholernego portalu. Jak już przez niego przeszedłem to wylądowałem w jakimś lasku, a na dodatek w kałuży. - elf zaczoł ściągać z siebie zbroję. - Nie miałem pojęcia gdzie jestem, ale na szczęście byłem blisko was bo usłyszałem jakiś hałas. Ktoś wołał o pomoc. No to skierowałem się w tym kierunku. I jakoś tu dotarłem... Aha, poczekaj chwilę, muszę się zameldować u króla.
Elf wstał, zbroję odstawił pod jedno drzewo i udał się w kierunku króla.
- Królu, melduję że eee... jestem już. - król kiwną głową i dalej robił to co robił. Elf podszedł do swojej zbroi i powiedział do Aragorna.
-Ja idę nad rzekę, podobno jest tu jakaś, muszę umyć zbroję. Bo patyki wchodzą mi tam gdzie nie powinny...
- Ok.
Elf poszedł w kierunku rzeki. po paru chwilach patrzał na świetliste refleksy które wydobywały się z tafli wody.
"Woda jak woda" i zanurzył w lekko chłodnawej wodzie swój pancerz. Po kilku chwilach był on już czysty, jedyne co dało sie nowego zauważyć to to że lekko pojaśniał. Elf postawił go na słonce by wysechł i wspominał swoje życie...