Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat
Historia o Rangusie
Darkon:
Kozłow, teraz się z tobą zgadzam. Robię o wiele mniej ort. a bardziej językowych, stylistycznych. ;p Co do walk:
- Walka z Narevem - jak już było napisane, został promowany przez Gomeza, ponieważ ten go znał i dołączył prawie od razu. A że do areny go ciągnęło - już próboje. A że Rangus był synem na prawdę silnego mężczyzny, nie wychował się słabiakiem (np. zabicie Lanforda)
- Walka z Bloodwynem i Cieniami - Bo tyle było, walka z Bloodwynem potoczyła się tak, że Diego go od tyłu "przejechał" lekko mieczem, a walka w grupach z Cieniami, nie byłaby już interesująca tymbardziej w małym ciemnym pomieszczeniu - zwykłe mortal combat xP
- Walka z Scatty'm - Scatty już wtedy był dość starym poszukiwaczem przygód, więc nowy wojownik, już z dość przyzwoitym mieczem pokonał już starego wojownika, który i tak był raczej berserkerem niż mądrym wojem.
Tajemnica Urasa
Rangus wyciągnął swój szeroki miecz i czekał na atak ze strony Gorna. Ten od razu ruszył na przeciwnika z swoim wielkim toporem. Rangus próbował blokować, lecz po chwili parowania nieustających silnych ciosów ze strony przeciwnika, zrezygnował i przeturlał się do tyłu. Gorn, który w parę sekund z powrotem był przy przeciwniku zamachnął się i zadał straszliwy cios. Rangus pod wpływem ciężaru musiał puścić cios, lecz zamiast skierować ostrze na siebie, szybko przykucnął i ciął na wysokości kolan Gorna. Ten, poczuwszy ból odskoczył na chwilę do tyłu, a następnie znowu ruszył do ataku. Rangus znacznie mniejszy przeturlał się pod Gornem i ugodził go od tyłu. Czarnoskóry wojownik wiedział, że tak nic nie zdziała więc z całej siły wziął wielki zamach i ugodził w przeciwnika. Rangus nie miał siły zablokować ciosu i poczówszy straszliwe uderzenie, stracił przytomność. Po godzinie odzyskał przytomność. Nad nim stała już grupa gapiów, a koło niego przykucnął Gorn. Nie widział dobrze, sylwetki były bardzo rozmazane, a budynki były o 100 razy większe niż naprawde są. Poczuł jakieś zioła, na chwilę zasnął i po chwili znów się obudził - tym razem już całkiem zdrowy - oprócz obolałych kości.
- O stary, niezle mi przyłożyłeś, ale ja też ci niezle dokopałem - Powiedział Gorn - Ale to dobrze, że umiesz przyłożyć, jak się nazywasz, bo już nie pamiętam
- Rangus
- Chcesz się przyłączyć, co?
- Jasne
- Masz mój głos, umiesz przyłożyć.
- Dzięki
Rangus pożegnał się i powoli ruszył w stronę Neka, by porozmawiać z nim po walce, lecz przystanął przy ognisku dla zawodników i spojrzał na czarnoskórego mężczyzne z dziwną blizną na oku. Przypomniał sobie, że 4 z nich to Angar, którego również musi przekonać i zagadał:
- Hej, ty nazywasz się Angar?
- Tak, czego chcesz? - burknął
- Chciałbym się do was przyłączyć
- Nie jestem taki jak reszta tutaj. Pojedynkuję się dla doświadczenia, jeśli chcesz się dołączyć masz coś dla mnie zrobić
- Mianowicie?
- Huno, to mój znajomy, którego poznałem jeszcze przed trafieniem do bariery. Teraz tutaj też trafił i chce się przyłączyć do Obozu. Łatwiej jest zdobyć tutaj pracę - wtedy tak jakby jesteś już członkiem Obozu. Więc chce zostać kowalem. Ale ten brudny Uras przejął ten biznes parę dni przed nim. Założę się, że nie zdobył tego uczciwie. Twoje zadanie - masz sprawić Hunowi tą pracę!
Rangus bez zbędnych dziękowań, potakiwań, czy pożegnań ruszył w stronę drabiny, wspiął się i pognał w stronę kuzni, którą widział już przedtem - ponieważ była nad areną. Nikogo nie było w pobliżu. Uras też widocznie gdzieś poszedł. Więc podkradł się do domu obok kuzni. Tam spostrzegł wielką skrzynię i otworzył ją (prawdopodobnie była właśnie Urasa). Znalazł tam parę bryłek rudy, trochę jedzenia, skórzaną zbroję i jakaś książka. Po krótkim przejrzeniu Rangus uznał że to dziennik. Przeszukał go dokładniej i znalazł ten kawałek -
"Fletcher musiał mi to załatwić, żebym czasem nie pokazał Thorusowi tego, co zrobił tamtemu strażnikowi, no, Ponuriemu. Teraz spędze reszte życia kując bronie dla tych fajtłap - w sumie mi to na rękę, jestem jedyny w zewnętrznym pierścieniu, a jak już się niezle wzbogacę - jestem członkiem obozu i resztę życia spędze na dziedzińcu zamkowym."
W tym samym momencie do chaty wszedł ktoś ubrany w strój kowala i wydarł się
- Już nie żyjesz!
W drzwiach stał Uras. Z przerazliwym krzykiem wyciągnął swoją maczugę i rzucił się w stronę Rangusa. Ten upuścił dziennik i szybko wyciągnął miecz. Z rozpędem popchnął wściekłego kowala i przybił go do ściany. Kiedy Uras był jeszcze zszokowany ciosem, Rangus uderzył mieczem. Kowal oszołomiony popatrzył na swoją rękę i przerazliwie wydarł się na widok kikuta jaki teraz miał. Rangus dopiero teraz usłyszał huk maczugi, która upadła na ziemię. Z przerażeniem usłyszał również zbliżających się już strażników. Szybko podjął decyzję - podniósł spowrotem miecz i przebił okaleczonego kowala. Wziął dziennik, schował go, miecz założył z powrotem na plecy i wyskoczył przez okno w kierunku domku obok areny.
Kozłow:
ok jedziemy...
Po pierwsze
--- Cytuj ---- Chcesz się przyłączyć, co?
- Jasne
- Masz mój głos, umiesz przyłożyć.
--- Koniec cytatu ---
Wiesz co, nigdy nie spodziewałbym się po Gornie, że będzie służył pod Gomezem.... Złe rozwiązanie....
Po drugie
Nie "z poza" tylko "spoza"
Po trzecie
--- Cytuj ---- Huno, to mój znajomy z poza bariery. Chce zostać kowalem, ale już mają takiego w zewnętrznym pierścieniu. A tak najłatwiej jest zostać członkiem Obozu - zostać kowalem/kucharzem bądz kimś innym, więc tymbardziej mu tego życzę. Ten, kto obecnie tam pracuje to Uras. Jestem pewny, że w czymś maca palce. Masz podarować Huno tą pracę!
--- Koniec cytatu ---
Boże, tego fragmentu wogóle nie rozumiem..... chyba chodzi o pracę dla Huna, który jest poza barierą..... hmm...
Po czwarte
--- Cytuj ---Więc podkradł się do domu obok kuzni i otworzył skrzynię, która najwidoczniej była jego.
--- Koniec cytatu ---
Stylistyka panie, stylistyka..... Tutaj napisałeś jakby skrzynia należała do Rangusa
Po piąte
--- Cytuj ---ktoś z strojem kowala
--- Koniec cytatu ---
"ktoś w stroju kowala" jakby coś.
Ta część fajna, choć krótka. Trochę literówek, ortografów chyba żadnych. I tylko wiesz... Stylistyka. Popracuj nad tym. Operujesz bardzo fajnym stylem pisanai i słowami też niczego sobie. Dopracujesz stylistykę i spoko. Prócz tego fragmentu - gadania Angara, którego w ogóle nie zrozumiałem nie mam wiekszych zatrzeżeń. Muszę ci jedno przyznać... Fajnie kończysz, niczym w serialach
Ocena 9/10
Darkon:
1. Gorn widać, że już ma swoje lata, a sądząc po jego zamiłowaniach do bójek - siedzi tu już sporo lat, a, że istnieje dopiero Obóz - musiał się tu tak czy siak przyłączyć.
2,3,4,5 - Fakt, chyba poprawiłem już
Kłopoty
Rangus spadł prosto na domek znajdujący się zaraz koło ogniska dla gladiatorów. Słyszał podniesiony już alarm, okrzyki, które wołały:
- Uras nie żyje!
bądź:
- ALARM! KTOŚ ZABIŁ KOWALA, MACIE ZNALEźĆ GNOJA, KTĂRY TO ZROBIŁ!!
Przerażony, schował się do pomieszczenia w murze, w którym jeszcze niedawno był krótko przetrzymywany przez Bloodwyna. Popatrzył na posadzkę - ciała Cieni, dalej się poniewierały, lecz Bloodwyn najwidoczniej już do siebie doszedł, bo nigdzie go tu nie było. Lecz Rangus musiał trzeźwo myśleć. Zdecydował tu zostać do nocy, potem jeśli sprawa trochę ucichnie - wydostać się stąd. Nie minął jeszcze kwadrans, a już zauważył na przeciwległym od dziury muru cień jakiejś osoby, która niebezpiecznie zbliżała się do jego kryjówki. Przykucnął i cicho zbliżył się do rogu pomieszczenia na prawo od drzwi. Wyciągnął miecz i czekał, aż nieproszony gość wejdzie. Po kilku sekundach, tajemnicza postać weszła, a okazał się nią Lasuar, więc Rangus po cichu schował miecz.
- Diego mi powiedział, że widziałcię jak zeskoczyłeś na tamtą chatę obok areny i wbiegłeś tutaj. - wytłumaczył Lasuar
- Musiałem zabić tamtego kowala.... Urasa.... Boże mam 15 lat, a zabiłem więcej osób niż przeciętny Łowca Głów.
- Musiałem? - powtórzył Lasuar
Rangus wyjaśnił całą historię o zadaniu Angara i Lasuar powiedział:
- To nie tłumaczy, czemu go zabiłeś....
- Nikogo nie było wokół kuźni więc wszedłem do jego chaty. Tam znalazłem dziennik, w którym napisał, że ma coś na Fletchera.... I wtedy Uras wszedł do chaty. Powaliłem go, ale zamiast normalnie, odciąłem mu przez przypadek ręke.... Wtedy zdążyła się dowiedzieć już o tym każda, najmniejsza dusza w tym obozie. Więc musiałem go zabić - jeśli przyszli by strażnicy, on na pewno by mnie wskazał....
- Nie ukrywaj się - moja rada. Jeśli będziesz tu siedział - w końcu znajdą sprawcę - czyli ciebie
- Idę się przespać do naszej chaty, jutro zobaczymy - powiedział Rangus i bez słowa oddalił się w kierunku starego domu.
Obudził się następnego dnia w południe. Dopiero teraz dały się we znaki walka z Gornem i skakanie z 5 metrów na drewniany dach. Jednak z bólem wstał i ruszył w kierunku areny, by poinformować Angara o wszystkim. Jednak gdy wychodził z swojej chaty usłyszał za plecami:
-Spieszysz się do Angara, co?
Rangus odwrócił się i zobaczył Diega, następnie odpowiedział:
- Hej, Diego, wejdź
Rangus i Przywódca Cieni weszli do środka. Rangus zaczynał już mówić, ale Diego go uprzedził:
- Lasuar mi opowiedział. Nie możesz dać Angarowi tego dziennika.
- Ale kazał mi...
- Tak, znaleźć dowody, że Uras miał ustawiony zawód kowala, a potem podarować pracę Huno
- Dokładnie
- Daj dziennik, zajmę się już tym sam.
- Dzięki - po podziękowaniach Rangus oddał Diegowi dziennik i pożegnał się
Wyszedł z chaty i już miał skręcać do areny, lecz zauważył małe domostwo zaraz obok bramy na dziedziniec zamkowy. Przed domem stał sczupły, jasnowłosy mężczyzna. Rangus skręcił i podszedł do tajemniczego Cienia.
- Hej, kim jesteś? - zaczął Rangus
- Jestem Rączka, najzręczniejszy spośród tych wszystkich "mięśni" - odpowiedział Cień - Zapewne chcesz zostać jednym z nas, co?
- Tak.
- Jeśli coś dla mnie zrobisz, masz mój głos.
- Mianowicie?
- Fisk ma w swoim magazynie pewien szczególny miecz. Będzie się wyróżniał. Zdobądź go dla mnie, a jesteś ustawiony.
- Kto to?
- Kupiec, czarnoskóry cień.
Rangus po przypomnieniu sobie o skórzanej zbroi, którą schował w swojej chacie, pognał tam i ubierając zbroję, z starego ubrania wpadł mu list. Było na nim napisane....
Kozłow:
no to pojechali...
Po pierwsze
"w okół" - powinno być razem
Po drugie
nie "wszedli" tylko "weszli"
Po trzecie
"skręcać do areny" raczej powinno być "skręcać w stronę areny"
Po czwarte
"nim napiane.... " napiane
Coraz mniej błędów stylistycznych i coraz mniej moich uwag... Rozwijaj już akję, bo się nie mogę doczekac co będzie dalej. Zauważ, że nie miałem co do tej części zatrzeżeń typu realiowego, życiowego, same językowe Bardzo dobrz częśc, jedna z najlepszych. Zarówno pod względem stylistycznym, ortograficznym jak i fabularnym
Ocena 9+/10
Darkon:
Lecz Rangus zdążył przeczytać tylko "Xardasie", następnie list zwinął się a pisało na nim tylko "Do Xardasa". Zdziwiony wcisnął list spowrotem do kieszeni, założył zbroję i wyszedł z chaty. Diego kręcił się i akurat wstawał sprzed ogniska.
- Hej Diego, wiesz kim jest Xardas?
- Tak, to Arcymag z Kolonii.
- Gdzie przebywa?
- Jego wieża znajduje się na dziedzińcu zamkowym, widać ją nawet z poza Obozu. - wyjaśnił Diego - A czemu pytasz?
- Nieważne, wybierasz się gdzieś?
- Idę zapolować gdzieś koło terytorii Orków, już dawno nie byłem poza obozem.
- Mogę iść z tobą?
- Jasne, tylko uważaj - powiedział Diego i ruszył w stronę bramy.
Kiedy wyszli, skręcili w lewo. Diego szybko wyciągnął łuk i zestrzelił krwiopijcę, który leciał za nimi. Znowu skręcili i skierowali się w jakieś przejście. Stało przy nim dwóch strażników z Obozu.
- Za tymi strażnikami są terytoria Orków - niby trzymają się póki, co głównie swojego miasta po drugiej stronie tamtego mostu, ale w sumie teraz jest z nimi wojna, zawsze mogą stamtąd wyjść. Tak samo jest ryzyko, że któreś z tych monstrum jest na polowaniu albo robi co innego, więc trzymaj się blisko mnie. Oprócz tego są tu też grozniejsze zwierzęta - wyjaśnił przywódca Cieni.
Przeszli parę kroków i skręcili w mały wąwóz. Diego wyciągnął łuk, wychylił się, by zobaczyć czy nie ma tam żadnej zwierzyny, ale niespodziewanie z ukrycia wybiegł Ork i rzucił się na Diega. Przywódca Cieni nie mógł nic zrobić, bo ciągle miał w rękach łuk. Rangus wyciągnął szybko miecz i przeciął bestię od tyłu. Ork z mieczem w brzuchu zaryczał dziko i upadł na ziemię. Rangus schował miecz.
- Dzięki, jeszcze jeden cios i bym nie przeżył - te cholerne bestie mają strasznie dobry oręż, ale zwykły człowiek raczej tego nie utrzyma. Ooo, jaskinia, choć Rangus, raz się żyje, a jak coś to przynajmniej załatwimy tych zielonoskórych. - powiedział Diego, po czym wypił miksturę, wyciągnął spowrotem miecz i ruszył ku jaskini
Rangus trzymał się blisko Diega i ciągle rozglądał się czy kolejny Ork się na nich nie czai. Wtedy z jaskini wybiegli dwaj Orkowie. Obie bestie rzuciły się na Rangusa. Z początku próbował blokować dzikie ataki zielonoskórych nieprzyjacieli, ale nie mógł się równać z nieustającymi potężnymi ciosami Orków, więc przeturlał się do tyłu. Diego odciągnął jednego do siebie i zaczął z nim walczyć, a Rangus stwierdziwszy, iż jest zdany na siebie - rzucił się do przodu i zadał potężny cios w głowę Orka. Bestia, śmiertelnie zraniona, nadal trzymała się i rzuciła się z wściekłością na przeciwnika. Rangus w ostatniej chwili kucnął i podciął zielonoskóremu nieprzyjacielowi nogi. Bestia dziko zaryczała, ale nadal nie dawała za wygraną. Wzięła zamach i już miała ugodzić Rangusa, gdy przez jej brzuch przeszło długie ostrze. Tym razem Ork zaryczał i upadł na ziemię.
- No to mamy remis - 1:1 - powiedział z uśmiechem Diego - Opłacało się w tej jaskini jest sporo rudy, trochę skór, kilka mikstur, no i na prawdę niezła halabarda. Podział - rudy po połowę, skór również, mikstur też, a halabarda jest twoja.
- Dzięki, zawsze jakoś wolałem halabardy niż te małe mieczyki. Ile tego jest - sprawdzałeś?
- Skór na oko, z 20 - wilczych, mikstury to głównie lecznicze, parę tych many, na oko około 15, a rudy przynajmniej z 300 bryłek.
- Nie potrzeba mi, aż tyle tego, nawet nie uniosę. Wezmę tą halabardę i już chyba wracam, bo dla mnie to tutaj nie jest bezpiecznie....
- To do zobaczenia - pożegnał się Diego
Rangus powoli skierował się z powrotem do Obozu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej