Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat

Historia o Rangusie

(1/7) > >>

Darkon:


Początki

Rangus pochodził z biednej rodziny. Mieszkali w ciasnym mieszkaniu wynajmowanym u jednego z rybaków w Silden. Ojciec pracował jako drwal. Był to silnie zbudowany mężczyzna o błękitnych oczach i lwiej grzywie. Gdyby nie fakt, iż każdą swoją wypłatę przepijał w jednym z tutejszych barów, on i jego rodzina miała by się na prawdę dobrze. Walka halabardami, też nie była mu obca, gdyby tylko nie jego nałóg, mógły nawet zostać gladiatorem na miejscowej arenie. Było nędznie, ale było do wytrzymania, matka i ojciec Rangusa musieli ciężko pracować, lecz jemu nie potrzeba było dużo, poza tym miał już 15 lat, więc rozumiał sytuację rodziny. Wszystko się zmieniło tego wieczora, kiedy po ciężkim dniu wrócił "pan domu". Odziwo, jak to zawsze bywało w momencie kiedy wracał wieczorem, w dniu, kiedy dostawał wynagrodzenie - był trzezwy, szczęśliwy. Wyciągnął zza pleców potężną halabardę ozdobioną pięknymi trofeami i oznajmił:

- Dostałem dziś na prawdę dużą wypłatę. Postanowiłem oprzeć się "pokusie" w postaci wielu zimnych, przepysznych piw i soczystego steku i kupiłem tą halabardę. Mam też 50 monet na swoją wpłatę do walki na arenie! Walczę z tym chudzielcem, Lanfordem.

Żona wiedząc, że potężny małżonek z łatwością poradzi sobie z Lanfordem w uczciwej walce na arenie, uściskała go, a Rangus oznajmił, iż jest z ojca bardzo dumny. Następnego dnia Rangus poszedł oglądać walkę, lecz jego matka musiała zostać - chciała ugotować coś specjalnego z tej okazji. Lanford i Khaemir (bo tak się nazywał ojciec Rangusa) stanęli na arenie życzyć sobie nawzajem powodzenia. Odwrócili się, więc Rangus mało widział, ale z tego co dostrzegał - napili się po jednej butelce ryżówki. Po tej butelce, jego ojciec dziwnie się zachwiał, co nie było zbyt zwyczajne, chociażby z tego powodu, że mógł wypić nawet 10 butelek mocnego piwa, a i tak trzymał się na nogach. Lanford i Khaemir uścisnęli sobie jeszcze raz dłonie i wyciągneli swój oręż. Potężny drwal chciał uziemić swojego szybkiego przeciwnika więc uderzył w niego z góry, lecz zachwiał się i nie dokończył tego, z pewnością morderczego ciosu. Lanford przeturlał się i po szybkim pchnięciu swojego nieprzyjaciela, zadał potężny, śmiercionośny cios. Rangus nie mógł uwierzyć, jego ojciec, potężny mężczyzna został pokonany przez jakiegoś chuderlaka? Lecz szybko opamiętał się, bo nie to teraz było problemem - jego ojciec w ogóle nie wstawał. Szybko pobiegł schodkami i rzucił się w objęcia ojca. Ostatnim wysiłkiem ojciec szepnął mu:

- Butelka.... pomścij mnie....

Rangus podbiegł pod ławkę dla zawodników, podniósł butelkę z zawartością paru kropel tego trunku, powąchał i poczuł truciznę. Śmiercionośną truciznę, cuchnący odór śmierci. Jego potężny ojciec, mimo to przeżył, ale nic dziwnego, że był taki osłabiony w czasie walki.

- Ty parszywy psie - powiedział do Lanforda, podnosząc do rąk halabardę Khaemira

Mimo iż miał dopiero 15 lat i nie miał tyle siły, co jego ojciec, w akcie gniewu przeturlał się do swego przeciwnika i zadał jedno potężne uderzenie prosto w głowę swojej przyszłej ofiary.

Wiem, że cudo, to to nie jest, pewnie brakuje kilku przecinków, może jakiś błąd, ale starałem się cos zrobić a nudziło mi się. Oczywiście liczę się z możliwością negatywnych ocen

Kozłow:
Moja ocena będzie raczej negatywna. Mógłbyś się wysilić i napsiać coś oryginalnego. Brdzo dużo opowiadan zaczyna sie w ten sposób jak twoje. Potem jest zemsta, dalej pewnie będzie, ze wyruszył w świat ple ple ple.... Urozmaiciłbyś bardziej, dał dialogi, jakąś akcję przed walką, np, ze ojceic obraza tego Lanforda. A ten właśnie dlatego dolał mu trucizny. Jakiś opis areny, coś w tym stylu. Jedno mnie trochę rozśmieszyło, nie wiem czy było to twoim zamierzeniam, ale ten tekst był niezły:

--- Cytuj ---- Ryżówka.... pomścij mnie....
--- Koniec cytatu ---
Daję 3 gwiazdki
Ocena 5/10, mało oryginalne i takie schematowe.

Darkon:
Na początek powiem, iż przyjmuje krytykę, te ostatnie słowa Khaemira na prawde brzmiały idiotycznie. Na całokształt opowiadania też nie miałem zbyt ciekawej fabuły, ponieważ włączać już mi się nie chciało nic, to napisałem dość banalnie, ale mam nadzieję, że pózniej się rozkręce.

Konsekwencje


... Lanford zaskomlał z bólu i upadł bezwładnie na ziemię. Strumyk krwi popłynął z jego tragicznie wyglądającej rany. Rangus wypuścił z rąk halabardę Khaemira i z przerażeniem popatrzył na swoją zmasakrowaną ofiarę.

- Co ja zrobiłem - pomyślał

Wrócił do swojego "domu" i rzucił się na swoje łózko, nie mówiąc nic swojej matce i gorzko zapłakał. Kochająca żona, poszła na arenie, a kiedy zobaczyła zmasakrowane ciało Lanforda i lekko poturbowanego męża, który nie dawał żadnych oznak życia, przeraziła się i pobiegła stromymi schodkami na arenę. Kiedy dobiegła, wzięła w obięcia martwe ciało małżonka i również zapłakała. Skromny pogrzeb Khaemira odbył się kilka dni pózniej. Ceremonia odbyła się w kamiennym kręgu nieopodal miasta, a odprawił ją miejscowy kapłan Innosa - Safurem. Nie było tu dużego tłumu, Khaemir nie był specjalnie znanym człowiekiem, na pogrzebie była tylko jego żona i syn. Jednak nie na tym skończyło się nieszczęście. Następnego dnia Rangus wybrał się na targ z celem zakupienia czegokolwiek na obiad. Był właśnie przy targu z warzywami, a wtedy podeszli do niego dwaj strażnicy miejscy i sędzia.

- Rangusie, synu Khaemira, zabiłeś gladiatora Lanforda z zimną krwią. Zgodnie z prawem za te okrutne czynu w imieniu Rhobara II zostajesz skazany na pobyt w Górniczej Dolinie, Kolonii karnej na wyspie Khorinis, jutro zostanie po ciebie wysłana łódz, która cię tam zabierze, przykro mi.
- Ale mam dopiero 15 lat!
- W Khorinis znajdują się największe pokłady magicznej rudy na świecie. W związku z czym prawo zostało zaostrzone, a większość skazańców trafia właśnie tam.
- Ale czemu większość skazańców trafia akurat tam?
- Ponieważ Kolonia została otoczona barierą, przez którą można wejść, ale nie można wyjść - co działa tylko na żywe stworzenia.
- Co wam po rudzie, jak jej nie dostaniecie. Wątpie, żeby skazańcy chcieli wam ją wydobywać, a co dopiero oddawać
- W Kolonii jest jeden obóz, do którego trafiają skazańcy, rządzi nim Gomez, który stale z nami współpracuje wysyłając nam magiczną rude, za co mamy mu wysyłać wszelkie potrzebne materiały do przeżycia. Nie mogę ci udzielić więcej informacji, już i tak pewnie powiedziałem za dużo, wszystkiego innego dowiesz się na miejscu.

Sędzia wraz z strażnikami miejskimi oddalili się, a Rangus wrócił szybko do domu.

Rozdział również jest dość "ckliwy" i niezbyt wnosi. III rozdział też nie będzie zbyt ciekawy, dopiero po wtrąceniu do Kolonii się coś zacznie. OK, teraz o rozdziale - chciałbym powiedzieć 3 rzeczy, o których pewnie będziecie mówić.

1. Niektórzy być może zaczną, że skoro jest już Kolonia to i Orkowie. Kolonia powstała jeszcze przed wieloma ważnymi faktami. Wojna z Orkami dopiero się zaczeła, nie było jeszcze podziału na magów wody, ognia, a także Orkowie nie władali jeszcze Silden
2. Sedzia tak ckliwie tłumaczył, na pewno normalnie by powiedział i od razu odszedł - ja uważam iż dziecku tak jak to zrobiłem wytłumaczyłby jeszcze dokładniej trochę i dopiero wtedy odszedł
3. Nie opisałem też uczuć Rangusa, po tym, kiedy dowiedział się o konsekwencjach, swojego czynu (zabicie Lanforda), ponieważ wg. mnie było to dziecko, ale o silnym charakterze - bieda w rodzinie, którą znosił dość dobrze, silny wojownik - ojciec.  Myślę, że w takim wypadku by się raczej nie rzucił znowu na łóżko xP

Oczywiście, nie mam w tym doświadczenia, nie jestem zagorzałym (aż tak bardzo) fanem gothica, ani świetnym pisarzem, ale mam nadzieję, że kogoś to zainteresuje i oszczędzi mi w prawieniu złych ocen. No cóż, ale jak już mówiłem - liczę się z krytyką

Kozłow:
Po pierwsze
Dlaczego "domu" w cudzysłowiu?

Po drugie

--- Cytuj ---Wrócił do swojego "domu" i rzucił się na swoje łózko, nie mówiąc nic swojej matce i gorzko zapłakał.
--- Koniec cytatu ---
To zdanie jest bez sensu. Mogłeś po prostu napisać: Wrócił do domu i rzucił się na łożko, nie mówiąc nic matce. Gorzko zapłakał.

Po trzecie

--- Cytuj ---Nie było tu dużego tłumu, Khaemir nie był specjalnie znanym człowiekiem, na pogrzebie była tylko jego żona i syn.
--- Koniec cytatu ---
Jeżeli była tylko żona i syn, to w ogóle nie było tłumu.

Po czwarte

--- Cytuj ---Sędzia wraz z strażnikami miejskimi oddalili się, a Rangus wrócił szybko do domu.
--- Koniec cytatu ---
O LOL mógł sobie spokojnie uciec teraz. Wątpię, czy strażnicy zostawiliby go.

Druga część nawet fajna.... Powiem jedno: Pisz dalej.    Ciekawie się historia zapowiada.

za drugą część 8+/10

Brak dłuższej opini ta temat samego opowiadania. Upomnienie słowne - ostanie. - [Boba Fett]

Darkon:
"domu" w cudzysłowiu, ponieważ małe mieszkanko wynajmowane u jednego z rybaków niełatwo nazwać domem, o to mi chodziło. Co do pozostałych uwag się zgodze

Wtrącenie do koloni

Było południe. Rangus żegnał się z przyjaciółmi, a także z swoją drogą matką. Było mu, żal, że wyjeżdza, ale przede wszystkim bał się o jego matkę. Wiedział, że nie poradzi sobie z utrzymaniem domu. Nie chciał o tym myśleć, miał też inne problemy - Kolonia m.in. była tym głównym problemem. Jak on sobie tam poradzi? Czy przeżyje? Lecz jego rozmyślania przerwały słowa:

- Rangus oraz Lesuar - czy są obecni ci ludzie? Wraz z resztą swych braci mamy ich zabrać na wyspę Khorinis - powiedział paladyn z drobnej łodzi, która rzekomo miała go zabrać do Kolonii
- Nie pytaj o obecność, ostatni, który nam zwiał, to był ten przebiegły Harnek, ale to był jedyny taki wypadek! - powiedział sędzia, który stał wraz z swoimi strażnikami
- Dobra, dobra, Rangus oraz Lesuar - na statek - odpowiedział rycerz

Rangus chwiejnym krokiem wkroczył na pokład, a za nim Lesuar. Był to wysoki, szczupły mężczyzna z charakterystycznym znamieniu na lewym policzku - bliznie w kształcie młota. Mimo iż był wysłany do Kolonii, nie był specjalnie złym człowiekiem - podobnie jak Rangus również żył w biedzie, lecz po śmierci matki, która się nim opiekowała, nie miał już prawie nic. Musiał kraść by przeżyć, a że w tych czasach prawo zostało "zaostrzone"... tak został skazany na pobyt w Górniczej Dolinie. Poszedł od razu do swojej kajuty, lecz Rangus poczekał i jeszcze raz pomachał do swojej matki, ostatni raz.... Pózniej stracił ją już z oczu i ruszył do kajuty przespać się - w końcu i tak czekało na niego parę dni zanim trafi do Kolonii, więc czemu nie użyć tych ostatnich chwil pełnej wolności, by trochę popróżnować. Mijały dnie, a Rangus i tak większość czasu spędzał w kajucie, bądź rozmawiając z Lasuarem. Oprócz tego poznał też bliżej Lothara - królewskiego paladyna, który był w pełni, jedyny odpowiedzialny za więźniów, których wozi. Rangus dowiedział się, że zamierza on przybyć do miasta Khorinis i czuwać nad tamtejszą barierą, a również miastem. Mimo iż nadal Rangus jak i Lasuar byli więźniami, Lothar poznał się do nich. Czasami nawet wspólnie rozmawiali całą noc w jednej z swoich kajut. Po tych kilku dniach dobili do portu Khorinis. Tam królewski paladyn rozstał się z więźniami, a tych przejęła grupka strażników miejskich, lokalny sędzia oraz mag. Co było dość dziwne, bo ten ostatni nie za często towarzyszy przed wtrąceniem do bariery. Choć po drodze przez okoliczne ścieżki aż do "miejsca wymian" napotkali parę dość groźnych zwierząt, w takiej grupce bez problemu poradzili sobie z olbrzymim szczurem, a choćby nawet z topielcem. Kiedy dotarli, sędzia krótko przeczytał winy Rangusa i Lasuara, a potem zdarzyło się coś dziwnego. Rangus poczuł, jakby ktoś wsadzał mu coś do kieszeni, ale przecież nie zacznie sobie nagle grzebać ostentacyjnie w kieszeni, więc pomyślał, że po prostu mu się zdawało. Następnie dwaj najbardziej rośli strażnicy miejscy wrzucili ich obu do Kolonii...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej