Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Świt IV Ery (Wątek fabularny)

<< < (15/22) > >>

Adaś:
Krasnolud niestety nie skończył swojej wypowiedzi nawet nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć ten wpadł w słowotok. Więc żeby mu nie przerywać, skupił się na tym gdzie ta rozmowa zabrnie. Tym bardziej że samo imię chłopa też dla niego brzmiało, jakby znajomo. A biorąc pod uwagę że to było nietypowe imię, robiło się jeszcze bardziej ciekawie.

Melkior Tacticus:
Te dziwne uczucie narastało, w Melkiorze, Marduku, Patty. Każdym na magię wrażliwym. No i się stało, ktoś uznał że spieprzy dzień nie tylko królowi ale każdemu na tej sali. Gdyby tylko nie kazał Torsteinowi iść się bawić... Trzy kroki przed królewskim stołem mikstura niewidzialności zamachowca - jaszczuroczłeka - przestała działać...
- Kurwa... Tyle zdążył powiedzieć nim zabójca - samobójca - pociągnął za spust pistoletu. Król nie zdążył otoczyć się magią, oberwał w twarz. Kawałek dolnej szczęki wpadł do pucharu z winem, i to był najmniej makabryczny widok. Bo Melkior żył, ból był nie do opisania. Mortokinetycznym impulsem rzucił jaszczurem na drugi koniec sali. I... dopiero wtedy ludzie zaczęli panikować, uciekać, mdleć, rzygać, a niektórzy nawet patrzeć jak Melkiorowi odrasta szczęka... a to trwało chwilkę.
- Do lofu f nim! Kulfa maf! Seplenił bo zęby mu jeszcze nie odrosły...

Marduk Draven:
Zaraza, co jest... - pomyślał, ale nim zdążył powiedzieć cokolwiek, jakiś jaszczur pojawił się znikąd w sali.
Huk, krew, wrzaski. Magia.
W ciągu kilku sekund Melkior stracił kawałek dolnej szczęki, a jaszczur - królobójca przeleciał całą salę.

W ciągu następnych paru sekund, Marduk zerwał się z krzesła i przemieścił się, dosłownie znikając i pojawiając się tuż obok jaszczura.
Pod grdykę gada podstawił sztych swojej mithrilowej klingi. Na razie jedynie trzymał go w  szachu. Co prawda prawnie nie miał tu autorytetu. Ale faktycznie...
- Kordon wokół króla, wyprowadzić stąd ludzi! - powiedział donośnym głosem.
Głupi gołębiu, czułeś coś...

Melkior Tacticus:
- Kij z kordonem, zabrać stąd ludzi. Jaaaa pierdole... to dalej boli. Popił wina z karafki, obrusem zasłonił pływającą w kielichu szczękę. - Ehh. Rozumiem Ilusmir, cholera nawet bym oczekiwał tego po tobie Enaraw - bez obrazy - ale Ghuruk? I to tak amatorsko? Bo nie wierze że ich wywiad nie wiedział że to tylko mnie zirytuje.
- Wasza wysokość raczy...
- Zamknij się ambasadorze Verlen i wyjdź. Krzyknął cicho na Ilusmirskiego ambasadora. Cesarz Ardenos zaś wymiotował gdzieś w kącie. Elf podszedł do jeńca. - Uosh iza... Albo nie, zrobimy to po staremu. Marduke, przypilnuj go. Zaraz wracam... przyniose sprzęt. Elf wyszedł z sali, tak. Pieszo. Nie teleportował się.

Rengar:
Rengar zbierał się z zamiarem poproszenia jednej damy na parkiet, jednak przeszkodził mu w tym wystrzał, pech chciał że w tamtym momencie patrzył na króla, widział kiedy szczątki jego twarzy rozbryzgly się w każdym kierunku, Rengar jednak interesował się medycyną, sam widok ludzkich wnętrzności nie wzbudził w nim wymiotów, wzbudziło wymioty jednak to że chwilę później król próbował coś powiedzieć rozpatrująca się szczęka, wprawiło to młodzieńca w konsternację i pobudziło odruch wymiotny, na szczęście tego dnia nie wypił jeszcze zbyt wiele. Zrozumiał jednak że król chcial powiedzieć o wtraceniu oponenta do lochu, chciał na niego ruszyć, ubiegł go jednak w tym anioł który trzymał przy nim już swój oręż, w drugiej kolejności chciał ruszyć królowi udzielić pomocy medycznej, jednak na to także było już za późno gdyż utworzył się wokół króla kordon strażników, co było zrozumiałe. Odłożył więc swój kielich i z panikikacymi ludźmi udał się w kierunku wyjścia, jednak ze względnym spokojem, bo przecież widać było że król żyje a napastnik został pojmany, zważał jednak czy nie ma w okolicy innego zagrożenia, zdecydowanie było by nim stanie w panikujacym tłumie jednak trzymał się na uboczu więc to mu nie groził.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej