Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Świt IV Ery (Wątek fabularny)
Narrator:
Wszędzie. Bo stoły, stoliki, stoliczki i insze rzeczy pełne były wszystkiego. Te najlepsze przy stole króla rzecz jasna.
TheMo:
Na wzmiankę o bankiecie nieco zaburczało mu w brzuchu. Wszak wszystkie kanapki od mamy zjadł po drodze i przydałoby się coś przekąsić. Trochę niepewnie wkroczył na salę bankietową, ukryty wśród tłumu. Wyglądał jak obdartus z ulicy, a tu taki wielki i piękny salon. I tyle jadła, że wykarmić idzie połowę chłopstwa z pól. Kiedy pierwszy szok minął przekradł się między ludem i kierował swe kroki do najlepszego jadła. Trochę się obawiał, czy nie wyjdzie na wieśniaka, ale w sumie nim jest a wstyd został przykryty chęcią zjedzenia czegoś pysznego. Jego oczy i nos od razu wyłapały lokalizację najwyborniejszych dań. Stanął przy jednym ze stołów i zaczął pochłaniać co przed nim było, nawet wziął kilka łyków wina prosto z karafki. Pech chciał, że to był królewski stół.
Melkior Tacticus:
No tak, to było nieco żenujące. Nawet Melkior był lekko zdegustowany, ale gdy spojrzał na nieobytego chama wydawało mu się że go skądś zna. Bękart Themo? Spytał sam siebie, tego gówniarza widział może z trzy razy w życiu. Raz na pewno, kiedy Themo twierdził że to nie jego, Melkior swoje jednak wiedział. Ale teraz udawał że patrzy na gobeliny wiszące na ścianie, chcąc ukryć swe zdegustowanie.
Adaś:
-Kurła Kaziu, patrz sami swoi.
Podsumował mężczyzna to co widział, wszak był to niecodzienny widok. Znaczy się walić z gwinta z Melkiorem, czy przy nim to nie było coś nowego. Choć opinia publiczna nie powinna o tym wiedzieć. Ale żeby prosty chłopak, walił z gwinta przy królewskim stole? To chyba nawet w jego długim życiu mu się nie zdarzyło. A przynajmniej nie pamiętał takiej sytuacji.
-Te chłopie, pódź sam ku nom.- zawołał donośnie, jak na jego wiek, w kierunku chłopa. Sięgnął po trzeci kieliszek i nalał do niego okowity przy której stał.
TheMo:
Kiedy już zapchał się dostatecznie na najbliższe dziesięć minut ktoś na niego krzyknął. Rozejrzał się po sali. Zauważył wybitnego królewskiego mówce. Z zaskoczonym wyrazem twarzy wskazał na siebie palcem wskazującym. Przełknął to co miał jeszcze w ustach i podszedł do staruszka niepewnym krokiem. Wziął kieliszek i wychylił go do dna. Chuchnął po nim silnie prosto w twarz starca. Nie z nieuprzejmości, bardziej z niewychowania. Wypadałoby coś powiedzieć.
- Dzień dobry. Piękna przemowa...
No udało mu się sklecić jakąś wypowiedź, która to sama go wprawiła w niezręczność.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej