Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Świt IV Ery (Wątek fabularny)
Isentor:
- Umarł król, niech żyje król. Isentor nie przepadał za tego typu ceremoniami, nawet kiedy sam piastował urząd. Ale informacja o rekolonizacji starych ziem wywołała w nim nostalgię i zew przygody. Ustawił się w kolejce do gratulacji za innymi. Chociaż tak naprawdę nie mógł się już doczekać bankietu i mniej oficjalnych rozmów.
Rengar:
Więc to koronacja. - pomyślał Rengar chwilę przed przemową nowego króla.
Wten poczuł przyjemny wietrzyk który pchnął go do działania.
Gdy król zakończył swe przemówienie Rengar podszedł bliżej, parę stóp od dopiero ukorowanego odczówal nie maly stres. Czym predzej uklęknął wiec na kolano i spuścił glowe.
-Królu, jestem tu nowy, zwe sie Rengar i orężem w mej dłoni, oraz wiedza w mej głowie wspomoge rekolonizacje, oraz dołożę wszelkich staran by ziemie Waszych przodków ponownie byly zamieszkane
Jako iz Rengar nie do końca był zorientowany w sytuacji i manierach tego państwa nie wiedział czy czeka teraz na ścięcie za przerwanie koronacji czy to na pozytywne przyjęcie jego rąk do pracy
TheMo:
Nieco śmiechnął, kiedy to staruszek wygłaszał mowę koronacyjną. To szybko stało się jego ulubioną częścią ceremonii i miał nadzieję, że ów osobnik będzie oficjalnym królewskim mówcą, czy kogo tam dają na podobne stanowisko. Wtedy może będzie częstszym bywalcem salonów, bo na razie to był tutaj równie znaczący, co reszta tego tłumu, a może nawet mniej. Dopiero, kiedy usłyszał o kolonizacji jego usta nieco się rozszerzyły. Po co ograniczać się do opuszczania wioski, kiedy można opuścić wyspę i zwiedzić cały świat. To tchnęło w niego więcej motywacji niż naciski ojca przez całe życie. Tylko najpierw musi stać się silniejszy, by podołać wyzwaniom które będą czekać na niego w przyszłości.
Ilhrim Aeder z Peridionu:
Ilhrim nie należał nigdy do osób lubiących przebywanie w pobliżu arystokracji, uważał wręcz jakieś dwa kilometry za maksymalną odległość na jaką chciałby się kiedykolwiek zbliżyć do kogokolwiek z jej przedstawicieli i nie raz zarzekał się , że prędzej pozwoliłby pozbawić się nóg, niż przekroczyć tą granicę choćby i tylko o jeden krok. Ale niestety nawet postanowienie, które jak nie raz mówił jest dla niego ważniejsze niż jego własne życie, nie mogło uratować go przed losową koronacją odbywającą się akurat wtedy, gdy chciał on skrócić sobie drogę do ulubionego baru. Jak można się było spodziewać, młodzieniec nie zareagował zbyt dobrze na informację o tak bliskiej obecności "rasy" przez niego znienawidzonej. Pierwszym co przyszło mu do głowy, było to by dotrzymać złożonej sobie obietnicy i tak szybko jak było to możliwe odciąć sobie nogi a następnie po spełnieniu tej powinności dokończyć dzieła i wyprawić się własnoręcznie na tamten świat. Niestety szybko jednak zauważył jeden ważny błąd w tym planie... nie posiadał broni. W chwili gdy uświadomił sobie jak zła jest sytuacja coś w nim pękło, czuł jakby gotów był wyrwać broń najbliższego strażnika i to przy jej użyciu pozbawić się kończyn i życia. Lecz niestety i ten plan miał jedną, lecz znaczącą lukę... podejście do najbliższego strażnika oznaczało też wykonanie kilku dobrowolnych kroków w stronę skupiska tej brudnej arystokracji. Uświadomienie sobie tego wywołało olbrzymią falę pomniejszych pęknięć w tym, jak Ilhrim pojmował świat i aktualną sytuację. W głowie krążyła mu już w kółko tylko jedna myśl:
Cholerni arystokraci... Zapłacą mi za całe to cierpienie, które przez nich właśnie przeżywam. Jeśli chcieliście mnie złamać to udało się wam, tylko nie sądźcie, że ujdzie wam to płazem... Dowiem się o was wszystkiego co tylko będę mógł i wykorzystam gdy tylko nadarzy mi się okazja by uderzyć...
Być może ta myśl zagłuszyła jakikolwiek głos rozsądku, który nakazywałby mu trzymać się swoich postanowień, a może po prostu cała ta sytuacja uświadomiła mu jak bardzo utrudniały mu one życie i postanowił się ich on podświadomie wyrzec, niezależnie jednak od tego, która z tych opcji była prawdziwa to jednemu nie dało się jednak zaprzeczyć... nie zauważając samemu kiedy, elf zbliżył się do całej reszty gawiedzi i po krótkich oględzinach tej ogromnej chmary istot wszelakich, wybrał w końcu miejsce z na tyle niewielką ilością osoby na metr, by mógł się niezauważenie przepchnąć jak najbliżej się tylko dało. Po kilku chwilach trafił wreszcie w odpowiadające mu miejsce i jak reszta zebranych starał się zauważyć jak najwięcej ważnie wyglądających osobistości oraz wsłuchać się w każde mówione przez nich słowo, z tą oczywiście różnicą, że jego powodu by to robić były zgoła odmienne.
Melkior Tacticus:
Melkior chciał dokończyć mowę, na szczęście przerwał mu pewien młody człowiek. I bardzo dobrze, szybciej udadzą się na bankiet, festyn... no na tę ciekawszą część uroczystości. Najchętniej by podarował Rengarowi konia z rzędem za jego wyczucie czasu.
- Powstań Rengarze, dziękuję i doceniam twój zapał. Podszedł do niego i nawet pomógł wstać. - Wszystko w swoim czasie. Zatem, pomijając takie oczywistości jak to że na dniach ruszą też wybory do Rady Królewskiej oraz Izby Lordów, to zapraszam wszystkich do Sali Bankietowej na - jak by to określili niektórzy - właściwą część uroczystości.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej