Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

To dziecinnie prosta sprawa

<< < (8/13) > >>

Evening Antarii:
- Niech będzie -odpowiedział ci ork i ruszył za karczmę. Ujrzeliście tam dość spore akwarium, długie na 4 metry, szerokie na 2 i wysokie na 1,5 metra. Wypełnione było czystą wodą. W środku zaś ujrzeliście postać kobiety z długim rybim ogonem. Gdy was ujrzała wystawiła głowę nad wodę, ale widocznie rzucone było na nią zaklęcie knebla, gdyż nie była w stanie nic powiedzieć. Machała tylko rękoma. Jej wzrok był wystraszony. Szybko do porządku przywołało ją dwóch mężczyzn. Krótkim batem uderzyli ją po rękach, by spokojnie siedziała pod wodą.
-Czego!? Jak chcą obejrzeć syrenę to do środka. Zaraz jej kolej. Najpierw zapłacić trzeba! -odezwał się jeden z "ochroniarzy", gdy was ujrzał.

Miyashi:
-Wydaje mi się, że ona wcale nie była ranna i zabrana na leczenie. Pocus więzi ja w tej szklanej bańce i zarabia tak na własne życie. Zwierzęta to jedno ale żywe i myślące istoty trzymane w niewoli to zdecydowanie przesada. Ona jest taka jak każdy człowiek i z pewnością wolałaby sama decydować o swoim losie..

Evening Antarii:
- To nie nasza sprawa...- ork położył ci dłoń na ramieniu, by cię uspokoić. Wyraźnie nie miał ochoty się w to mieszać. Jasne, było mu szkoda tej syreny, ale nie mógł nic zrobić. Znaczy mógł... Pozabijać ich i tak dalej, ale wtedy ściągnąłby na siebie straż albo rycerstwo, gdyby ktoś to zauważył. Poza tym w karczmie są dziesiątki świadków, mogących potwierdzić jego obecność tutaj i podróżowanie przy boku Miyashiego.
- To jedyna karczma po drodze. Chciałem coś tu zjeść i przespać noc, ale teraz nie wpuszczą nas tam w ogóle...- mówił niezadowolony. Najbliższe domostwa były w odległości dwóch kilometrów stąd. - Nie poradzimy nic na zło tego świata- dodał jeszcze, po czym odwrócił się ze zrezygnowaniem, gdyż chciał wrócić do wozu, a potem pomyśleć co dalej. Musieli przecież odpocząć.
-No! Nie wtykać nosa w nie swoje sprawy! Zmywać się stąd - wykrzyknął do was mężczyzna, który stał przy akwarium. Rękę miał na mieczu, by was przestraszyć.

Miyashi:
-Chodźmy więc ale jeśli później Ty nie powiesz pannie Evening, że ludzie prowadzą takie interesy i działania na jej ziemiach to ja to zrobię. Wątpię by komuś kto jest aniołem byłoby to w smak.

Evening Antarii:
- To jeszcze nie jej ziemie - powiedział ork. - Ale mogę to powiedzieć. Wolę powiedzieć to, niż że kogoś zamordowałem na trakcie w imię "wyższej sprawy". Hmm... Robi się naprawdę zimno- zmienił temat ork, gdy odchodziliście od syreny i szliście z powrotem na przód karczmy. Tam też czekała Tiara i stał wóz. - Czeka nas więc spanie w polu. Na śniegu...- mruczał niezadowolony Krixos. - Albo na siedząco w wozie - spojrzał niechętnie na zdobioną karocę. Mimo, że z zewnątrz była ładna, to była ciasna, więc tak czy siak, Krixos dzisiaj nie mógł już liczyć na porządny sen.
Gdy wsiedliście na wóz pojechaliście może pół kilometra, by nie być blisko karczmy pełnej wrogo nastawionych do was ludzi. Ork zaczął zbierać drwa, w końcu rozpalił ogień. Tiarę przywiązał do drzewa. Na ziemi rozłożył dla was ciepłe grube skóry. Dobrze izolowały przed zimnem. Położył się blisko ognia i nakrył futrami.
- No! Mam nadzieję, że nic nas w nocy nie zaatakuje.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej