Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

To dziecinnie prosta sprawa

<< < (9/13) > >>

Miyashi:
-Szczerze mówiąc wole spać na dworzu i mieć czyste sumienie niż spać pod jednym dachem z ludźmi wspierającymi taki wyzysk. Wybacz jeśli moje towarzystwo sprawia ci tyle niedogodności Krixosie. Nie potrafię po prostu kryć się z swoimi opiniami. - rzekł nieco z wyrzutami sumienia.

Evening Antarii:
- E tam-machnął ręką. - Nie przeszkadza mi spanie na dworze. Nawet w hemis. Jestem przyzwyczajony do trudnych warunków. Ale po prostu jeśli jest możliwość spania w ciepłym łóżku, to nie chcę z tej możliwości rezygnować- powiedział. Ork pod grubymi futrami wyglądał, jakby przy ogniu leżał jakiś gruby zwierz. - Wyśpij się. Rano wyruszamy i mam nadzieję dotrzemy do Afers. Ale idzie powoli wiosna, może będzie trochę cieplej, mimo iż jedziemy w góry. No, dobranoc- dodał ork i zakrył uszy okryciem, żeby nie zamarzły. Ogień płonął i dawał wystarczająco ciepła. Było prawie przyjemnie, pomimo polowych warunków.

Miyashi:
Miyashi ułożył się na swoim miejscu. Broń położył blisko siebie w razie konieczności walki. Ostatnim razem chwilę musiał się natrudzić nim dobył znów swego miecza. Rozejrzał się jeszcze wokół ich improwizowanego obozu i zaczął zbierać się do snu. Dzień był pełen wrażeń, więc chętnie w końcu odpocznie.

Evening Antarii:
Noc przebiegła spokojnie. Ogień dawał wam sporo ciepła. Byliście w stanie przetrwać hemisowy mróz. Futra, w które wyposażyła was panna Antarii, zapewniły wygodę i odpowiednią do przeżycia temperaturę.
Spaliście długo, pozycja dwóch księżyców na niebie wskazywała na to, że teoretycznie jest ranek, choć oczywiście słońce nie świeciło. Zjedliście śniadanie z zapasów i zebraliście się do drogi.
Do Afers prowadził uczęszczany szeroki trakt, dlatego podróż minęła wam już bez większych przeszkód. Krixos kierując się mapami i radami od tutejszych mieszkańców dowiózł was do sierocińca. Musieliście jednak własnoręcznie odśnieżać wąską drogę prowadzącą bezpośrednio do sierocińca, gdyż nie była całkowicie przejezdna.
Długie siedzenie w karocy, choć z zewnątrz dość ładnej i zdobionej, nie było już komfortowe. Bolały cię pośladki, chciałeś wyprostować nogi, czułeś mrowienie, bolały plecy od twardych oparć.

Ujrzeliście zaniedbany dwupiętrowy budynek. Dach miał pokryty grubą warstwą białego puchu. Ściany miał szare, okna pozasłaniane i brudne. Wokół niego pełno było wąskich ścieżek prowadzących w różne strony. Na podwórku chodziły zabiedzone kury. W małej zagrodzie były nawet dwie świnie. Obie brudne i chude. Jadły właśnie ochłapy. Z komina unosił się lichy szary dymek. Stanęliście przed budynkiem. Chwilę potem w oknie dojrzałeś małą chudą twarzyczkę dziecka. Miało ono wielkie oczy i smutny wyraz twarzy. Stało i patrzyło na ciebie wzrokiem bez wyrazu.

Miyashi:
-Nie wygląda to najlepiej drogi orku. Zajrzyjmy do środka i sprawdźmy jak wszystko się ma tam. Choć nie sądzę aby było znaczniej lepiej niż tutaj. - powiedział mając na myśli zewnętrzne podwórko i zagrody.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej