Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
To dziecinnie prosta sprawa
Evening Antarii:
Wśród zasp śnieżnych mimo wszystko ciężko było zauważyć ciemną plamę, która mogła z daleka wyglądać jak trochę nieprzykrytej białym puchem ziemi. Bezlistne krzaki koło drogi i zaspa za nimi stanowiły kryjówkę, w której chowali się bandyci. Było ich dwóch, obaj wyposażeni w łuki i sztylety. Oraz chęci obłowienia się łupem. Wybiegli nagle na podróżnych. Twarze mieli zakryte materiałem tak, że było im widać tylko oczy.
Jeden z nich celował w Miyashiego ze swojego łuku z pięciu metrów. Drugi podbiegł do orka ze sztyletem w dłoni. Krixos siedział na razie spokojnie na ławeczce woźnicy.
- Czego chcecie? Nie wieziemy nic cennego. Jedynie solone mięso, pieczywo, sery i piwo do picia. Niestety- wzruszył ramionami.
-Nie wierzę ci! Pokaż co masz na wozie- krzyknął bandyta mierząc ostrzem sztyletu w Krixosa. Orkowi jednak nie chciało się chyba udowadniać, że nic cennego nie wiezie.
- Miyashi! Zajmij się tamtym łucznikiem!- krzyknął do człowieka, sam zaś dobył ogromnego miecza, na który bandyci nie zwrócili uwagi i ruszył na bandytę.
Obowiązuje kara Osłona nocy
2x Bandyta łucznik
Bandytę możesz zabić min. w 2 postach.
Miyashi:
Miyashi stał w ciężkiej sytuacji. Mierzono do niego prosto z łuku. Pozwolił by Krixos z nimi gadał, lecz na niewiele to się zdało. Mężczyzna ocenił odległość dzielącą go od łucznika. Na oko było koło 5 metrów. Miał nadzieję, że to co planuje wystarczy. W momencie, gdy ork zawołał go po imieniu i rzucił się na swojego przeciwnika, Miyashi ruszył naprzód. Wystrzelił jak sprężyna do przodu jednocześnie wyciągając ręce najdalej jak się da. Skoczył nisko do nóg przeciwnika próbując uniknąć ewentualnego strzału. Siła skoku i długość jego ramiona wystarczyła by pochwycić bandytę za nogi i szarpnąć nim obalając jednocześnie na ziemię. Nim przeciwnik odzyskał zmysły i świadomość sytuacji w jakiej się znalazł, Miyashi zdążył mu już wymierzyć solidny cios w szczękę. Jednak rzezimieszek okazał się twardszy niż na to wyglądał i zaczęła się szamotanina. Młody wojownik tłukł oponenta pięściami lecz tamten również nie raz trafiał wywołując ból gdzieś koło żeber lub z boku. Miyashi tłumił to uczucie zaciskając mocniej zęby i oddając tamtemu pięknym za nadobne.
Evening Antarii:
Miyashi:
Dobrze przemyślałeś swój atak. Bandyta, który do ciebie celował, nie zdążył rozeznać się w sytuacji i zareagować odpowiednio. To, że dzierżył łuk, nie pomogło. Ze strachu wypuścił strzałę gdzieś w powietrze, a chwilę potem leżał już na plecach. Łuk musiał odrzucić i zacząć walczyć pięściami. Uderzał cię z całej siły. Bił też po twarzy, wierzgał nogami, próbował zatopić zęby w twoim przedramieniu. W końcu pięść przeciwnika trafiła cię pod okiem i kilka sekund nie widziałeś co się dzieje. Biłeś na ślepo. Przeciwnik to wykorzystał i po przeturlaniu to on znalazł się na górze i szykował się do zadania mocnego ciosu lewą pięścią.
Krixos:
Ork tymczasem nie napotkał większego oporu. Sztylet przeciwko ogromnemu mieczowi - wynik był z góry przesądzony. Na dodatek miecz ten dzierżony był przez mistrza areny w Atusel. Krixos chwycił miecz pewniej i ostrze pchnięte potężnym ramieniem powędrowało w stronę przeciwnika. Zdołał on jednak wykonać unik. A nawet uciekać. W śniegu mężczyzna był dość powolny. Ork zrobił kilka dużych kroków i już był za bandytą. Uniósł miecz nad głowę i ciął przez plecy, kalecząc bandytę straszliwie. Uciekinier wrzasnął, padł twarzą w śnieg, a krew brudziła biały puch. Wbicie ostrza w plecy w miejsce, gdzie było serce, wystarczyło by uśmiercić bandytę. Żebra nie było bowiem problemem dla miecza z czarnej rudy.
Kara: osłona nocy
1x bandyta (gotowy do zadania silnego ciosu Miyashiemu w twarz)
Miyashi:
Przeciwnik Miyashiego w pełni skupił się teraz na wyprowadzeniu silnego ciosu ku niemu. Mężczyzna wykorzystał tą chwilę nieuwagi posyłać w kierunku jego krocza silny cios z kolana. Ból musiał być ogromny, bandyta zawył okropnie opadając na bok i chwytając się w kroku. Kolejny moment, który Miyashi mógł wykorzystać i to zrobił. Chwycił swój miecz, który leżał w pobliżu po szamotaninie i ciął nim z całych sił przy głowie przeciwnika. Uderzenie było na tyle szerokie, że rozpłatało ciało bandyty od szyi aż do obojczyka. Zaczęły się spazmatyczne ruchy i gulgotanie, które jednak dość szybko ustało.
-Wszystko w porządku... - powiedział nie do końca wiedząc czy chce spytać swojego towarzysza o stan zdrowia czy oznajmić, że on się trzyma.
Evening Antarii:
- Niezbyt honorowa ta walka- zaśmiał się Krixos. Miał na myśli uderzenie z kolana w krocze. Mimo wszystko był to skuteczny atak. Ork obserwował szarpaninę dwóch mężczyzn z kilku metrów, ale nie chciał interweniować. Widział, że dobrze sobie radziłeś, a cięcie mieczem było przesądzające.
- Jeszcze do mistrza walki trochę ci brakuje- skomentował jeszcze szeroko uśmiechnięty ork. Podszedł do wozu, gdy ty się zbierałeś z ziemi. Wyciągnął strzałę z drewna i rzucił w śnieg. To była ta strzała, która niemal cię nie zabiła.
- Hmm...- mruknął. - Liczyli na łut szczęścia, a tymczasem trafiła im się śmierć. Jednak spotkał ich pech, że to akurat my podążaliśmy traktem- powiedział Krixos. Miecz schował do pochwy, Tiarę pogłaskał po szyi, a potem usiadł na miejscu woźnicy i chwycił za lejce.
- Pakuj się. Niedaleko będzie wieś, a w niej karczma. Odpoczniemy i rano ruszymy dalej.
//Ciała możesz przeszukać. Czasem coś można przy nich znaleźć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej