Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
To dziecinnie prosta sprawa
Miyashi:
-Zaprawdę, dziwna to wyspa gdzie anielskie istoty można tak często spotkać... - rzekł Miyashi. -Z jednej strony podziwiam twoją panią za dbałość o swe ziemię, z drugiej zaś jestem zaskoczony, że większość swego dobytku zdobyła poza polem walki. Stamtąd skąd pochodzę, coś takiego w ogóle by się nie godziło. - powiedział nie zamierzając nikogo urazić, a jedynie objaśniając coś.
-Rozumiem twoją potrzebę. Każdy z nas czuje, że ma pewien cel i przeznaczenie w życiu i chciałby je spełniać. To ważny element naszego życia. Może powinieneś z nią o tym porozmawiać? Nieraz najprostsze rzeczy, jak zwykłe słowa, mogą okazać się kluczem.
Evening Antarii:
- To prawda. Są trzy anioły, które możesz spotkać ot tak na ulicy. Evening, potem Patricia Morii, Marduk Draven. Dużo więcej tych skrzydlatych istot jest w Niebiańskiej Przystani, ale... hm... gdy stajesz się anołem - umierasz, i tylko wtedy masz zaszczyt zobaczyć to miejsce- opowiadał Krixos. Tiara zaś ciągnęła powóz. Gdy zwalniała, ork ją upominał uderzeniem jakiegoś krótkiego bata i koń niechętnie, ale przyspieszał kroku. Było hemis, było zimno i podróżnym spieszyło się na północ, pod same górskie szczyty.
- Więc bycie obdarowanym jest złe?- spytał Krixos, gdy Myiashi powiedział o tym, że w jego stronach zdobywanie uznania poza polem walki było nie do pomyślenia. - Można być urzędnikiem, który nigdy miecza nie trzymał w dłoni i mimo wszystko sprawnie zarządzać królestwem, by nigdy nie zabrakło zboża w spichlerzach. To też nielada sztuka- argumentował swój punkt widzenia. Później Miyashi wspomniał o słowach, o rozmowie i o celu. - Hmm... Co do rozmowy z Eve... Może masz rację. Spróbuję zrobić chociaż krok w kierunku mojego przeznaczenia- to dało orkowi do myślenia.
Droga mijała dość szybko. Mężczyźni mogli rozmawiać i podziwiać widoki. Dwa księżyce były wyraźnie widoczne na niebie i oświetlały drogę podróżnym. Wóz jechał traktem i po lewej były ośnieżone pola, lekkie wzniesienia i doliny, zaś po prawej rozciągał się widok na małe wioski w oddali i światła świec w domach i pochodni na ulicach. Śnieg skrzył się jak magiczny pył. Nic nie zapowiadało problemów w podróży...
Miyashi:
-Owszem, zgodzę się z Tobą, że rozsądne zarządzanie majątkami jest również godne pochwały. Chodziło mi raczej o dawanie takich rzeczy w...afekcie. Nie mniej nie wnikam w wolę jakiegokolwiek człowieka. Skoro ktoś tak postanowił to leży to wyłącznie w jego gestii. Nie nam dane oceniać każdego z osobna. Zrobi to czas. Miyashiemu wydawało się, że znów zaczyna brzmieć jak myśliciel, a nie prosty wojownik. -Co do owych aniołów. Pewnie każdy z nich w takim razie zajmuje jakąś wysoką pozycję na wyspie lub jest postać dość dobrze znaną większości.
Evening Antarii:
- E tam-machnął ręką. - Za bogatymi nie nadążysz. Mają swoje widzimisie i tyle -westchnął. - Tak, Draven to Wielki Kanclerz Bractwa Świtu, Patricia jest Hetmanem Koronnym, a Eve była kiedyś Kanclerzem, ale potem chyba wolała przebywać w Niebiańskiej Przystani niż na ziemi wśród śmiertelników. Nigdy też polityka, ani urzędnicza posada nie była dla niej- wyjaśnił.
Spokojną dotąd podróż zakłóciła... strzała, która wbiła się w drzwiczki wozu tuż obok głowy Miyashiego. Mężczyzna chyba jedynie dzięki ślepemu szczęściu uniknął śmierci. Druga strzała wbiła się tuż przed kopytami Tiary. Kolejna śmignęła tuż obok ucha Krixosa. Jeszcze następna znowu trafiła w wóz i została w drewnie. Wozem gwałtownie zatrzęsło, gdy szkapa się wystraszyła i szarpała uprzężą.
Miyashi:
Miyashi nie czekał za długo i zerwał się na równe nogi. Złapał swoją broń, która do tej pory leżała obok niego na wozie i przeskoczył na bok przeciwległy do kierunku, z którego przybyła strzała. -Uważaj Krixos! - rzucił do orka. O tej porze roku przy zimnie i śniegu nie powinno być ciężko dostrzec strzelca, a jednak umknął ich uwadze w czasie jazdy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej