Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

To dziecinnie prosta sprawa

<< < (2/13) > >>

Evening Antarii:
- Starsi rycerze są szanowani ze względu na swoją wiedzę dotyczącą pola bitwy, ale sami w pewnym wieku nie mogą machać już mieczem. Mimo to są obdarzani szacunkiem i podziwiani za wiedzę. Najemnik, gdy jest za stary, nie zarobi nawet na chleb... Dla zwykłych mieszczan starsi ludzie stają się czasem ciężarem. Dodatkową... gębą do wykarmienia w Hemis - odparła Safra zgodnie z tym, jak jej się wydawało, że jest.- My też mamy kilku bogów. Każdy może wybrać, w którego wierzy, albo nie wierzyć w nic. Niektórzy wierzą też w pieniądze i dla nich to bóg -zaśmiała się głośno. - Moja pani nie ma przeczucia co do ludzi. To ja zauważyłam, że przywiesiłeś karteczkę i zasugerowałam, by zaproponowała ci to zajęcie- wytłumaczyła elfka.
Wreszcie za rogiem ukazał się dwór anielicy. Przy bramie wjazdowej ork pakował rzeczy do karocy, zaprzęgniętej w jednego konia. Koniem tym była szkapa Tiara.


- Jesteś wreszcie!- zawołał Krixos. - Zrób no kanapki na drogę-rzucił do elfki.
- Już idę...-mruknęła niezadowolona, że ork jej rozkazuje. - To Miyashi. Panna Antarii powiedziała, że też ma jechać do Afers i ogarnąć ten straszny sierociniec- powiedziawszy to, weszła do dworu, by tam uszykować wyprawkę dla podróżnych.
- Krixos- rzucił ork na przywitanie, mierząc nieznajomego od góry do dołu. - Umiesz chociaż walczyć?

Miyashi:
Miyashi mógł jeszcze odpowiedzieć elfce ale ta szybko zniknęła ponaglona przez orka. -Jeśli wasz tutejszy sprawdzian z zabiciem wilka na środku areny to owszem. Odbyłem też parę treningów. - wyjaśnił szczerze. Mężczyzna rozejrzał się po okolicy i posiadłości. -Rozumiem, że panna Evening jest kimś ważnym albo znanym na wyspie skoro ma taki majątek w swoim posiadaniu.

Evening Antarii:
- Kiedyś była Wielką Kanclerz Bractwa Świtu, ale to krótko. Wcześniej walczyła w bitwie na Zuesh i w wojnie z demonami. Tytułu się dorobiła, ale ziemie głównie otrzymała od jej byłego narzeczonego- wyjaśnił ork. Kota nie ma, myszy harcują. Gdyby Eve dowiedziała się, co ork o niej opowiada, zapewne nie uniknąłby kary. - Z drugiej strony byle kto pełnego szkolenia w Bractwie też nie przejdzie... Gdyby nie wykazała się odwagą czy siłą zarówno ciała jak i ducha, to nigdy nie zostałaby obdarzona przez Zartata skrzydłami- to ork mówił już z dumą. - A potem Safra musi sprzątać pierze po całym domu- zaśmiał się.

W tym czasie pojawiła się ponownie Safra. Miała przygotowane pełno jedzenia na drogę. I trochę alkoholu. Wsadziła wszystko do karety. Miyashiemu podała zaś coś do ubrania.
- To wełniana koszula dla ciebie i płaszcz. Jest hemis, nie chcemy, żebyś zamarzł gdzieś po drodze, albo przeziębił się na śmierć, więc ubierz to -podała mu rzeczy po czym podeszła do konia sprawdzając, czy jest dobrze zaprzęgnięty do karety. - To chyba wszystko. Ruszacie już?
- Tak- odparł ork wskazując Miyashiemu miejsce w środku karety. Sam zaś zajął miejsce woźnicy.



//Przekazuję (dopisz do KP):

Nazwa odzienia: koszula z wełny
Rodzaj: koszula
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyta z 0,06kg wełny. Chroni przed zimnem do temperatury -20 stopni.

Nazwa odzienia: płaszcz z bawełny
Rodzaj: płaszcz
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyty z 0,03kg bawełny.

Miyashi:
Miyashi podziękował Safrze lekkim ukłonem i wsiadł zaraz do karety. W środku natychmiast się przebrał i zarzucił na siebie cieplejsze odzienie. Koszula była akurat jego rozmiaru, a płaszcz był na tyle duży żeby dobrze chronić go przed chłodem, jednocześnie na tyle skrojony by nie krępować za bardzo.
-Może to nieodpowiednie pytanie ale jak się znalazłeś na służbie u Evening? Twój stosunek do niej wydaje się dwojaki, patrząc po ostatnich słowach. - spytał nieco zaciekawiony.

Evening Antarii:
Ork szarpnął lejcami i koń ruszył. Najpierw z lekkim trudem, ale potem już przeszedł do równego, spokojnego tempa. Kierowali się na północ.
- O, ciekawe, że o to pytasz. Większość najemników, bo niewolnictwo zniesiono, została kupionych na targu przez swych panów. Ja także jestem taką osobą, ale najpierw służyłem innemu aniołowi - Funerisowi Venatio. Evening była jego narzeczoną. Funeris podarował jej trochę ziem... i mnie, wyszkolonego w walce najemnika. Ziemie, na które teraz jedziemy, też dostała od niego. Właściwie dziewczyna dorobiła się innych gmin dopiero po wojnie. Wcześniej to on kupował jej najlepsze bronie czy zbroje. Ale co się dziwić, ładna jest, młoda, jej ciało nigdy się nie zestarzeje. Funeris jakiś czas po zerwaniu zaręczyn zniknął i jakoś ani widu, ani słychu. A dlaczego zerwali to nie wiem. Ona chyba nigdy go nie kochała. Lepiej dogaduje się z kimś innym i zawsze tak było.
Co do Eve zaś... Wymagająca kobieta. Chyba w Bractwie Świtu ta cała "dyscyplina" weszła jej w krew za bardzo. Safra i Narii, jej dwie pozostałe służki, muszą wstawać o wyznaczonej godzinie, wykonywać wszystkie obowiązki w domu i ogrodzie, a to kawał ziemi, wszystko musi być w najlepszym porządku. Bo choć Evening rzadko bywa w domu, to nigdy nie wiadomo kiedy wróci i jeśli zauważy, że coś jest nie tak... - tutaj się wzdrygnął na przywołane wspomnienia. Nie dokończył.
- Kiedy ja trafiłem do niej, to ona jeszcze nie była aniołem. Była jednym z wielu rekrutów Bractwa, a ja miałem ją chronić, gdy chodziła po mieście. Potem nauczyła się walczyć i ja już nie jestem jej właściwie potrzebny. Trochę czuję się bezużyteczny. Widzisz, co mi każe robić... Jeździć i doglądać jej ziem. A ja bym chciał walczyć na arenie, ćwiczyć się w boju, robić to, do czego jestem stworzony!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej