Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Test kruka #34
Arivel:
- Dziękuję dobry panie, dziękuję, kłaniam się i przepraszam, dziękuję... - żebrak bełkotał tak chaotycznie, a Nawaara dobiegł jeszcze bardziej dotkliwy smród, coś jakby menel ze strachu narobił w spodnie. Ten jednak wycofywał się szybko niemal na czworak, zgięty w ukłonie w pół, starając się jak najszybciej odejść.
Tymczasem mauren podążył wyznaczoną drogą i rzeczywiście, był tam niczym niewyróżniający się budynek, z którego jednak dobiegał gwar rozmów i prawdopodobnie mordobicia, Nawaar słyszał bowiem okrzyki zagrzewające innych do walki. Koło drzwi stał znudzony kafar, który widząc przybyłego spojrzał na niego spode łba.
- A ty tu czego?!
Nawaar:
Mauren jeszcze wyłapał odór kupy, ale na szczęście odchodząc w dal to ten zaprawdę urokliwy zapach został szybko, zastąpiony chłodnym wiatrem, który zabił ten smród. Nawaar minął dwie uliczki o dotarł do miejsca jakie wskazała mu tajemnicza nieznajoma w tym miejscu dochodziło to czego szukał wcześniej syn pustyni czyli burdy, hałasy, krzyki, bójki w jednej z uliczek zapomnianej przez straż! Pozostało jeno przejście, przez strzegącego drzwi i prawdziwe zadanie się zacznie. Ciemnoskóry miał przygotowane pięć grzywien, o których pijak wspominał. - Dzień dobry.. Chciałbym skorzystać z darów jakie ma ten lokal, czyli po prostu wejść. Mam tutaj pięć grzywien. Proszę. Wysunął rękę z przygotowaną kwotą grzywien. Oby się udało! Pomyślał sobie w duchu.
47g - 5g = 42g
Arivel:
- No to, ten tego, ładuj się, co tak stoisz jak widły w gównie - kafar przyjął zapłatę, otworzył drzwi i wpuścił cię do środka.
Białe Myszki
Jest to 'karczma' mieszcząca się w jednej z najgorszych miejsc w Podgrodziu. W miejscu, gdzie patrolów straży miejskiej nie widziano od dobrych kilku lat, martwego ciała dopiero od kilkunastu godzin, a biegnącego złodzieja z łupem dopiero od kilku minut. Speluna zbiera śmietankę miejscowych elementów, którzy mają dość pieniędzy by wykupić wejściówkę i wydać całą resztę kasy na atrakcje, jakie zapewnia lokal. A jest ich naprawdę dużo. Od najnormalniejszego chlania i palenia różnych świństw, po hazard, walkę na pięści, mierzenia się na rękę, śpiewaniu przy akompaniamencie nieudolnych grajków, kończąc na dziwkach. Od biedy można się przespać, ale hałas do rana i wątpliwa czystość pokoi odrobinę zniechęca. Właścicielem Białych Myszek jest Borys Jalcyn, który wygrał owe miejsce w karty i włada nim żelazną, ale litościwą ręką po dziś dzień.
Nawaar:
- Idę, idę. Wypowiedział, gdy drzwi stanęły otworem i mógł podziękować szczęściu za to, że natrafił na tego menela, który pod wpływem groźby nie skłamał. Teraz lokal był do jego dyspozycji i mógł odszukać Jacka, ale nie chciał pytać w prost na całą karczmę z drugiej strony, nie chciał wydawać się podejrzany, jednakże nowa twarz zawsze przykuwa uwagę! Toteż Nawaar podszedł do szynkwasu, bo chciał się najpierw rozgrzać i może zapytać, o coś karczmarza. Ciemnoskóry przecisnął się przez tłok, bacząc czy sakiewka nagle nie zniknęła z jego pasa, gdy się upewnił, że wszystko jest w porządku zagadał. - Dzień dobry. Chciałbym się napić miodu panie, Jalcyn. Muszę rozgrzać swe ciało. Nieznajoma wszak mówiła, że karczmarzem jest Jalcyn, także syn pustyni trafił bez problemów.
Arivel:
- Miodu? - zdziwił się karczmarz zauważalnie, ale po chwili wzruszył ramionami i poszedł na zaplecze. Wrócił prędko i postawił przed tobą mały, gliniany słoiczek z miodem nektarowym, na oko lipowym - Proszę, twój miód, dwie grzywny się należą. A tak w ogóle to skąd ty wiesz jak się nazywam? Nie wiedziałem cię tu wcześniej... - Borys popatrzył na maurena podejrzliwie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej