Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Jezioro ÂŁabędzie
Lucas Paladin:
Rycerz rozmasował obolałe mięśnie. Noc była znośna, Lucas sypiał już gorzej i w gorszych warunkach. Zajrzał do Tancerza, który wydawał się być wypoczęty, ale głodny. Należało więc nakarmić wierzchowca, mściciel nie mógł dopuścić do tego, aby jego najwierniejszy towarzysz zasłabł lub żeby coś mu się stało. Przywdział rynsztunek, spojrzał w niebo i rozpoczął modlitwę:
- Zartacie, któryś dozwolił, abym bezpiecznie przetrwał ciemności nocy, Tobie powierzam cały ten dzień, strzeż mnie, wszystkich, których na mej drodze spotkam. Błogosław me ramię, aby zawsze niosło Twoją sprawiedliwość, którą nakazałeś rozsiewać na pole tej ziemi. Bądź uwielbion na wieczność! - po tym krótkim westchnieniu, wsiadł na konia i ruszył w dalszą drogę na wschód. Obejrzał się jeszcze za siebie, zostawiając opuszczone domostwo za sobą. Szlak wzywał.
Funeris Venatio:
Lucas ruszył przed siebie. Droga nie dłużyła mu się już tak bardzo, gdy nabrał nieco energii. Zimna, chociaż nie zmrożona ziemia stukała cicho pod kopytami jego konia, który swoimi podkowami żłobił ją w okrągłe ślady. Ogon Tancerza rytmicznie poruszał się zgodnie z taktem nadawanym tylnymi nogami. Koński zad kołysał się, a wraz z nim i jeździec. Nie wiało już zbytnio, deszcz nie padał. Kałuże zdobiły gościniec, lecz spływały na lewą stronę, zgodnie z niewielką krzywizną drogi. Pozwalały rycerzowi podróżować w miarę suchym przejazdem.
Minęło niewiele czasu, gdy zaczął wyraźnie skręcać na północ. Wyjechał zza zakrętu, zdając sobie sprawę, że ma pustą manierkę. Zdawało mu się jednak, że przez prześwit w ścianie lasu widział po swojej lewej jakby taflę wody. Trzysta metrów przez ogołoconą gęstwinę i będzie mógł się przekonać na własne oczy.
Lucas Paladin:
Przynajmniej pogoda się poprawiła. Chociaż Lucas spodziewał się, że nie na długo. Nastawała Hemis, więc pokłady śniegu to tylko kwestia czasu. Rycerz popędził konia, chciał napoić i siebie i swojego wierzchowca, a po raz kolejny nadarzyła się mu się świetna okazja. Okolica wciąż pełna była drzew i pole widzenia Lucas miał dość ograniczone. Mimo wszystko zbliżył do tafli wody bliżej, na brzegu zaś zatrzymał Tancerza.
Funeris Venatio:
Jezioro okazała się całkiem pokaźne, okrągłe, mierzące pewnie z milę w średnicy. W miejscu, w którym Lucas podszedł do zbiornika, rosła mała kępka trzcin, zaraz po jego lewej stronie. Powierzchnia jeziora była nieco zmarszczona południowym wiatrem, tworząc poprzeczne znaki na wodzie. Tafla była wcale przejrzysta, chociaż nieco zielonkawa. Nie w brudny, glonowaty sposób, raczej jakby patrzeć przez koloryzowane szkło, które rycerz widywał niejednokrotnie w witrażach cytadeli gminy Raschet. Jezioro okalała niewielka, piaszczysta plaża upstrzona kawałkami kory. Gdzieniegdzie darń zachodziła całkowicie ponad wodę, nakrywając ją swoją przegniłą zielenią.
Lucas dostrzegł pojedyncze, niewielkie rybki, które szperały po dnie blisko brzegu. Gdzieś przed nim, mniej więcej w ćwierci odległości na drugi brzeg, pływał łabędź. Zdawało się, że nie widzi zakonnika z wierzchowcem, będąc odwróconym w drugą stronę.
Lucas Paladin:
Lucas zezwolił napoić się Tancerzowi, który z ochotą skosztował świeżej wody z jeziora. Sam również skorzystał z tej możliwości. Woda była zimna, jak to Hemis ale nadawała się do picia. Rycerz postanowił odpocząć chwilę i usiadł przy brzegu jeziora. Chłodne powietrze smagało twarz Lucasa, zimno dawało już o sobie we znaki. Tafla jeszcze nie zamarzła, chociaż niedługo zapewne tak się stanie. Rycerza zdziwiła jednak obecność łabędzia. Czyż już dawno nie powinien odfrunąć w cieplejszy klimat? Lucas postanowił przyjrzeć się ptakowi. Miał wrażenie, że nigdzie mu się już nie spieszy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej