Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Jezioro ÂŁabędzie

(1/8) > >>

Lucas Paladin:
Nazwa wyprawy: Jezioro ÂŁabędzie
Prowadzący wyprawę: Funeris Venatio
Zasady do uczestnictwa w wyprawie: Powrót po latach
Uczestnicy wyprawy: Lucas Paladin i jego koń

Gdzieś na rozdrożach wśród panującego zimna i siąpiącego nieustannie deszczu dało się słyszeć lekkie rżenie konia. Jeździec starał się uspokajać wierzechowca, ale warunki atmosferyczne zdały się wyjątkowo zwierzięciu nie odpowiadać. Zadania nie ułatwiał zapadający zmierzch, który przesłaniał już całkowicie pole widzenia. Zbroja zatrzeszczyła i jeździeć jednak ruszył w kierunku wschodnim. W takiej sytuacji samotne podróżowanie po trakcie nie należało do najroztropniejszych posunięć, a gospody rycerz nie uświadczył już od długich kilometrów spędzonych poza miastem.
- Spokojnie, przyjacielu. - zza hełmu dało się słyszeć niski, choć łagodny męski głos, który starał się uspokoić konia. Długi płaszcz, sięgający aż za koński zad powiewiał rytmicznie, a tętent kopyt odbijał się echem w głowie jeźdzca. Wierzchowiec przyspieszył, powoli i zgrabnie przechodząc w galop. Długa droga była jeszcze przed nim...

Funeris Venatio:
Rycerz mknął przed siebie, roztrącając krople wody spadające z ciemniejącego nieba. Gościniec zdawał się nie uświadczyć żadnego podróżnego od dłuższego czasu, prowadząc człowieka w coraz to dziksze ostępy i knieje. Przez jego głowę zapewne przeszła myśl, że może jednak pomylił trakt i kierował się teraz w miejsce, z którego zwyczajnie się nie wraca. Pierwsze jasne gwiazdy na niebie zdawały się przyglądać wędrowcowi; dopingując, złorzecząc lub martwiąc się o niego - niemożliwym stwierdzić.
Z kolejnymi minutami puszcza po obydwu stronach samotnego rycerza zdawała się gęstnieć, przybierając ciemniejszych barw, chociaż deszcz nieco ustępował, zostawiając po sobie lepką, gęstą mżawkę. Wiatr dął między koronami drzew, próbując nagiąć potężne konary do swej woli. Kładły się one na jeden bok, właśnie na wschód, gdzie zmierzał człowiek, jakby kłaniając się mu i robiąc szpaler. Chwilę potem jeździec poczuł, jak włosy delikatnie jeżą mu się, palce mrowią, a koń zaczyna ruszać niespokojnie łbem, zatrzymując się w miejscu.
Błysk. Grzmot. Oślepiony Lucas dopiero po kilku sekundach zobaczył, że jedno z drzew niedaleko niego staje w płomieniach, trafione piorunem. Deszcz na powrót uderzył z wielką mocą, kpiąc sobie z samotnika.

Lucas Paladin:
Najwyraźniej bogowie nie byli dziś zbyt przychylni rycerzowi i jego wiernemu towarzyszowi. Kiedy wydawało się, że choć na chwilę pogoda się ustabilizuje, siły natury dobitnie pokazały, że nie należało dziś jechać tym traktem. Lucas jednak nie miał wyjścia, gdyż znajdował się praktycznie w potrzasku. Rozejrzał się dookoła, ale wśród gęstych drzew nie dało się dojrzeć żadnych oznak cywilizacyjnych. Tancerz wciąż drżał niespokojnie, chociaż rycerz starał się dbać o komfort wierzchowca. Znaki nie napawały optymizmem, a Lucas zdaje się oddalił się od celu swojej podróży. Westchnął, kierując swoje myśli ku Zartatowi jak zwykł robić w sytuacjach bez wyjścia. Wskaż mi drogę, mówił w myślach, po czym znów delikatnie poklepują karego ogiera po szyi, szarpnął za lejce i ruszył dalej na wschód.

Funeris Venatio:
Lucas jechał przed siebie jeszcze długie minuty. Nawet nie starał się liczyć upływu czasu, ale mogło się zdawać, że minęły ze dwa kwadranse od uderzenie pierwszej błyskawicy. Później było ich jeszcze więcej, niektóre uderzały wcale blisko, chociaż już nie aż tak, jak ta pierwsza. Człowiek wyjechał zza zakrętu, widząc prześwit w ścianie lasu. Po jego prawicy drzewa na moment mocno ustępowały. Nie widział zrazu nic więcej niż sam fakt, że nie jedzie wśród alei wysokich sosen, ale podczas następnego błysku dostrzegł, że jest tam jakaś chata. Wciśnięta tam daleko, samotna, bez świateł.

Lucas Paladin:
Samotna chata pośród gęstego lasu. A wewnętrzny głos podpowiadał rycerzowi: „Lucas, trzymaj się z dała od samotnych chat pośród gęstego lasu”. Jak zwykle w takich przypadkach, ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Chociaż, z drugiej strony rozbijanie obozu podczas nieustannie padającego deszczu tez nie należało do najroztropniejszych czynności. Mściciel szarpnął koniem i zwolnił tempo jazdy, powoli zbliżając się do opuszczonej posiadłości. Lucas miał wrażenie, że Tancerz odmawia mu posłuszeństwa, zwierzę instynktownie czuło jakieś zagrożenie. A może to tylko złudzenie? Nie wiedział tego, ale musiał się przekonać. Chata była aktualnie jedynym, względnie bezpiecznym schronem. - Elisash! - Lucas rozpalił światło nad swoją głową, ciemności absolutnie nie były domeną rycerzy Zartata. Rozejrzał się i starał się uważnie zbadać posiadłość z zewnątrz by upewnić się, że niczego niebezpiecznego nie ma w pobliżu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej