Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Jezioro ÂŁabędzie
Funeris Venatio:
Nora miała wejście pod kątem dosyć płaskim, mając na myśli niekoniecznie pojęcie czysto matematyczne. Wchodziła w ziemię, była wcale szeroka, lecz niezbyt wysoka, więc Lucas nie miał szans wejść do środka, wczołgując się w pełnym rynsztunku. Nawet gdyby pozbył się blach i krępujących ruchów elementów ochronnego wyposażenie, nie widział potrzeby, by wchodzić byle głębiej. Poza tym widział wyraźnie, że u wejścia było sporo wody - tak mniej więcej, jakby chciał włożyć do środka całą rękę, to palcami poczułby zbiornik. Nie miał pojęcia czy dalej było jeszcze jakieś niewielkie pomieszczenie, w którym znajdowało się coś więcej.
Nie miał nawet czasu sprawdzić, gdyż usłyszał za sobą jakiś odgłos. Odwrócił się i ujrzał kreshara, raczej samicę. Zwierzę spoglądało z przerażeniem na Lucasa, widząc go przy norze. Same było wyczerpane, pokryte błotem i wieloma ranami. Z boku kotowatego wystawał kawałek żerdzi, który przebił chyba płuco, bo kreshar dziwnie rzęził. Miał złamaną lewą przednią łapę, na której w ogóle się nie opierał, ale była widocznie nienaturalnie wykręcona. Stał jakieś dziesięć metrów od rycerza, próbując złapać oddech.
Kreshar.
Lucas Paladin:
Rycerz nie do końca wiedział jak postąpić. Zwierzę wydawało się cierpieć, a pobyt Lucasa w odosobnieniu przez tyle czasu mocno go wyczulił na krzywdę stworzenia. Złamana łapa raczej uniemożliwiała drapieżnikowi skuteczne polowanie , a rana w okolicy płuch sprawiała że nawet nie mógł sprawnie oddychać, więc pościg za rycerzem również mógłby się Kresharowi nie udać. Wydawało się, że jedynym humanitarnym rozwiązaniem było skrócić cierpienie stwora. Lucas spokojnie sięgnął po swoje ostrze, nie chciał spalać stworzenia zaklęciem. Powoli zbliżając się do stwora, rycerz na ostatnich trzech metrach przyspieszył kroku. Gdy zbliżył się na odległość cięcia mieczem wykonał przeskok na lewą stopę i prawą dłonią wykonał szybkie pchnięcie mieczem celując prosto w łeb osłabionego Kreshara.
Funeris Venatio:
Kreshar chciał cofnąć się, uniknąć ciosu, lecz gwałtowny ruch wywołał u niego tylko więcej bólu. Padł więc, a Ventepi uśmiechnęła się nawet, widząc skrócone cierpienie swojego zwierzęcia.
Lucas Paladin:
Lucas poczuł w sercu ten uśmiech, nie omieszkał westchnąć do Pani Lasu, aby przyjęła swoje stworzenie do jego wiecznego gaju, gdzie będzie mogło już bez bólu przemierzać łąki wraz z Ventepi. Po czym jak na praktycznego człowieka przystało, wziął się za oprawienie zwierzyny w celu wydobycia mięsa. Nóż ze szkła, który posiadał był narzędziem wyjątkowo ostrym i skutecznym w takich sytuacjach. Obrócił więc zwierzę na grzbiet i rozpoczął nacinanie. Po wprawnym wypatroszeniu zwierzęcia, którego nauczył Lucasa ojciec, rycerz zabrał pozostałe narogi i udał się w stronę domostwa, aby tam, już na ogniu, przyrządzić je i spożyć. Nie spodziewał się już zastać, żadnej zwierzyny, chociaż nigdy nie było nic wiadomo. Po posiłku mógł przynajmniej w końcu się wyspać.
Funeris Venatio:
ÂŚwitało już, gdy Lucas zapadł w sen. Nie był już jednak głodny, nie czuł osłabienia organizmu. Ubranie mu przeschło, wiatr nie dawał się we znaki, a drwa, które znalazł po powrocie ze zwierzyną, miał do palenia na całą noc. Przysnął na siedząco w tej pustej izdebce po prawej stromie domostwa, budząc się około południa. Koń zarżał pojedynczo, chociaż raczej spokojnie niźli z przerażenia. Kark go nieco bolał, nie mając porządnej poduszki czy zagłowia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej