Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Funeris Venatio:
Obudził się później niż się spodziewał. W nocy dręczyły go jakieś koszmary. Starał się przypomnieć sobie, co to było, ale nie potrafił przywołać żadnego obrazu. Jakieś pojedyncze sceny, urwane, jakby namalowane do połowy, pojawiały mu się gdzieś z tyłu czaszki, nie móc przebić się do świadomości. Anioł przetarł twarz dłońmi, budząc się ostatecznie. Strzyknął karkiem, który zdecydowanie źle ułożył się podczas snu na tej wypłowiałej i zbyt pustej poduszce. Najlepszą kajutę otrzymała Evening, co nikomu z nich nie robiło najmniejszego problemu. Dobre wychowanie cechowała zarówno anioły, jak i samego króla Valfden, więc dla obydwu z nich oczywistym było, że prywatną izbę statku Dragosaniego przejmie właśnie ona. Anioł sam przejął tę, czego tego konkretnego poranka minimalnie znowu żałował. Zabawne, że zdarzało mu się sypiać pod stertą listowia i mchu, nieprzytomnym, więc powinien raczej dziękować Zartatowi, że znowu ma łóżko i dach nad głową.
W niewielkim wiadrze miał nieco świeżej wody, z której zaczerpnął dzbanem i nalał do misy. Wypłukał twarz, przecierając oczy. Spojrzał w lustro, które zamocowano na ścianie i obejrzał siebie krytycznie. No, golił się wczoraj, więc zarost nie był zbytnim problemem. Twarz jaką miał, taką już miał, z tym akurat niczego konkretnego nie dało się zrobić. Oczy miał nieco podkrążone, ale to pewnie przez ten bimber, który wczoraj odkorkowali. Poeta czuł podświadomie, że lepiej było pozostać przy tej jednej butelce miodu, którą zaczął wcześniej. Nie pozostali.
Jego nagie ciało przeszły dreszcze, gdy do kajuty wpadło nieco zimnego, atunusowego powietrza. Oddał mocz do wiadra w kącie, nałożył spodnie i zasznurował porządnie. Zaczął przywdziewać kolejne elementy, począwszy od stalowych butów, przez lekki kaftan na tors i później przeszywanicę. Nie szli do boju, ale było wcale zimnawo, wiał wiatr, a oni nadal byli na morzu. Poznał po miarowym huśtaniu się łajby, którego doświadczał przez ostatnich kilka dni.
Wyszedł na pokład, widząc kilku marynarzy i króla, który stał już na deskach. Szturchnął go lekko telekinezą w tył głowy, co by dać o sobie znać i powiedzieć w ten sposób "dzień dobry". Nie czekając zbytnio na odpowiedź i jej nawet nie oczekując, spojrzał w kierunku, na który patrzył i wampir. Powoli zbliżali się do portu w Funerze, gzie delta Ynosy rozgałęziała się delikatnie, trzymając w miarę zwarty nurt aż do samego morza. Tam rozlewała się w zatoce, otoczona z jednej strony niewielkim językiem skalnym, z drugiej strony usypanym sztucznie falochronem. Mieściła w sobie główny port ze swoim akwatorium: awanportem, basenem portowym, dokami i kanałami, które kierowały żeglugę wgłąb wyspy. Wszystko spławiane do Funery z głębi lądu zatrzymywało się po drugiej stronie miasta.
Podszedł do burty z prawej, próbując przypomnieć sobie jej nazwę. Pamiętał, że każdy element brygu ma swoją specjalną nazwę, co by wszystko przebiegało sprawnie i bez problemów. Wysilił na moment szare komórki swojego mózgu, lecz nic nie przyszło. Otchłań, czeluść. Grunt, że dało się o to oprzeć, bo gdyby takie miejsce bez nazwy, które nazwę miało, nie służyło do tego jeszcze, to anioł wielce by się zawiódł.
Jakaś jednostka patrolowa pod banderą królestwa z emblematami miasta okrzyknęła ich z niewielkiej odległości, gdy przepływali obok. Znajdowali się już niedaleko wejścia.
- Okrzykujesz się jako król, netoperku? - rzucił żartem do Dragosaniego.
Evening Antarii:
Noc dla Evening upłynęła bardzo spokojnie. Rytmiczne kołysanie się statku na falach utuliło ją do snu. Wreszcie zasypiała z poczuciem, że jutro, gdy wstanie, czekają na nią jakieś zadania, że ma jakiś cel. Ten brak poczucia sensu w codziennym życiu doskwierał jej w pewnym momencie tak bardzo, że paradoksalnie nie robiła ze swoim życiem nic konkretnego. Na szczęście Zartat wypchnął ją nieco z tego marazmu, postawił na jej drodze dawnych przyjaciół i wyznaczył drogę. To mocno podbudowało anielicę. Wszak zawsze miała poczucie, iż nie jest w niczym sama.
Ciche poskrzypywanie desek i ich pomruki w ciemności nie budziły w Eve lęku. Odgłosy te były jej znajome i przywykła do nich. Niekiedy, leżąc w ciszy, zdawało jej się, że okręt ma coś do powiedzenia, że żyje własnym życiem i pragnie coś przekazać podróżującym na nim ludziom.
O poranku dotarli już do Zuesh. Płynęli teraz rzeką wgłąb lądu. Wulkan zdecydowanie górował nad równinami, był majestatyczny i piękny. Oraz niebezpieczny, o czym zapewne niedługo się przekona na własnej skórze. Eve zaciekawiło, jak wygląda wybuch wulkanu. Chciałaby kiedyś zobaczyć lawę strzelającą wysoko w górę, spadające kamienie, głazy i płonące fragmenty skał. Miała nadzieję, że w swym wiecznym życiu, będzie miała taką okazję, by przyjrzeć się tej ekspresji sił natury.
-Dzień dobry!- zawołała wesoło do swoich kompanów. Już szykowała się na komplement o "miotle" od Draga, spodziewała się go z całą pewnością. -Czy noc dobrze wam minęła?- zapytała jeszcze ot tak, z czystej ciekawości, gdyż jej spało się wyśmienicie. Także podeszła do burty, by spojrzeć na płynącą jednostkę.
Funeris Venatio:
Poeta odwrócił się, przyglądając się Evening. Nigdy nie przestanie się dziwić temu, jak niezwykle urokliwą osobą jest ta kobieta. Nawet wietrzny poranek na morzu stawał się nagle letnią przechadzką po łąkach wokół Ysery. Tamtejsze pola i łagodne pagórki już od kilku lat przyciągały jego myśli, zupełnie tak jak wdzięk anielicy.
- Dzień dobry, Wieczorku. Hm, szybko - powiedział, odnosząc się do pytania. - Tobie? Spało się wygodnie?
Dragosani:
- Bywało lepiej - odparł Drago na pytanie anielicy. Nawet nie skomentował telekinetycznego szturchnięcia. Jeszcze przyjdzie czas na przesadzone fochy! Za to odpowiedział Funerisowi. - Nie. - Pokręcił głową. - Szczerze, to nie lubię się z tym obnosić, jeżeli nie muszę. Stosuję się do nauk legendarnego króla Salomona. Słyszałeś o nim? Heh, zresztą wy wywołacie wystarczająca sensację. Ja postoje z boku i popatrzę. - Uśmiechnął się. - Ale zakonnikom w Chevalier już nie darujemy. Chce zobaczyć ich miny, gdy tak bez zapowiedzi im do zamku wkroczymy.
Bryg zaś przybił do brzegu. Mogli więc opuścić pokład.
- Zostaniemy tutaj najwyżej jeden dzień - wampir powiedział do przyjaciół. - Potem ruszamy dalej. Teraz już nie powinno być daleko.
Dok, do którego przybił ich statek, przyjął wcześniej już kilka jednostek. Więch ich bryg nie był sam. Zresztą to było do przewidzenia. Port Funery był wszak ważnym węzłem komunikacji wodnej. Odwiedzało go wiele statków, okrętów i mniejszych jednostek. Wokół panował gwar, marynarze okrzykiwali się. Bosmani klęli, a elementy takielunków postukiwały cicho. Wiał wiatr od strony morza. W samym porcie zaś czuć było zapach mokrego drewna i ryb. Trap brygu został opuszczony, mogli więc wejść na brzeg. Co ciekawe już tam ktoś na nich czekał. Jakiś starszy krasnolud z siwą brodą, sięgająca mu pasa. Obok zaś stał kunanin. Ewidentnie młodszy od krasnoluda. Asystent, uczeń?
- Och... - stwierdził brodacz widząc aniołów. - Nie wiedzieliśmy, że to zacni słudzy Zartata przybyli tym statkiem... - Spojrzał na bryg. - Nie mieliśmy wcześniej informacji o przybyciu tej jednostki - powiedział jeszcze. Oto i rezultat zmian plany rejsu w jego trakcie.
- Bryg Szachraj - wtrącił się Dragosani, który zszedł na brzeg. - Zostaniemy tutaj jeden dzień. Oczywiście dokonamy wszelkich opłat - zapewnił. Brodacz chyba nie poznał w nim króla. Bo weź tu poznaj typa w masce!
- Hm, dobrze. Ale może się przedstawię. Jestem Karl aep Sigi. I mój asystent Kiten. - Kinął głową na kunanina. Ten skłonił się lekko. Karl zaś spojrzał na Funerisa, a potem na Evening. Widocznie czekał, aż przybysze także się przedstawią.
Funeris Venatio:
Funeris wziął Evening pod rękę, nie czekając na jej reakcję. Nie było na to czasu. Poprawił pas z mieczem, który oczywiście również na siebie wyekwipował, wolną dłoń położył na głowicy i zaczął schodzić po trapie. Dwa anioły, potężne istoty w słudze Pana ÂŚwiatła, schodziły właśnie na ląd w Funerze. Wyglądali majestatycznie, niemarantowo w swej marantowości. Personifikacje Nadziei i ÂŚwiatła.
- Robimy przedstawienie...- rzucił jej delikatnie, ledwo słyszalnie w tym gwarze, kącikiem ust. Nie chciał, by tamten krasnolud ich usłyszał.
- Generał armii Zartata, Jej piękność, Evening Antarii- powiedział, skłaniając się w stronę partnerki, robiąc ukłon, dosyć dworny, przedstawiając ją dwójce na pirsie. Miał szczerą nadzieję, że Wieczorek podchwyci temat.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej