Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (18/76) > >>

Dragosani:
Krasnolud skłonił się przed Evening i Funerisem.
- To prawdziwy zaszczyt - powiedział. Szturchnął dyskretnie swojego asystenta. Ten również się skłonił. Jego niesamowicie puszysty ogon zawinął się w takie słodkie S. Karl aep Sigi chyba przestał zwracać uwagę na zamaskowanego wampira, z którym wszak wymienił kilka słów. Był całkowicie pochłonięty obecnością dwójki boskich stworzeń. Funeris i Evening mogli dostrzec dragowy błysk w oku Draga, któremu chyba było to całkiem na rękę. Lekko kiwnął on głową do aniołów, niemo dając jakiś znak. Sam usunął się na bok.

Funeris Venatio:
Funeris dyskretnie, delikatnie, niewidzialnym niemalże ruchem wskazał wampirowi, że może się spróbować ulotnić. Tak jakby, wiecie, machał mu, albo go odganiał.

Evening Antarii:
-Mi i owszem, wygodnie. Nie mogłam narzekać- odparła. Niedługo potem schodzili już na ląd. O ile chociaż w stolicy ludzie przywykli do widoku kilku aniołów na ulicach, to tutaj rzadko kiedy zaglądał jakiś przedstawiciel skrzydlatych, dlatego postać jej i Funerisa musiała zrobić na tutejszych wrażenie. Być może niektórzy z nich pamiętali jeszcze, że jako młoda dziewczyna, brała udział w bitwie o Zuesh. No... A potem zabiła ich wodza i tak dalej...
Gdy Fun wziął ją pod rękę, ledwo co powstrzymała się od gwałtownej reakcji. Zdziwiła się nieco jego zachowaniem, ale zrozumiała jego intencje. Aż pożałowała, że nie ma teraz na sobie swojej dworskiej sukni z ciasnym gorsetem i szerokim dołem. Trudno, trzeba było zrobić wrażenie w zwykłych spodniach i wygodnej koszuli. Na szczęście jej wiele nie trzeba było, by cała uwaga była skupiona tylko na niej. Na ustach pojawił się lekki uśmiech, mający oznaczać zadowolenie z wizyty na wyspie i spotkania z przedstawicielami Kunan.
-Och, nie trzeba było, Funerisie- odpowiedziała na ukłon i ten cały rytuał na pokaz. Oczywiście starała się, aby jej głos brzmiał nadzywczaj skromnie. -Pierwszy anioł Pana ÂŚwiatła, najwierniejszy jego sługa i wielki wojownik, Funeris Venatio- dygnęła lekko, udając, że chwyta materiał rozłożystej sukni.

Funeris Venatio:
Funeris skłonił się prosto, chociaż dwornie, przyjmując przedstawienie swojej osoby od swojej partnerki. Spojrzał na nią, skinął głową z szerokim, nieco teatralnym uśmiechem i odwrócił się w stronę kunanina i krasnoluda. Puścił ramię partnerki, odsuwając się nieco w prawo i do tyłu. Rozpostarł skrzydła z gwałtownym ruchu, przysłaniając cały obszar widzenia widzów przed nim. Zmierzwił włosy Karla i sierść Kitena, którą ten miał porządnie zadbaną, trzeba mu przyznać. Jego wąsy odebrały mnóstwo wibracji powietrza, drażniąc chyba nieco kotowatego.
- Jesteśmy wysłannikami Jego ÂŚwiatłości. Jako Jego generałowie i przedstawiciele na tym łez padole przybyliśmy z inspekcją tegoż zacnego, sławnego miasta! - Jego wskazujący palec powędrował do góry w wielce teatralnym geście, starającym się pokazać jak ważna jest to misja.
- Nie chcieliśmy was zawstydzać swoją doskonałością, zacni mieszkańcy Funery, więc przybyliśmy łodzią, jakoż i wy, zwykłe, maluczkie, niedoskonałe istoty! Wiecz... Anielico Evening? Cóż rzekniesz mieszkańcom tegoż miejsca?

Dragosani:
Wąpierz skorzystał z okazji i zniknął, wtapiając się w przechodząca grupę ludzi. Oczywiście było to rażące pogwałcenie wszelkich protokołów bezpieczeństwa i Galahad zapewne dostałby spazmów, gdyby to zobaczył. Ale Drago potrafił o siebie zadbać.
Tymczasem krasnolud Karl łamał się wręcz w ukłonach. Nie było to zapewne dobre dla jego starych kości. Kiten spoglądał na niego z troską. A jego słodko puszysty ogon drgał nerwowo.
- To prawdziwy zaszczyt. Sam Funeris Venatio! Doprawdy... w czym więc mogę pomóc? W jakim celu wasz... ee... - Jego wzrok padł na bryg. No nie był to raczej statek godzien aniołów. - Okręt... zawinął do naszego skromnego portu? - Karl był oczarowany tym przedstawieniem. Podobnie jak zbierający się wokół tłumek ludzi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej