Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Evening Antarii:
-Pierożek?
Funeris Venatio:
- Ja kiedyś finansowałem wyposażenie dla Bractwa. Bronie, kilka pancerzy. Stare, dobre czasy - uśmiechnął się, puszczając oczko Dragowi.
- Dobra, to płyniemy do Funery. Jak długa będzie podróż? W ogóle, która jest godzina? Straciłem rachubę czasu w tym furg... Przepraszam, karocy.
Dragosani:
- Pierożek? - powtórzył wampir. - Tak, to by pasowało. Na taki wielki galon, duma królewskiej floty. I nazwany będzie Pierożkiem - zaśmiał się. Spojrzał na Funerisa. - Niedługa. Zuesh daleko nie jest. Chyba ze dwa dni. Albo więcej. No albo mniej. I niedługo będzie wieczór. Heh, już zaczynam czuć ożywienie.
//Popchnąć akcję do przodu, czy będziemy klimacić?
Funeris Venatio:
//Pchnij lekko. Na statku mi się nie chce klimacić.
Dragosani:
I płynęli. Rejs mijał spokojnie. Pogoda była dobra, więc bryg pruł do przodu, przedzierając się przez fale niczym tasak kochającego swój zawód rzeźnika przez gardło młodej dziewki. W końcu załoga i pasażerowie dostrzegli Zuesh. Ląd zbliżał się, zaś statek zaczął omijając go, aby móc wpłynąć na Ynosę od strony północnej. Gdy przepływali wzdłuż linii brzegowej mogli dostrzec w oddali wulkan. Jego masyw majaczył się daleko na horyzoncie, podkreślany snopem dymu, który to wzbijał się w powietrze z kaldery. Okręt dotarł w końcu do ujścia Ynosy i zaczął ostrożne podejście do portu Funery.
Dragosani wyszedł na pokład z nory kajuty, którą zajmował. Tę najlepszą, której używał zazwyczaj w czasie rejsów Szachrajem, odstąpił Evening. No niestety wypadało. Stanął sobie przy burcie, aby obserwować miasto i równinne tereny Zuesh. Porastały je głównie trawy i małe drzewka. Teraz smagane atunusowym wiatrem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej