Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

(1/76) > >>

Funeris Venatio:
Nazwa wyprawy: Skrzydła i szpon
Prowadzący wyprawę: Dragosani, Narrator
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Zezwolenie prowadzącego
Uczestnicy wyprawy: Dragosani, Funeris Venatio, Evening Antarii

Jaja gotowały się już przeszło pięć minut, niedługo powinny ściąć się prawidłowo. Posiekany drobno szczypior spoczywał spokojnie na drewnianej desce obok, zaraz obok plastrów ogórka, żółtego sera i cudownie pachnącej szynki. Nieco chuda, lecz idealnie ugotowana, zachęcała samym swym kolorem. Rzeźnik się postarał. Anioł chwycił ząbkowany nieco nóż i zaczął krajać spory bochen żytniego chleba. Ostrze weszło gładko w pieczywo, jeszcze świeże, całkiem ciepłe, dopiero co przyniesione z piekarni. Butch przeszedł się kawałek dalej, do ich ulubionego piekarza, przy okazji oprowadzając trzech orków po mieście, których Funeris niedawno kupił na targu niewolników najemników.
Pukanie do drzwi dotarło do niego również tutaj, w kuchni. Ciche i przytłumione, lecz kołatka miała swoje wymiary, a jak wiadomo, rozmiar ma znaczenie. Anioł miał nadzieję, że Butch kręcił się gdzieś wokoło, więc mógł otworzyć drzwi do dworu niespodziewanemu gościowi. On tymczasem kontynuował krajanie chleba, dzieląc go na w miarę równe kromki. Strzepnął wierzchem dłoni okruszki z deski i zabrał się za masło.
Butch tymczasem dotarł szybko do drzwi, już sposobiąc się do otwarcia. Poznał osobę po drugiej stronie przez niewielki wizjer z krystalicznego szkła. Odsunął zasuwę, nacisnął na klamkę i zaprosił do środka, kłaniając się nisko.

Dragosani:
Za drzwiami stał oczywiście Dragosani. Oczywiście sam. Powęszył, gdy otworzyły się drzwi.
- Witaj, Butch - powiedział, przekraczając próg. Tam bez słownego zaproszenia. Było to oczywiście bezlitosnym pogwałceniem zabobonów, które to krążą o wampirach w co niektórych częściach świata. Szczęśliwie jednak były to tylko ludowe legendy, nie prawda. Ileż trudniejsze byłoby wtedy życie Antaresa!
- Będę miał pewną sprawę dla skrzydlatego... - wyjaśnił, rozglądając się po pomieszczeniu.

Funeris Venatio:
- Skrzydlaty, jak mości król go określił, przebywa w kuchni. Zaanonsować? - odpowiedział niziołek. Kuchnię nie trudno było znaleźć, znajdowała się naprzeciwko długiego holu, była otwarta na resztę domu. Przestronne pomieszczenie, wychodzące drzwiami na salon, hol właśnie i na ogród. Do tego zejście do piwnic i spiżarni. Na środku stała długa ława z praktycznymi, prostymi krzesłami, w kącie palenisko z dobrze poprowadzonym kominem. Mnóstwo szafek, wiszących garnków i patelni. Zapach ziół utrzymywał się w całym pomieszczeniu, wydobywając się ze świeżych doniczek poustawianych na oknach, gdzie w spokoju sobie rosły, będąc pod ręką w oczekiwaniu na zerwanie lub ścięcie.
Anioł właśnie kładł żółty ser na w pół zrobione kanapki, mając przed sobą oskubanie jaj, posmarowanie majonezem i dodanie szczypty soli. No i szczypior, na sam koniec. Sam słyszał, że drzwi się otworzyły, lecz nie bardzo mógł powiedzieć coś więcej, więc po prostu kontynuował manualne czynności. Uwielbiał własnoręczne robienie świeżych kanapek, zwłaszcza takich przaśnych i smakowitych.

Dragosani:
- Sam się zaanonsuję - odparł wampir. - Pewnie masz ważniejsze rzeczy do roboty - dodał jeszcze no i ruszył do kuchni. Nie było tam trudno trafić. A nawet gdyby było, to wampira poprowadziłby zmysł węchu. Czuć było bowiem z kuchni zapachy jedzenia. Co prawda nie normalnego pożywienia, czyli krwi, ale jakiś ziół. Drago pamiętał jeszcze czas, gdy sam musiał odżywiać się w podobny sposób. No nie było to złe, jakiś smak miało. Całkiem niezły czasami. Ale do krwi się nie umywało. Rozmyślając nad tym, Antares wszedł do kuchni.
- Anonsuję się - powiedział, wchodząc. - Co tam robisz? Kanapki? - ni to zapytał, ni to stwierdził dość oczywistą rzecz.

Funeris Venatio:
- Kanapki, kanapki. Dobrze, że nie jadasz jak normalna istota, bo jeszcze byś mi zeżarł kilka, Pierwszy Wąpierzu Valfden- powiedział tak sarkastycznie, jak się tylko dało. A naprawdę obawiał się, że Dragosani mógłby mu jedną lub dwie podpierdzielić, a zrobił przecież tylko takich pięć! A i tak obiecał Butchowi, że jedną mu odpali, jak już skończy. Nie zważając więc na Bestię-króla kontynuował przygotowywanie, biorąc już dosłownie ostatnie składniki, dekorując całość. Spojrzał na to wszystko krytycznie, uśmiechnął się szeroko na widok swego dzieła i bez ceregieli zaczął jeść. Szynka, ser, sałata, ogórek, jajo na twardo, posmarowane majonezem i przyprószone solą i szczypiorem. Pycha. Kawałek jajka spadł mu na podłogę, lecz Funeris tylko kopnął to pod stół, udając, że nic się nie wydarzyło. Butch posprząta. Nie miał wyboru.
- Co się do mmm-mnie sprofasa- odparł nieco niegrzecznie, bo mając jeszcze trochę z jadła w buzi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej