Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Evening Antarii:
Wiatr, który dmuchnął w częściowo rozwinięte już żagle, rozwiał także jej jasne włosy. Blond kosmyki zaczęły doskwierać jej, gdy wpadały do oczu. Anielica na szybko zaplotła warkocz i na powrót wróciła do swego ulubionego zajęcia. Słuchania szumu fal i patrzenia jak dziób pruje taflę wody na dwie części. Oczywiście słuchała króla, co tam ma do powiedzenia o rzeczach, które dzieją się na Zuesh.
-Duchy na wulkanie- teatralnie przewróciła oczami spoglądając na dwójkę mężczyzn. -Przyznam, że o czymś takim jeszcze nie słyszałam. Nie brzmi strasznie. Podejrzewam tylko, że może być trochę gorąco- w tym momencie prawy kącik jej ust uniósł się lekko w tajemniczym uśmiechu. -U kogo się zatrzymamy? Kto tam teraz panuje?
Dragosani:
- Trochę nie ta pora roku, aby było gorąco - odparł chłodno wampir. Znów spojrzał w morską dal, w kierunku odległej, skrytej daleko za horyzontem i jeszcze dalej Wyspy Popiołów. Należało się tam wybrać. Zdecydowanie.
- No chyba, że w twoim towarzystwie - dodał już cieplej, uśmiechając się krzywo.
- Ale nie będziemy się u nikogo zatrzymywać - odpowiedział po chwili. - Na brzeg wyjdziemy w Kenin. Spędzimy tam może z dzień, coby zdobyć zapasy, nieco sprzętu i informacji, po czym ruszamy od razu pod wulkan. Luksusy zostawiliśmy już za sobą.
Funeris Venatio:
- Ta wyspa popiołów, co wcześniej o niej mówiłeś, to co to za miejsce? - przypomniał sobie wcześniejszą wzmiankę.
Dragosani:
- Dawne ziemie naszego królestwa - odpowiedział Drago po chwili milczenia. - Tam się wszystko zaczęło. Cóż, przynajmniej na obecnej części mojego życia. Tam poznałem Isentora, Devristusa i całą starą gwardię. - Uśmiechnął się na te wspomnienia. - Tam też uderzył największy fragment asteroidy. Obecnie to zapewne wypalone i martwe pustkowia. Ale i tak czuję, że powinniśmy się tam wybrać.
Funeris Venatio:
- Ale to później. Skoro już płyniemy na Zuesh, załatwmy najpierw tamte sprawy.
Funeris odwrócił się, spojrzał na Valfden. Ziemie królestwa zostawiali za sobą, niknące w oczach i stające się plamą rozlaną na horyzoncie. Zmierzali na północ, wraz z prądem levarskim, pchani południowymi wiatrami. Nieco zimniejszy strumień oceaniczny zaczynający się gdzieś na wschodzie powinien popchnąć ich płynnie w kierunku celu ich podróży, dając spokojne wody aż po same Chatal. Z racji tektoniki archipelagu wody wokół niego zawsze były niespokojne, zwłaszcza od zachodu, którędy to miał płynąć królewski bryg.
- A skoro jest tak, jak to przedstawiłeś, to dlaczego akurat Kenin? To drugi koniec wyspy i jeżeli już ktoś miałby mieć jakieś informacje z pierwszej ręki, to pewnie Ci z Funery. To zdecydowanie bliżej Aralak, a Ynosą moglibyśmy wpłynąć aż po samo Chevalier, miejscową siedzibę Bractwa. W Rizla, miasteczku w bezpośredniej bliskości zamku, moglibyśmy zacumować i uzupełnić zapasy. Nie wiem czy masz jakieś konkretne plany związane z Kenin, ale wydaje mi się, że placówka zakonników tak blisko interesującego nas miejsca może mieć naprawdę spore znaczenie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej