Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Funeris Venatio:
- Szczerze? Nie wierzę, że to mówię - powiedział, nie wierząc. - Bałem się tam lecieć. Byłem w okolicy raz, odbijając od miejscowej siedziby Bractwa mocno na wschód, ale... coś poczułem. Tam coś siedzi, prawda? Nawet demony nie chciały się tam zbytnio zapuszczać, coś je tam masakrowało jak gradobicie warzywny ogródek. To był czas, kiedy podróżowałem między światami za Nurielem i nie wróciłem nigdy do tego tematu. Trochę o nim nawet zapomniałem, przyznam się.
Evening Antarii:
Eve podróż się nie dłużyła wcale. W tak dobrym towarzystwie było to wręcz niemożliwe, by zasnąć z nudów. Poza tym trzy długowieczne istoty spotkały się po wielu latach rozłąki - musieli trochę poplotkować, wypytać o wszystko. Antarii wolała słuchać, gdy jej towarzysze opowiadali, niż sama miała mówić. O ile Funeris zajmował się pogonią za Nurielem, a Dragosani poważnymi królewskimi obowiązkami, to Evening nie miała wiele do opowiadania, gdyż zwyczajnie zasiedziała się wygodnie w swym dworku i nie wyściubiała z niego nosa. Akurat w tamtej chwili nie widziała sensu w opuszczaniu swej pięknej posiadłości, o którą wciąż dbali niewolnicy. Gdyby nie oni, niegdyś tak skrupulatnie pielęgnowany przez anielicę ogród, zarósłby i byłoby w nim pełno chwastów. Sam dom zaś marniałby w oczach z dnia na dzień.
-Owszem, Utamin należy teraz do mnie, tak samo jak Kadev. Właściwie nigdy tam nie byłam w odwiedzinach. Finansami zaś zajmuje się moja służka i nawet nie wiem ile zysku przynoszą te ziemie- odparła Funerisowi na pytanie. -Drago, a za co ja do stałam te ziemie? Po wojnie jakoś?- usilnie szukała w swej pamięci momentu nadania tytułu szlacheckiego, ale jakoś nie mogła dociec jak, gdzie i kiedy. -Ano, masz rację. Co w rodzinie to nie zginie, chociaż nie przesadzałabym z tą rodziną za bardzo-uśmiechnęła się szeroko. -Chyba że taka "bractwowa rodzina", to wtedy tak- dodała.
Niedługo później, już na statku, Evening zajęła sobie wygodne miejsce na pokładzie. Pływanie sprawiało jej przyjemność, choć aż dwa rejsy z jej udziałem skończyły się nieco tragicznie. Szum fal zawsze ją uspokajał, a sztorm budził podziw i zachwyt dla nieskończonej potęgi matki natury. Ta pokora wobec sił przyrody i umiejętność cieszenia się ich obecnością, wynikały zapewne z tego, że anielica dorastała nad brzegiem morza i przez całe krótkie życie na kontynencie, było ono częścią jej życia. Od prądów morskich zależał udany połów jej ojca, więc bywało i tak, że przybywał z pustymi sieciami. To nauczyło ją szacunku do humorów bogów władających bezkresnymi wodami. Trzeba przyznać, że bywali też szczodrzy.
-Wiesz, tak mi się wszystko zatarło w pamięci, tak wiele wydarzeń z mego życia...- zwierzyła się nagle aniołowi, gdy Drago załatwiał "sprawy". -Ta wojna była dla mnie dziwna, byłam potrzebna, a czułam, że i tak nie dałam z siebie wszystkiego. Unikałam walk. Jedynie jakieś szczątki poczucia obowiązku kierowały mną i walczyłam. Bractwem dowodziłam właściwie tak, że pełniłam funkcję praktycznie jedynie... hm... "reprezentatywną". W końcu i tym straciłam zainteresowanie. Nie wiem dlaczego tak się ze mną działo. Nie widziałam sensu w tym wszystkim i chciałam uciec od wszelkich spraw... - Eve właściwie nie wiedziała dlaczego to wszystko mu mówi akurat teraz. Może potrzebowała jakiegoś poważnego słuchacza...
Funeris Venatio:
Funeris objął lekko Evening, okazując jej swoje zrozumienie i wsparcie. Trochę to jego wina, jakby na to spojrzeć pod pewnym, wybiórczym kątem. Wymagano od niego by rządził i dzielił, postawiono go niejako w takiej sytuacji, zostając rzuconym na głęboką wodę krótko po przybyciu na Valfden. Sprawdzał się, jak mu się wydawało, przejął ster z pewnością. Ruszył Bractwo ÂŚwitu w pewnym kierunku, rozkładając jego żagle i nadając mu i sobie jakiś sens. Nie wymagał nigdy on innych by mieli wejść z miejsca w jego buty, w ogóle tego nie przewidywał i planował. Stało się jednak jak się stało, gdy zaczął bliżej obcować z niebiańskimi istotami i tym, czym emanował sam Zartat. Otrzymywał coraz więcej zadań gdzieś indziej niż na Valfden, co przez długi czas nie stwarzało problemów. Przyszedł jednak moment, w którym musiał po prostu ruszyć w pogoń.
To wszystko na Evening spadło bardzo nagle i niespodziewanie i miała wszelkie prawo się pogubić. Nikt nie miał jej za złe niczego, a i tak spisywała się znakomicie. Funeris to wiedział i widział.
- Nie wiń się. To ja - uderzył się palcem w pierś - powinienem Cię najpierw przeprosić. Nie mam zamiaru używać wymówek, ale moment, gdy zniknąłem z królestwa Valfden, chociaż w szerszej perspektywie ważny, dla Ciebie i całego Bractwa na pewno nie był łatwy. Z perspektywy tego świata, a raczej mikroświata, było to jak małe trzęsienie ziemi. Przepraszam. - Pomasował swoją dłonią jej ramię w przyjaznym geście. Zartacie, zapomniał już, jaka ona była miękka i pachnąca.
Później jednak wrócił już Drago i prowadzili tę rozmowę o celu podróży.
- A co to za doniesienia stamtąd - zapytał.
Dragosani:
- Nic wielkiego, tak naprawdę. - Drago wzruszył ramionami. [i-] Wulkan się budzi. O ile od wielu, wielu lat był spokojny, teraz coraz częściej grzmi. Niemal cały czas dymi. Uznałbym to za naturalną kolej rzeczy, ale... [/i]- przerwał, jakby szukając odpowiednich słów. Spojrzał w kierunku Zuesh. Gdyby pogoda byłą lepsza może byłoby nawet widać daleko, daleko w oddali malutki snop dumy buchający z wulkanu. Ale nie było go widać. Chociaż kto wie co dostrzegały oczy wampira. Statek zaś zaczął powoli odbijać od brzegu.
- Mówi się o pojawiających się na jego stokach duchach - kontynuował. - Już pominę to o czym mówiłeś sam. Coś tam się dzieje i chcę to sprawdzić.
Funeris Venatio:
- A ja Ci chętnie w tym wszystkim pomogę, Drago - odrzekł Funeris, również opierając się o reling, patrząc jednak w drugą stronę. Przed jego oczami znajdowała się piękna kobieta obleczona skrzydłami, za nią zaś las żagli i daleki horyzont. Pojedynczy ludzie przemykali na pokładach, jacyś orkowie taszczyli ciężkie pakunki, a pewien mauren zaglądał do swojej sakiewki, konstatując, że zawartość z niej zniknęła. Idący pewnym krokiem elf, znikający między dwoma mniejszymi jednostkami, zdawał się wiedzieć co się właśnie wydarzyło.
Anioł spojrzał na wampira, następnie na powrót na Evening. Poczuł się teraz nieco dziecinnie, jak szczeniak. Czuł ekscytację na samą myśl, że rusza gdzieś w towarzystwie swoich przyjaciół. To było przez krótką chwilę takie beztroskie i niesamowite, szczere i niestłamszone. Sporo w życiu przeżył, zwłaszcza ostatnio, ale czegoś takiego nie czuł od wielu, wielu lat. Szybko wrócił na ziemię, lecz to gdzieś tam głęboko w nim pozostało.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej