Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (70/76) > >>

Evening Antarii:
Mięśnie anielicy wciąż były napięte, gotowe do walki. Broń pewnie trzymała w dłoni, by uchronić się przed atakiem zjawy. W pewnym momencie było ich już wokół niej kilka. Antarii zdążyła pomyśleć jedynie o tym, że czeka ją trudna walka, gdy nagle wszystko dookoła zatrzęsło się, skały wydały złowrogi pomruk przeszywający ją na wskroś. Erupcja wulkanu? Teraz, gdy Evening była w jego wnętrzu!? Wszystko mogło na to wskazywać, że Aralak budzi się do życia.
Te przerażające dźwięki ułożyły się jednak w słowo. "Wolność"... Czyżby Eve doznała jakiegoś złudzenia? Nie... nie mogła się pomylić, to było zbyt wyraźne. Być może Drago i Funeris mieli z tym coś wspólnego?
Jej przeciwnicy rozpadli się w pył. Czy to dobrze, czy jednak oznaczało to ucieczkę widm przed wybuchem wulkanu? Evening jednak postanowiła zaryzykować... Nikt normalny pewnie by tak nie postąpił. Evening jeszcze raz spojrzała w zejście w dół i tym razem przemieściła się do dolnej groty. Czuła, że źródło dźwięku jest gdzieś wewnątrz wielkiej wulkanicznej góry.

Dragosani:
Dragosani ocknął się. Wyczuł czy też zobaczył, że coś jest nie tak ze ścianą i instynktownie cofnął się. Prosto w jeziorko lawy... które momentalnie zaczęło znikać, zastępowane przez twardą i chłodną skałę. Jakby coś, jakaś siła, nie chciała by wampir spłonął. Twarz na skale zmieniła lekko wyraz, trzeszcząc kamiennymi rysami. Skupiła uwagę na dwójce śmiałków.
- ÂŚwiatło-w-Ciemności, Miecz Słońca, maluczcy przybysze z powierzchni... Uwolniliście mego ducha - głos znów przemówił, rozbrzmiewając we wnętrzu góry i wypełniając drganiami ciała wampira i anioła.


Evening przemieściła się na dół. Znalazła tam sporą grotę. Na ziemi leżały kości. Z wyglądu dracońskie. Zniszczone, noszące ślady obrażeń. Całość prezentowała obraz niedawnej walki. Z drugiej strony groty było przejście dalej, oświetlone ognistą łuną. Tymczasem głos wewnątrz góry znów się odezwał.
- ÂŚwiatło-w-Ciemności, Miecz Słońca, maluczcy przybysze z powierzchni... Uwolniliście mego ducha -

Funeris Venatio:
- To dobrze czy źle? - zapytał sam siebie, Dragosaniego, lub ducha właśnie. Sam nie był pewien.

Dragosani:
Dragosani cofnął się do Funa i również wpatrywał się w kamienną twarz. Widział w życiu wiele dziwnych rzeczy, ale rozmowa ze skałą bez wątpienia mogła uplasować się w pierwszej piątce. Zaraz po tej sytuacji z kozą w czasie gdy był opętany...
- Czym jest dobrze... czym źle... - przemawiał głos. Monotonnie, bez wyrazu, bez emocji. Więc nie istniał sposób na odczytanie jego intencji. - Nie ma dobrze. Nie ma źle. Jest tylko Chaos i Porządek. - Ostatnie słowa zabrzmiały jakby głośniej, jakby miały ukryte znaczenie.
- Duch góry - mruknął w końcu Dragosani.


A Evening przemierzała dalej podziemia. Minęła komnatę kości nie niepokojona i trafiła do kolejnej. Ta była wysoka. Od jednego przejścia do drugiego biegł wąski, skalny mostek. Pod nim bulgotała niewyobrażalnie gorąca lawa. Znajdowała się się dobre kilkanaście metrów niżej, a anielica i tak czuła jej żar. Po drugiej stronie mostku było przejście dalej. I znów odezwał się głos.
- Czym jest dobrze... czym źle... Nie ma dobrze. Nie ma źle. Jest tylko Chaos i Porządek. -

Evening Antarii:
Eve przemierzała wnętrze wulkanu. Intuicja nie wskazywała na to, by w pobliżu byli jacyś wrogowie. Tutaj jednak toczyła się jakaś walka. Wokół leżały dracońskie kości. Anielica krocząc kolejnymi tunelami, czasami nadepnęła na którąś z nich, co powodowało charakterystyczne puste odgłosy, gdy kości poruszyły się pod jej ciężarem.
Kolejna komnata była jeszcze większa. Dziewczyna była zdziwiona tym, jak bardzo skomplikowane może być wnętrze wulkanu. Nie było ono jednak kompletnie bez życia, świadczą o tym chociażby ślady po draconach czy kamienne mostki jak ten, który właśnie miała przed sobą.
A pod sobą miała morze lawy, które przejście przez owy most czyniło niemal niemożliwym dla zwykłego śmiertelnika. Na szczęście dzięki mocom otrzymanym od Zartata Eve mogła przemieścić wszystkie atomy swego ciała na drugą stronę mostku, dokładnie w miejscu gdzie skupiła swój wzrok. I tak też się stało. Bez narażania się na buchającą lawę. Nie chciała ryzykować ciężkich poparzeń.
Tego, co mówił tajemniczy "głos wulkanu", gdyż tak sobie postanowiła go nazwać, nie mogła rozszyfrować. "Czym jest dobrze"...? A potem mowa o Chaosie i Porządku. Dwóch odwiecznych siłach... Musiała po prostu podążać wgłąb do źródła.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej