Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (69/76) > >>

Dragosani:
Evening:

Jedno widmo zostało zniszczone. A przynajmniej jego materialna forma, gdyż za chwile mogło ono powrócić. Zaklęcie Błysku nie ogłuszyło drugiego widma. Nie ma tym polegało jego działanie. To czy widmo zostało oślepione pozostało bez odpowiedzi. Popielny duch kontynuował natarcie. Wysunął z pleców swoje macki i zaatakował przy ich użyciu, próbując pochwycić anielicę. Widmo wspinające się w górę zasyczało. Z jego nie do końca materialnych ust wystrzelił strumień gorącego popiołu, kierujący się w górę pionowego tunelu. Mógł on poparzyć i oślepić każdego, kto by zaglądał właśnie w ów szyb.

2 x Popielne widmo


Funeris

Anioł stał, nie prowokując widm do ataku. Widma jednak zaatakowały mimo to... Jednak nie skrzydlatego. Cała ich piątka zwróciła swe martwe spojrzenia na Dragosaniego. Wampir wciąż stał bez ruch, trzymając Włócznię. Zupełnie jakby coś uniemożliwiało mu działanie, jakby był uwięziony w tej pozycji, niezdolny do walki. Możliwe, że nawet nieświadomy zagrożenia. widma zasyczały i ruszyły w stronę wampira.

5 x Popielne widmo

Evening Antarii:
Jedno widmo zniknęło, zawsze coś, nawet jeśli miało powrócić za kilka minut. To wystarczająco czasu, by strawić czoła pozostałym dwóm przeciwnikom. Cóż, widocznie zaklęcie błysku nie zawsze działa tak samo.
Tym razem Evening musiała działać naprawdę szybko. Gdy tylko rzuciła zaklęcie, które dotarło do zjawy i rozwścieczyło ją, anielica sięgnęła po swoją tarczę, by bronić się przed mackami i ogniem. Wykonała też unik, odskakując w bok i tym samym unikając złapania przez macki. Starała się zasłonić większość swego ciała tarczą. W prawej dłoni trzymała miecz. Chowając się za swą ochroną, ale widząc miejsce walki, Eve wybrała punkt przy zjawie, która wojowała mackami. W jednej sekundzie atomy budujące jej ciało zdezintegrowały się, by ponownie połączyć się w wybranym przez wojowniczkę miejscu. Gdy już się tam znalazła, nie czekała ani chwili. Przeszyła zjawę od góry na dół pionowym cięciem żelaznego miecza. To powinno sprawić, że i to widmo zniknie choćby na pewien czas.
Antarii miała plan, by wybawić widmo siedzące w zejściu w dół i przemieścić się tam. Podbiegła więc do otworu chcąc wybawić przeciwnika.
-Wyłaź! I tak dopadnie cię siła Zartata!



//1x popielne widmo

Funeris Venatio:
Ubrudził już wcześniej, teraz nawet nie zwracał na nie uwagi. Jeszcze przed wejściem do wnętrza wulkanu myślał o tym, że włosy ma zlepione popiołem i potem, że skrzydła nie mają tego samego blasku co zawsze, że czerwone refleksy w niektórych lotkach wyglądają teraz jak krew zmieszana z sadzą, nie krystalicznie czystą wodą.
Ciągle miał ten sztylet w prawej dłoni, gotowy do rzutu, pchnięcia, obrony. Wymierzył szybko, niezbyt chlujnie, jednak to nie jego oko miało kierować orężem, tylko łaska tego, który jest Nadzieją. Poczuł przypływ sił, mimo iż zmęczony był niemiłosiernie. Jego mięśnie co chwila dawały się zmusić do następnego wysiłku, wielkiego z perspektywy tego, co normalny człowiek może wytrzymać. Bark, wcześniej wybity przez jedno z widm, zapewne któreś stąd nawet, znowu ukłuł bólem, przywodząc na twarz grymas. Anioł poczuł jednak znajome mrowienie, gdy łaska Zartata przelewała się przez jego ciało i rzucił sztyletem przed siebie, celując bezpośrednio w jedno z widm. Niektórzy inni paladyni i aniołowie, Ci mniej zwracający uwagę na to, jak banalnie to brzmi, nazywali takie napełnienie oręża mocą "świętym rzutem". Funeris osobiście tych wszystkich nazw specjalnie nie lubił, ale jakkolwiek by takie coś się nazywało, ważne było to, jak działa.
Odczekał aż żelazny sztylet wróci do jego dłoni, co dało zjawom czas na zbliżenie się do Dragosaniego. Zjawom w mniejszej już ilości, jak miał nadzieję. Nie zauważył, czy została trafiona tylko jedna, ta najbardziej z prawej, czy może szarpnął po łuku również tę drugą, blisko niej. Gdy widma były już tuż-tuż, Funeris wyciągnął przed siebie obie dłonie i krzyknął: - Izeshar upishosh!, zalewając obszar tuż obok wampira blaskiem Zartata, który miał trafić pozostałe zjawy, które właśnie miały podchodzić w bezpośrednią bliskość jego przyjaciela.

Dragosani:
Evening

Widmo znajdujące się w tunelu prowadzącym w dół zasyczało wściekle. Wspięło się ostatni kawałek i niemalże wyskoczyło z otworu, próbując schwytać anielicę w swoje macki. Intuicja anielicy zaczęła znów szaleć. Kątem oka dostrzegła cień z jednej strony... i z drugiej. Wojowniczka Zartata czuła także obecność za sobą. To kolejne widma zmaterializowały się, dołączając do walki.

5 x  Popielne widmo


Funeris

Rzut anioła odniósł oczekiwany skutek. Widzialna forma widma rozprysnęła się i opadła na ziemie jako popiół. Pozostały więc cztery. Te zaś zostały porażone zaklęciem i przez to ogłuszone. Na chwilę. Anioł znów poczuł tknięcie intuicji. Kolejne widma wypełzały z dziur.

4 x Popielne widmo - ogłuszone
3 x Popielne widmo - wypełzające z dziur


A Dragosani stał nieruchomo, absolutnie nic sobie nie robiąc z sytuacji. Nie zauważył nawet zaklęcia użytego tuż obok niego. Jego umysł był gdzieś. W innym miejscu. Może także w innym czasie. Może poza miejscem i czasem? Nagle dał się słyszeć odgłos wydechu. Jakby całą góra odetchnęła. Wampir ruszył się. Jego demoniczną rękę i Włócznie otaczały wyładowania energii. Wampir stęknął i pociągnął za Włócznię. Jej grot wysunął się ze skały. Góra zatrzęsła się.


Evening

Góra nagle zatrzęsła się. Widma zaskrzeczały przeraźliwie. Ich postacie zaczęły się rozsypywać w proch. Popiół pokrył ziemie u stóp anielicy.


Funeris

W ostatniej chwili, gdy ogłuszone widma były tuż przy Dragosanim, a kolejne wypełzały z mrocznych czeluści coś się stało. Anioł nie był pewien co dokładnie. Cała góra się zatrzęsła. Błysnęło światło. A widma zniknęły z głośnym jękiem, rozsypując się w proch.


Dragosani poczuł ze nic już nie trzyma Włóczni. Była wolna, w jego dłoni. Czuł jej moc, ogarniającą całe jego ciało. Z tą bronią mógłby zanieść porządek w każdy zakątek świata. Nikt nie byłby w stanie stawić mu oporu, wszyscy wielbiliby jego imię w ślepym i bezwolnym posłuszeństwie! Ale... zawahał się. Przysięgał bronić tego świata, nie zakuwać go w kajdany. I wtedy Włócznie zaczęła rozsypywać się w proch, który z kolei ulatywał jako niknący w powietrzu dym. W mgnieniu oka Włócznia Olemboga zniknęła z jego dłoni, pozostawiając jedynie wspomnienie. Dragosani stał w milczeniu, spoglądając na własną dłoń. A skała która jeszcze przed chwilę skażona była bronią z Otchłani zaczęła się zmieniać.

Pewne jej elementy przesunęły się. Niektóre linie uwidoczniły, nabierając jaśniejszego magmowego blasku. W sumie niewiele się zmieniło. ot jedna linia przesunęła się w górę, inna w bok, kolejna nieco się pogrubiła. Kilka zmienionych szczegółów jednak utworzyło całkowicie inny obraz. Na skale widoczna byłą wielka twarz. Jej rysy były toporne, jedynie z grubsza ludzkie.
- Wooolność... - dobiegł głos z samego wnętrza góry.


Evening

Gdy opadł pył i grunt przestał się trząść, Evening usłyszała głos. Był potężny, dobiegający z wnętrza samej góry. Jego brzmienie zdawało się wypełniać całe ciało anielicy.
- Wooolność... -

Funeris Venatio:
Anioł cofnął się, schował sztylet za pas, dobył Piewcy. Czarne ostrze pewnie leżało w jego dłoni. Przeszedł kilka kroków w bok, jakby chcąc dostrzec coś, co znajdowało się pod innym kątem. Niepewnie wpatrywał się w Dragosaniego, jeszcze bardziej niepewnie spoglądał na skałę, która zdawała się mieć wygląd... twarzy?
- Drago? - zapytał, podchodząc małymi krokami do przodu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej