Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (7/76) > >>

Dragosani:
- To nie jest miecz, tylko szabla - sprostował Drago. Uznał, że musi to zrobić. Wszak nie byłoby dobrze, gdyby w królestwie używano błędnego nazewnictwa. Spojrzał na Eve, gdy ta się prezentowała. Rzecz jasna nie spoglądał na jej włosy. - No, ujdzie - skomentował. - Siedem na dziesięć. Tak na oko. Nawet nie będę pytał czego szukałaś pod kopułą. Może później. A ja? Na razie jadę do Atusel. I to nie sam. - Grzmotnął otwarta dłonią w ściankę karety.
- Wyłaź, i tak cię nikt chwilowo nie słucha! - zawołał. 

Funeris Venatio:
- Nie. Uprzedzając następne pytanie, nie wiem jak smakowała jej krew – powiedział dla pewności, podsuwając swoją szklankę z czystego, górskiego kryształu. Od tego opowiadania zaschło mu nieco w gardle.

***

Dotarli wreszcie nad strumień. Nela, co nie było raczej wielkim zaskoczeniem, świetnie znała okolicę. Każdy najbliższy zakamarek lasu był dla niej niczym salon w Efehidonie dla Funerisa. Wiedział, gdzie jest barek z alkoholem, gdzie skrzypi deska w podłodze po tym, jak nieopatrznie upuścił na nią trochę tego niekutego żelaza, które miał zawlec do kuźni. Tak samo niedźwiedzica wiedziała, gdzie jest podmokło, gdzie rosną jagody, gdzie zwykle ryją dziki. Na szczęście dla Poety wiedziała też, gdzie płynie najbliższy strumień. Było to dalej niż anioł by chciał, ale zdecydowanie bliżej, niż mógł się spodziewać. Prawa żądzące przyrodą były nieubłagane, a sama Matka Natura to wredna suka.
Srebrna smuga wypełniała swoje koryto po brzegi, będąc dostatecznie szeroką, by pozwolić aniołowi komfortowo się umyć. Zaczął rozpinać elementy pancerza, uwalniając sprzączki i pasy, odwiązując rzemienie i poluzowując łączenia. Ciężki, lekko wgnieciony kirys spoczął na kamieniu, tak samo kolczuga wypełniona igłami. Po aketonie chodziły mrówki, jakaś szczypawka i kilka bliżej niezidentyfikowanych stworzeń. Gdzieś w pobliżu pachwiny z wolna dusił się ślimak, który miał nieszczęście wpełznać tam jakiś czas wcześniej.
- Chcesz rybkę, Nela? – zapytał Poeta, wskazując niedźwiedzicy strumień. Pływało tam kilka niewielkich ryb, które z łatwością mógł złapać dzięki prostej telekinezie. Wyrzucił trzy lub cztery na brzeg, tuż pod łapy swojej towarzyszki. Nela zaczęła pałaszować je z wielkim wdziękiem i gracją, pochłaniając wszystkie w kilka krótkich chwil. Spojrzała całkiem przyjaźnie na anioła, który stał z nagim torsem, próbując odczepić od siebie wszystkie pasożyty przylgnięte do jego ciała. Odrzucił ciężką przeszywanicę, zatapiając ją w strumieniu i przygniatając jakimś większym kamieniem, co by nie odpłynęła. Następnie powoli i ostrożnie zaczął pozbywać się dolnych partii odzienia, kończąc ostatecznie zanurzonym całkowicie w wartim strumieniu. Woda obmywała go z każdej strony, orzeźwiając lepiej niczym najmocniejsze napary. Chłód wbijał się w niego igłami bólu, który sprawiał mu tylko przyjemność – pierwszy raz od kiedy trafił do tej nieznanej krainy, czuł w sobie życie.

***

Funeris nieco lepiej niż Dragosani potrafił wyczuć i rozpoznać, że zbliża się pewna skrzydlata istota. Chwilę przed jej lądowaniem przerwał opowieść, wybierając dosyć trafny moment. Dopił jednym łykiem to, co miał w krysztale i rozprostował ręce. Było to dokładnie w momencie, w którym woźnica zatrzymał królewską karocę. Spojrzał spokojnie na wampira wyskakującego z powozu. Odczekał kilka sekund, dając im okazję, żeby się przywitali. I dając sobie okazję, by poprawić elementy ubioru.
Spokojnie wyszedł z karocy, stąpając po drewnianym stopniach. Jego buty spoczęły na ziemi, a on uniósł wzrok, spoglądając na Gwiazdę Wieczorną w jej bliskim, jakże namacalnym wcieleniu. Uśmiechnął się szeroko i naprawdę, naprawdę szczerze.
- Wieczorku... Niezmiernie miło Cię widzieć - powiedział do niej, skłaniając się uprzejmie.

Evening Antarii:
Eve przewróciła oczami, gdy Drago ją poprawił. Mężczyźni... Dla nich liczy się tylko ostry kawałek metalu, którym można komuś zrobić krzywdę. A im ładniejszy tym lepiej, jakby śmierć od ładnego miecza była lepsza od tej zadanego brzydkim orężem. -Dobra dobra. Siedem... Dużo jak na wygląd po takim locie. Nie jestem pewna, czy nie mam jakiejś muszki w zębach? Ej, weź zobacz- bardziej rozkazała niż spytała. Zaprezentowała wampirowi swoje białe uzębienie (czy tego chciał czy nie) z jedną małą czarną plamką na prawej jedynce, robiąc przy tym niezbyt reprezentatywną minę. -No i!?- dopytywała pozbywając się muszki palcem wskazującym.
Właśnie podczas wykonywania tej jakże dziwnej czynności, zobaczył ją Funeris. Gdy Antarii zorientowała się, że z karety wyszedł ktoś jeszcze, szybko usunęła niechcianą skazę na jej wyglądzie i dotychczasowe niefortunne wyszczerzenie zamieniła w uśmiech, najładniejszy jaki umiała, próbując udawać "ogarniętą".
-Ymm!... Mi też miło cię widzieć. Kopę lat- odrzekła szybko. -Co się z tobą działo?- zaczęła od razu. -Nooo.... W sumie zniknąłeś tak dawno, że już sama nie pamiętam kiedy to było- zarumieniła się, gdy zdała sobie sprawę z tego, jak szybko zdarzenia umykają z jej pamięci. Po prostu miała problem z umiejscowieniem zniknięcia anioła w chronologii. Teraz próbowała na szybko pozbierać myśli, ale niewiele z tego wychodziło.

Funeris Venatio:
Podszedł bliżej. Nie przejmował się stojącym obok Drago, niemalże odtrącając go na bok swoim skrzydłem. Idąc w jej stronę widział ją taką, jaką od zawsze pamiętał. Silną, stanowczą i piękną. Ale również delikatną i szklistą. Taka już była była w jego oczach, paradoksalna, różna. Jej widok przywoływał wiele różnych emocji, głównie stanowczo pozytywnych. Próbował nie myśleć zbyt wiele, więc po prostu znalazł się bliżej niej, objął lekko i pocałował w policzek na powitanie.
- Byłem potrzebny - powiedział nieco enigmatycznie, wskazując palcem do góry, ku niebu. - Jak ten Pan czegoś potrzebuje, to po prostu trzeba iść. Opowiadałem właśnie netoperkowi jedną z historii - dodał jeszcze, skupiając się na tym, który skrzydeł nie miał. Stał z boku ze swoją szabelką. Niezwykle piękną szabelką, warto zauważyć.

Dragosani:
-  Hrrrp - skomentował młodszy z koni Draga, Minimus.
-  Pfrrrh - odpowiedział mu starszy i bardziej doświadczony w zachowaniu dwunogów Maximus. Machnął głową w bok. Zapewne trąciłby ją Evening, gdyby tylko ta nie stała z tyłu.
-  Panie? - zapytał woźnica będący królewskim gwardzistą w ukryciu. Chyba nie do końca podobało mu się to, że byle anioł tak prostacko niemalże odtrącił jego króla.
- Daj mu chwilę, Galahadzie - uspokoił go wampir. - To chyba pozostałości z jego dawnej choroby psychicznej - dodał teatralnym szeptem, chowając szablę.
- Opowiadasz historię i nie odpowiadasz na pytania dotyczące szczegółów. ÂŻe tak przypomnę - powiedział do Funerisa.
- Eve, dołączysz do nas? - zwrócił się do anielicy. - Coś mi mówi, że twoje pojawienie się tutaj nie było przypadkiem.


Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej