Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Funeris Venatio:
- Odpowiedziałem, nie słuchałeś. Hańba, królu - stwierdził z uśmiechem na ustach. Odsunął się nieco w lewo, robiąc Evening miejsce, by mogła z łatwością dostać się do karocy.
Evening Antarii:
-Długo ci zajęło bycie "tam". Ale rozumiem- nie dyskutuje się bowiem z bytami wyższymi. W Przystani inaczej też postrzega się czas. Chwila jest wiecznością, a wieczność chwilą, nic zatem dziwnego, że można spędzić tam dłuższy okres, nawet tego nie odczuwając.
Gdy Funeris do niej podszedł, Evening znowu poczuła się jak mała dziewczynka. Jego obecność miała niegdyś na nią takie działanie i widocznie nic się nie zmieniło w tej kwestii. Nie było to przytłaczające odczucie własnej słabości, ale raczej coś w rodzaju doświadczenia jego opieki nad jej osobą. Nie potrafiła tego wyjaśnić, gdyż rangą byli przecież równi.
-To na pewno nie był przypadek- zwróciła się do wampira. -Jeszcze w Mor Andor miałam sen, w którym byliście w niebezpieczeństwie. Oboje- wyjaśniła pokrótce. Skorzystała z zaproszenia i wsiadła do środka, ściskając nieco skrzydła. -No, no. Ile siedemnastek już wyrwałeś na to cudeńko?- spytała Draga podziwiając wnętrze.
Funeris Venatio:
- Siedemnastek? Nie wiedziałem, że przerzucił się na tak dojrzałe dziewczęta...
Dragosani:
- Funerisie, mimo twojej obecnej bliskości z bogiem, jesteś jeszcze dzieciakiem - zaczął spokojnie Drago. Tłumaczył jak jakiś dobrotliwy wujek. - Więc ci wytłumaczę, że z czasem w swoim życiu mężczyzna zaczyna doceniać nieco starsze roczniki - powiedział tonem konesera. Usadowili się w końcu wszyscy w karecie. Zamknięto drzwiczki. Galahad pomarudził coś pod nosem o nieprzewidzianych postojach. Owe szeptane narzekanie usłyszeć zapewne mógł tylko Dragosani. A już na pewno mógł domyślić się co też móiw jego gwardzista i kompan. Wóz ruszył.
- Ale jeszcze żadnej, Eve - wyznał wampir. - To nowa kareta. Kupiłem ją dosłownie tuż przed wyjazdem. Jakoś tak czułem, że przyda się bardziej luksusowy pojazd. - Wyciągnął z szafki trzecia już szklaneczkę. Wskazał nią beczułkę z bimbrem, którą już z Funerisem napoczęli.
- Skusisz się? - zapytał anielicy. - To TEN bimber - dodał jeszcze, zapewne mając złudna nadzieję, że panna Antarii wie o co chodzi.
Funeris Venatio:
Funeris również podsunął swoją szklanicę. Szkoda było, żeby Eve sama piła.
- A ten sen, to co to było? - zapytał, gdy już wszyscy znaleźli się w środku, na powrót ruszyli i w ogóle.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej