Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Dragosani:
Jaskinia zdawała się być pusta. Zaklęcie światła ukazywało jej tunel w skale, wiodący w ciemność. Był pusty, nie było tutaj żadnych istot. Jednak anielica dostrzegła niewielkie oznaki bytowania kogoś. Na ziemi leżały jakieś szpargały, tutaj szmatka, tam manierka, jeszcze dalej złamany nożyk. Nagle Evening usłyszała za sobą krok i głos.
- Pani Evening? - usłyszała Krecika, którego przecież znała, wszak podróżowali tutaj razem z fortu Bractwa ÂŚwitu położonego nieopodal.
Evening Antarii:
Ewidentnie była to siedziba istoty bardziej cywilizowanej niż jakieś potwory. ÂŚwiadczyły o tym przedmioty codziennego użytku. Jednak zdawała się być pusta od dłuższego czasu. Może mieszkaniec tego miejsca akurat wyszedł nazbierać ziółek na łąkę? Anielica podeszła do nożyka i podniosła go. Przyjrzała mu się, by ocenić czy był bardzo stary, a może były na nim świeże ślady jakiejś rośliny czy mięsa, które było niedawno krojone. Eve ogarnęła wzorkiem też całe pomieszczenie, by stwierdzić, czy panuje tu bałagan czy porządek. Wchodząc głębiej tunelu szukała też ewentualnych śladów walki.
Nagle z zamyślenia wyrwał ją czyiś głos. Odwróciła się momentalnie. Ujrzała młodego rekruta.
-Co tu robisz?- zapytała od razu.
Dragosani:
Nożyk był całkiem nowy. Wykonany z mosiądzu. Był po prostu złamany niemal przy samej rękojeści. Bezużyteczny. Krecik wszedł do groty za anielicą.
- Król nakazał mi przyjść tutaj i pani poszukać - powiedział. - Razem z J'karem, tym pustelnikiem, i panem Venatio ruszyli w głąb wulkanu. J'kar mówił coś o usunięciu skazy z Serca Góry, czy coś... - zaczął tłumaczyć. A Evening coś poczuła. Jej intuicja mówiła jej, że coś się zbliża.
Evening Antarii:
-Hmmm, co prawda trochę mi zajęło znalezienie groty tego pustelnika, ale Drago wykazał się chyba nadmierną troskliwością- odparła Krecikowi. -W głąb wulkanu? Myślisz, że tędy da się tam dotrzeć?
Dragosani:
- Nie sądzę... J'kar mówił, że jest tylko jedno wejście i zaprowadził do niego króla i pana Venatio... - odparł rekrut. Zamyślił się. A intuicja Evening zaczęła szaleć. Coś tutaj było! Coś złego! Anielica nie zareagowała od razu, a teraz było już zbyt późno. Dostrzegła coś za Krecikiem. Znikąd pojawił się tam kłąb dymu i popiołu, który uformował się w humanoidalny kształt. Ta istota miała także macki na plecach. Pojawiając się błyskawicznie zrobiła z nich użytek i oplotła nimi Krecika. Rekrut wrzasnął. Najpierw ze strachu, potem z bólu. Maki żarzyły się i dymiły, musiały być gorące. Evening widziała jak ciało rekruta zaczyna się spalać. Krecik wrzeszczał, próbując się uwolnić w ślepej panice.
Popielne widmo trzyma właśnie w mackach Krecika, dusząc go i spalając.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej