Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Funeris Venatio:
- A myślisz o tyłku tej rycerzycy, którą widzieliśmy w Chevalier przed wyjazdem? Tej blondyny z warkoczem? - zapytał śmiertelnie poważnie.
Dragosani:
- Ehm... - ehmnął Drago. - To też. Ale mam na myśli to drug... trzecie! - dodał, coby myśli Funerisa przestały krążyć wokół walorów nieświadomej zagrożenia niewinnej blondynki. - ÂŁańcuch! Skoro po uderzeniu w jeden, zareagował drugi, może powinniśmy uderzyć w oba równocześnie? - zasugerował.
Funeris Venatio:
- No, no, Draguś, zrobili Cię królem nie tylko na pokaz. Masz Ty łeb na karku! - rzucił trochę ironicznie, dodając po chwili, że przecież po to przyszedł pod ten drugi łańcuch. Odliczył piętnaste ogniwo i krzyknął, żeby wampir dał znać, kiedy uderzyć.
Dragosani:
Drago tylko mruknął coś pod nosem. Przygotował się do wymierzenia ciosu. W to samo ogniwo co poprzednim razem, a więc i to samo w które miał wymierzyć Funeris.
- Na mój znak - powiedział. - Trzy, dwa, jeden... teraz! - Czarne ostrze szabli uderzyło w łańcuch. W tym samym momencie równie czarne ostrze miecza anioła również naparło na ogniwo. Oba ogniwa zalśniły magicznym blaskiem. W mgnieniu oka blask pokrył całe łańcuchy. Rozległo się donośne brzęknięcie, gdy one pękły. Pęknięcie swój początek miało w miejscach kontaktu z klingami śmiałków, lecz błyskawicznie kolejnie ogniwa również ulegały zniszczeniu. Po chwili oba łańcuchy rozsypały się. Część ogniw wpadło do lawy, inne posypały się na skaliste podłoże. Jednak to nie był koniec...
Pokryte runami stalagmity zaczęły drżeć. Ich runy zalśniły, jakby rozpierała je wewnętrzna energia. Runy rozbłysły oślepiająco. Obie formacje skalne zaczęły kruszeć, odsłaniając dwa ciała. białe, duże ciała, lśniące płomieniami. Gdy opadły ostatnie kamienie oczom śmiałków ukazały się demony. I to nie zwyczajne, pospolite demony. Dwa pomioty Otchłani o białej barwie wpatrywały się groźnie w anioła i wampira.
- Anioł - powiedział jeden z nich.
- Egzorcysta - warknął drugi.
- Zginiecie tutaj! - wrzasnęły oba i ruszyły do wściekłej ofensywy. Jeden skupił się na Funerisie, drugi na Dragosanim. Były blisko, śmiałkowie czuli na skórze ich żar. Demon atakujący Funerisa Złączył swe łapy w pięści i uniósł je nad głowę, szykując się do miażdżącego ciosu.
2xBiały demon
Evening Antarii:
W końcu Evening wylądowała na czarnej powierzchni wulkanu. Niestety przy lądowaniu wzbiło się trochę pyłu, który ubrudził jej śnieżnobiałe zwykle skrzydła. Trudno, później się o to pomartwi.
Podeszła do wywieszonych króliczych skór. Zapewne pustelnik musiał i tak udawać się do lasu, by zdobyć nawet drobną zwierzynę. Wulkan to nie jest bowiem idealne miejsce do życia.
Jako że groty to z reguły ciemne miejsca, Eve użyła zaklęcia światła wypowiadając inkantację -Elisash!, a świecącą kulę siłą telekinezy popchnęła do środka, by z zewnątrz zobaczyć trochę wnętrza. Zwyczajnie chciała się upewnić, czy w środku mieszka przyjazna istota, czy może jakiś potwór. Różnie to bywa.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej