Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (43/76) > >>

Dragosani:
- Mogę powiedzieć wiele rzeczy, żyję tutaj już jakiś czas - odparł kot. - Chcesz rozmawiać o tym tutaj, czy razem z twoimi towarzyszami?

Funeris Venatio:
- Nie chciałem Cię fatygować na zewnątrz, ale skoro tak przedstawiasz sprawę, to faktycznie lepiej byłoby porozmawiać w obecności całej naszej czwórki. Pozwolisz, że ruszymy do ÂŚwiatła w Ciemności? Pewnie nie może się doczekać... - Funeris dał krok w bok, ustąpił miejsca kunaninowi, wskazując ręką kierunek. Nie żeby kotowaty go nie znał, był to gest czysto grzecznościowy. Anioł ustępował mu zarówno wiekiem, jak i życiowym doświadczeniem, zapewne, chociaż sam przeszedł niejedno podczas swojego intensywnego życia.

Dragosani:
Problem polegał na tym, że J'kar był ślepy, więc zapewne nie zobaczył nawet grzecznościowego gestu Funerisa. Albo raczej dostrzegł go, ale w inny sposób być mógł to uczynić anioł. Jednak nie zareagował w jakiś konkretny sposób na ów gest. Ot, po prostu minął Funerisa i skierował się do wyjścia z jaskini. Podpierał się swoim kijem. Kij ów wyglądał na solidny i anioł mógł mieć wrażenie, że nie służy in jedynie jako pomoc w przemieszczaniu się. Wyszli na zewnątrz.
- Mówiłeś, że Gwiazda Wieczorna jest na zewnątrz - Kunanin rzekł do anioła. - Ale zaprowadź mnie do swojego króla.

Funeris Venatio:
Funeris przepuścił kunanina pierwszego, ruszył za nim. Rozejrzał się jeszcze szybko po jego jaskini, tak jakby dla pewności. Położył lewą dłoń na głowicy miecza, raczej dla komfortu niż by go zaraz szybko dobyć. Jego kroki niosły się echem po jaskini, wypełniając wąski tunel. Z drugiej strony, kotowaty poruszał się bezszelestnie. Gdyby anioł przymknął oczy, nie zdawałby sobie sprawy z jego obecności. Po chwili byli już jednak na zewnątrz, a Funeris rozproszył zaklęcie światła, gdyż nie było mu już kompletnie do niczego potrzebne. Uniósł do góry kciuk, gdy Evening spojrzała na ich dwójkę, jakby chciał pokazać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Powiedział J'Karowi, że anielica będzie obserwować zapewne okolicę z góry, gdy oni ruszą zboczem góry w stronę Dragosaniego. Nie czekając więc, ruszył obok Mówcy przed siebie, obierając odpowiedni kierunek - tam, skąd tutaj przyleciał.

Dragosani:
I wrócili. Funeris miał nieco większe problemy, niż w czasie drogi w drugą stronę. Kamienie, czasem strony stok, obsuwający się żwir i piach nie ułatwiały wędrówki w zbroi. Skrzydła natomiast mogły okazać się pomoce w przebywaniu krótkich, co trudniejszych, odcinków. Ci ciekawe ślepy J'kar nie miał żadnych problemów. Poruszał się nadzwyczajnie zwinnie. Koty z reguły poruszały się zwinnie. Po kilkunastu minutach trafili do Dragosaniego. I Krecika. Obaj siedzieli na kamieniach. Pomiędzy nimi znajdował się większy kamień. Rżnęli na nim w karty. Już na pierwszy rzut oka Funeris mógł dostrzec, że Drago bezlitośnie oszukuje. Zapewne zamierzał potem wmówić Krecikowi, że to jakaś lekcja. Wampir podniósł głowę znad kart. Dostrzegł anioła i kunanina.
- J'kar, jak mniemam? - powiedział i odłożył karty. Wstał. - Słyszałem o tobie - podszedł, aby się przywitać.
- A ja słyszałem o tobie, ÂŚwietle-w-Ciemności. To zaszczyt. - Kunanin skłonił się. Rozejrzał się wokół. - Widzisz ich, prawda? - Wampir również się rozejrzał i skinął głową.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej