Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (41/76) > >>

Dragosani:
Wszedł do środka. A środek wszedł w niego. Lub raczej otaczająca go ciemność, która jednak szybko została rozproszona przez światło. I wtedy, dokładnie w tym momencie, Funeris usłyszał muzykę. Ktoś tutaj grał na flecie. W głębi jaskini. W kompletnych ciemnościach. Przez echo muzyka ta nabierała nieco nieziemskiego wydźwięku. Anioł mógł pójść za muzyka w głąb jaskini. Mógł też oczywiście zawrócić.

Funeris Venatio:
Poszedł dalej. Przed siebie. W ciemność jasność. W muzykę. Bo lubił muzykę. Sporo rodzajów muzyki, należało zaznaczyć. Lubował się w prostych, skocznych melodiach ludowych, które przepełnione były piszczałkami, bębenkami, dzwonkami i lutnią. Uwielbiał karkołomne rytmy, pędzące na złamanie karku, przy których spocone ciała roześmianych ludzi łączyły się w ciasnych splotach, gdy biesiadnicy łapali łapczywie oddech, próbując wrócić do świata żywych. Uwielbiał pokraczne harmonie, zmiany tempa, gładkie melodie i dźwięczne akordy. Lubował się w dodawaniu kolejnych instrumentów, tworzeniu symfonii, bawieniu się konwencją. Oktawa nałożona na pierwszą linię dawała tyle głębi, jakby znaczyła początek nowego utworu. Ale lubił też prostotę. Chóry, msze, kantaty, wolne i leniwe pasaże, płynne zagrywki i schematyczne pasaże. Widział w wielogłosie drugie dno, nakładał wiele warstw na prostą z pozoru melodię, która zmieniała metrum i łamała swój rytm, grając raz triolami, potem zaś na cztery, by wrócić znowu do trójek, ale dwa razy szybszych, bardziej szaleńczych, próbujących nadążyć za basem płynącym w tle.
Poszedł więc dalej. Przed siebie. W jasność. W muzykę.

Dragosani:
I wszedł w muzykę. A muzyka weszła w niego. Przez jego uszy. Jak jakiś pasożytniczy robaczek. Taki, który zagnieżdża się gdzieś wewnątrz i powoli zaczyna żywic się tym, co znajdzie w ludzkiej głowie. Tak też działała muzyka. Jeżeli jakaś melodia wpadła w cho (a ta akurat wpadała), drążyła swoją drogę wprost do umysłu i pamięci danej osoby, aby już nigdy jej nie opuścić. I tak oto Funeris przyłapał się, jak zaczynał nucić pod nosem. I wiedział już, że będzie zapewne ją mimowolnie nucił przez najbliższy czas.
Funeris, idąc podziemnym tunelem, spostrzegł niewielkie oznaki bytowania kogoś tutaj. Gdzieniegdzie jakieś skóry, drewniane laski i inne szpargały. W końcu anioł trafił do niewielkiej groty. To z niej dobiegała muzyka. Na środku groty siedział kunanin. Siedział na drewnianym zydlu i grał na flecie. Dokończył jednak melodię i zamilkł. Odsunął instrument od pyszczka. Anioł zauważył, że ma na sobie bardzo proste szaty. Lniane spodnie, proste buty i szarfa biegnąca w poprzek piersi. Obok kunania na ziemi leżał długi kij z drewna.
- Przybyłeś, Mieczu Słońca - powiedział kot. Podniósł głowę. Jego oczy były całkowicie białe. - Nie ma z tobą teraz Gwiazdy Wieczornej i ÂŚwiatła-w-Ciemności... ale są tutaj. Tak. Głosy mówią wyraźnie, że On tutaj przybył.

Funeris Venatio:
- Hesperos jest na zewnątrz wejścia do tej jaskini, Lux In Tenebris nieco dalej, tak - odparł, w ogóle nie dziwiąc się, że kunanin wiedział z kim anioł przybył. Rozejrzał się wokół, sondując najbliższą przestrzeż wokół kotowatego. Najwięcej uwagi poświęcił jednak fletowi, bardzo misternie wykonanemu, kontrastującemu z prostotą całej reszty.
- Widzisz kogoś jeszcze wokół?

Dragosani:
Kunanin uśmiechnął się. Cóż, tak to przynajmniej wyglądało. Ciężko było ocenić przy jego kociej twarzy. Schylił się. Jego dłoń namacała kij. Nie widział go, musiał go znaleźć dłonią.
-  Oczywiście, Mieczu - odpowiedział. - Mogę być ślepcem, lecz widzę więcej od ciebie. - Wstał i podszedł do Funerisa. - Są tutaj inni, wielu innych. To oni opowiedzieli mi o waszym przybyciu. Miałem też sny o tym, że nadejdziecie. Chcecie zapewne porozmawiać?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej