Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Funeris Venatio:
Wziął i poleciał. W tamtą stronę.
Dragosani:
- No i wziął i poleciał - skomentował Drago, wpatrując się w oddalającego się anioła. Krecik również się tam patrzył. Wampir pacnął go więc płazem szabli w ramię.
- Nieuwaga przeciwnika - powiedział, szczerząc zębiska.
A tymczasem Funeris leciał. W powietrzu. Nad ziemią. Na skrzydłach. Anielskich. Z piórami. Białymi. I nieco brudnymi. W zasadzie nie tylko nieco. I w ogóle cały Funeris bł brudny. Gdy tak leciał i machał gwałtownie skrzydłami, to aż się z niego sadza sypała. Lecąc tak i sypiąc sadzą, ujrzał w końcu inna anielską postać. Znacznie czystszą i zdecydowanie ładniejszą. Krążyła nad czymś, co zdawało się być wejściem do jakiejś groty. Obok owego wejścia stała dziwna konstrukcja z patyków. Wisiały na niej królicze skóry.
Funeris Venatio:
Mniej gęste powietrze obniżyło jego lot, kiedy wpadł w swoistą dziurę. Spadł o kilka metrów, całkiem gwałtownie, stabilizując po chwili lot. Jego potężne skrzydła złapały po chwili odpowiedni prąd, a on poszybował dalej przed siebie. Rozglądał się spokojnie, szukając Wieczorka, ale również wyglądając za popielatymi widami. Dostrzegł wreszcie Evening, krążącą nad jakimś wejściem. Wylądował obok niego, na ziemi, machając koleżance, żeby też zleciała z niebios w akcie łaski. Sam tymczasem przyjrzał się wyraźnie otoczeniu.
Dragosani:
Otoczenie zaś przyglądało się wyraźnie jemu. Rzecz jasna tylko w przenośni. Otoczenie nie miało wszak oczu, ani ich ekwiwalentu. Było jednak niemym świadkiem rozglądania się Funerisa. Efektem tej inspekcji było zarejestrowanie, iż najciekawszym elementem najbliższego otoczenia (wszak Eve była kawałek wyżej, a nie blisko) było wejście do groty. I dziwaczna konstrukcja z patyków, rzecz jasna. Oraz skóry na niej. Skóry był królicze. Było iść pięć. Cztery były szaro-bure, jedna zaś biała. Co biały królik robił w takim miejscu? Cóż, teraz to jego jedynym zajęciem było bycie martwym. Albo nagim. Co w sumie zapewne na jedno wychodziło. Wejście do groty skrywał mrok. No nie było nic widać w środku.
Funeris Venatio:
Obejrzał z każdej strony stojak do suszenia skór, zwrócił uwagę na tę białą, ale ostatecznie nic ciekawego z tego nie wynikło, więc sobie odpuścił. Poczekał jeszcze chwilę, drugą, nawet trzecią, machnął kilkukrotnie Wieczorkowi u góry, co by zleciała do niego, a nie tak sobie latała jak jakaś gołębica. Nie zobaczył jej reakcji, rozejrzał się wokół, próbując zgadnąć, czy przypadkiem coś się nie zbliża, co powstrzymuje jej lądowanie. Nie dostrzegł niczego, ale go olśniło. Evening robiła za takiego anioła stróża, znajdującego się wyżej i obserwującego okolicę. Była strażniczką, mogła go szybko zawiadomić, gdyby coś się działo. Dlatego uśmiechnął się tylko w duchu, ciesząc się, że się tutaj z nimi wybrała i odwrócił się w stronę wejścia do groty.
- Elisash - wypowiedział, tworząc zaklęcie światła. Posłał je telekinezą pod strop kilka metrów przed sobą. Wszedł do środka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej