Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (39/76) > >>

Dragosani:
- Tak, będę ci jeszcze za mydłem ganiał - burknął Drago. - Trochę sadzy ci nie zaszkodzi. Za mojej młodości musieliśmy się smarować wilkołaczym łajnem, aby móc do nich podejść niepostrzeżenie. Więc nie jęcz. I do rzeczy! Spotkałeś ducha. Z popiołu i dymu... - Spojrzał wokół. - To nawet na sens, biorąc pod uwagę okolicę. Opowiedz mi o nim. Nie szczędź szczegółów.

Funeris Venatio:
- No i tutaj przychodzi druga zła wiadomość. Bo to kurewsko szczwane bestie. Mają rozmach, skurwisyny. Wysokie to to, humanoidalne, żarzą im się ślepia jak temu Bękartowi Themo na widok alkoholu. A później jest tylko lepiej, bo znikają, całkowicie, są niewidoczne. Lewitują nad ziemią, strasznie mobilne, wcale szybkie. Refleks mają jak sam skurwysyn; rzuciłem w to to sztyletem z żelaza, stojąc ile? Ze dwa metry od tego czegoś. A on, bo założę, że to on, nie ona, bo byśmy już w ogóle mieli przesrane, zdążyło podnieść z ziemi kamień i ustawić go na drodze pocisku. Czaisz?! Skurwysyństwo pełną gębą. I to żeby ręką, czy rękopodobnym czymś to podniosło, nie! Macki mu, kurwa, wyrosły. Cztery ostatecznie, ale nie wiem jakie ma limity. Po prostu dorobiło sobie to to kończyny i chciało mnie capnąć. ÂŻe o pluciu mieszaniną rozgrzanego dymu i pyłu nie wspomnę. A co najlepsze, panie kuru, że jedno z moich najpotężniejszych zaklęć, coś, co nazywamy czasem błyskiem niebios, co najwyżej tego kurwia ogłuszyło, jeżeli tak mogę określić stan... ducha. No, wiesz o czym mówię, nie raz walczyłeś z jakąś zjawą. Wbiłem temu czemuś na koniec żelazny sztylet w głowę, to się rozpadło w kupkę popiołu. Popiół rozrzuciłem, co by szmaciarz miał problem z pozbieraniem się do kupy, ale pewnie to wiele mu nie przeszkodzi. Sam wiesz jak walczy się ze zjawami - albo palisz ich kości, albo rozwiązujesz ich problem na tym świecie. No cóż, kości nie widziałem...

Dragosani:
- Hym... - Drago skomentował słowa anioła. Słuchał z uwagą opisu ducha, którego spotkał Funeris. Posiadał pewną wiedzę na temat istot astralnych, więc porównywał zasłyszane rewelacje z tym co wiedział. - Czyli do dezintegracji fizycznej formy tej istoty potrzebne jest żelazo. - Wampir wyciągnął swój wierny pistolet z kabury i zaczął ładować do niego żelazny nabój. Wolał być gotowy i nie zostać zmuszonym do ładowania broni w trakcie potencjalnej walki. Gdy to uczynił, wsunął broń do kabury. Może chodzenie z naładowaną bronią nie należało do najbezpieczniejszych czynności, ale robił to już nie raz. I znał wiele osób czyniących podobnie. Nikomu nie zdarzył się jeszcze wypadek. A nawet jeśli, to co? Trzy czwarte ich wulkanicznej drużyny posiadało nadnaturalne zdolności regeneracyjne. Jedna czwarta zaś mogła liczyć na pomoc medyczną.
- Krecik, nie wystrasz się - wampir powiedział do rekruta i zdjął lewą rękawicę, ukazując świecącą, demoniczną rękę. - To magiczna dłoń do walki ze zjawami - powiedział Krecikowi, coby chłopak nie miał własnych dziwnych domysłów. - I nikt nie musi o niej wiedzieć, prawda? - Krecik po części przerażony, po części zafascynowany kiwnął głową, wpatrując się w dłoń Draga.
- Mówisz, że nie widziałeś kości? - zwrócił się znów do anioła. - Hmm... czyli może jest inni sposób. Z drugiej strony, czy spalenie kości dałoby cokolwiek w przypadku widma ewidentnie związanego z popiołem? - zaczął się zastanawiać. - Znasz jeszcze jakieś zaklęcia mogące być pomocne? - dopytał jeszcze. - Jeżeli się dobrze orientuję w specyfice waszego szkolenia, to jesteście uczeni kilku przeznaczonych do walki z nieumarłymi.

Funeris Venatio:
- No jest takie jedno, dosłownie rzecz ujmując, to mógłbym je nazwać przepędzeniem zła, ale to wymaga mnóstwa energii i muszę dosłownie włożyć rękę w przeciwnika. Chociaż... - Funeris zastanowił się. - W ferworze walki o tym nie pomyślałem chyba, miałem w głowie nieco słabszą wersję tego zaklęcia, które działa tylko na postaci fizyczne. Także jeżeli uda mi się unieruchomić astrala i wcześniej odpowiednio się wzmocnić jakimś błogosławieństwem, to będę w stanie takiego przeciwnika całkowicie zabić, że tak się wyrażę. Przegnać. No i jest jeszcze opcja, żeby pobłogosławić swój oręż. Zjawy nie lubią oznak obecności Zartata. Chyba czas zmówić jakąś modlitwę, bo dobrze by było mieć długą podstawową broń, która potrafi zdezintegrować takiego oponenta.

Dragosani:
- Na efektywną modlitwę z mojej strony to nie licz. Zresztą nie wiem czy by oma coś dała w takim zapomnianym miejscu... - mruknął Drago. Machnął ręką. - No nieważne. Mówiłeś że pewnym zaklęciem "ogłuszyłeś" to widmo. To cenna informacja. Może dać nam niezbędną przewagę w walce. Co do samego zniszczenia... - Spojrzał na swoją rękę. - To mógłbym uczynić ręcznie. Nie próbowałem jeszcze tego w warunkach bojowych, ale testy w kontrolowanych warunkach, które przeprowadziłem przyniosły całkiem znośnie rezultaty. - Spojrzał w niebo. - Leć teraz poszukać Eve. Poleciała w tamtą stronę. Całkiem niedawno. - Wskazał kierunek.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej