Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Funeris Venatio:
Włożył sztylet do małej pochwy przy lewym boku, u pasa. Westchnął ciężko, patrząc pod nogi. Popiół z którym walczył usypał niewielką kupkę, zeskalowaną imitację wulkanu. Anioł kopnął to, roztrącając na wiele stron, co zostało szybko podchwycone przez wiatr, przenosząc materiał na odległość kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu metrów. Funeris rozejrzał się wokół, sprawdzając czy nie ma w pobliżu innych takich istot. ÂŚciągnął rękawicę, przeczesał włosy, usmolone i ubrudzone sadzą. Wzdrygnął się, czując skołtunione kosmyki, lepkie. Spróbował sięgnąć pamięcią do teoretycznych zajęć w cytadeli, gdzie przeczesywał opasłe tomiszcza traktujące o zjawach i duchach. W żadnym jednym woluminie nie było informacji o popielnych istotach, które wyrastały macki i pluły wulkanicznymi oparami. Ale pamiętał, już nieco po chwili, że każda zjawa i każdy duch był przywiązany do tego planu jakąś sprawą. I taką zjawę można było zdezintegrować jakimś żywiołem, np. życiem lub śmiercią, lub potraktować w miarę czystym żelazem. Ale żeby prawdziwie ją przegnać, należało pozbyć się jej kości, spalić je, lub rozwiązać sprawę, z jaką się borykała na tym łez padole. Kości nigdzie nie widział, czegokolwiek kości by to miały być, chociaż dla pewności rozejrzał się po najbliższej okolicy, szukając czegokolwiek. Jeżeli chodzi o rozwiązywanie spraw, to tak mniej więcej po to tutaj właśnie przybyli. Więc zapewne wyjaśnienie wszystkiego pozwoli przegnać te popielate duchy. Poeta wzniósł się więc nieco w powietrze, odbijając się mocno od ziemi i bijąc skrzydłami jak cepem, mocno i przed siebie. Złapał szybko prąd powietrzny i zatoczył okrąg ponad miejscem walki, zawracając jednak z powrotem do Dragosaniego, Wieczorka i Krecika.
Dragosani:
Kości istotnie nie było nigdzie widać. A spostrzegawczy Funeris na pewno by takie dostrzegł. Albo i nie. To było już jednak mało istotne, gdy anioł wrócił do Dragosaniego. Wampir właśnie instruował Krecika w sztuce władania mieczem. Rekrut próbował trafić króla swoim ostrzem, podczas gdy ten bez wysiłku ich unikał, nawet nie wykorzystując do tego szabli. Evening nie było nigdzie widać. Pewnie pudrowała nos, czy coś.
I wtedy nadleciał Funeris. Drago spojrzał na anioła, odwracając wzrok od Krecika. Młodzik ten właśnie moment wykorzystał, aby zaatakować. Klinga jego miecza pacnęła w ramię wampira, nie czyniąc mu krzywdy. Siła ciosy była zbyt mała. Jednak Krecik był tym zachwycony.
- Dobrze - pochwalił go Drago. - Uczysz się. Wykorzystanie chwili nieuwagi przeciwnika. - Spojrzał na anioła i kiwnął na niego głową.
- Wyglądasz jak taka szczotka z kota, którą kominiarze czyszczą kominy - rzekł na jego widok. - Znalazłeś coś?
Funeris Venatio:
- Z kota? My zawsze używaliśmy szczury... - odrzekł, podchodząc do Yody i gładząc go po chrapach. Klepnął po grzbiecie i wyciągnął bukłak z wodą. ÂŁyknął porządnie, wylewając nieco na twarz, tak żeby nie naleciało mu do środka pancerza.
- No... - podjął po chwili, odwracając się do towarzyszy niedoli. - Mam złe i złe wieści.
Dragosani:
- Aniołowie nie powinni być przypadkiem posłańcami dobrych nowin? - zapytał retorycznie Drago, zawiedziony tym, że Funeris nie wywiązuje się z tego obowiązku.
- No ale już trudno. Mów. Najpierw tę złą.
Funeris Venatio:
- Będziesz musiał znaleźć mi mydło i trochę cieplej wody, bo spotkałem jednego z tych duchów. Zrobionego z popiołu i dymu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej