Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (36/76) > >>

Funeris Venatio:
Drobne mrowienie pod skórą, ledwie wyczuwalne, ostrzegało go przed zagrożeniem. Obrócił się szybko, zerknął w lewo, nie dostrzegając niczego. Cofnął się o krok, dobywając jednocześnie miecza. Piewca świsnął w powietrzu, przecinając wcale gorące cząstki. Anioł za wszelką cenę starał się skupić, próbując wyczuć istotę. Jego zmysły szalały, odbierając wiele bodźców i próbując sondować otoczenie. Chciał dać krok w prawo, obracając się wokół własnej osi w przeciwną stronę. Gdy przenosił już ciężar ciała, przed nim pojawił się obłok dymu. Szaro-czarne cząstki sadzy i spopielonej materii skalnej momentalnie zaczęły formować postać istoty, która zniknęła mu przed chwilą z oczu, stawiając ją niedaleko przed człowiekiem. Poeta zaniechał obrotu, za to szybko odbił się prawą nogą w przeciwnym kierunku. Przeciwnik buchnął w niego jaką mieszaniną popiołu, celując po linii na jego twarz. Funeris zniżył się, pochylił nieco głowę i jednocześnie ciął mieczem, przenosząc siłę przez ramię i ruch tułowia. Długość broni powinna mu pozwolić sięgnąć przeciwnika czubkiem ostrza, co świetnie by zweryfikowało status oponenta.

Dragosani:
Funeris poczuł jak strumień dymu przeleciał mu nad głową. Pobrudził mu trochę włosy, zdewastował fryzurę, jednak nie oślepił. Atak anioła zaskoczył widmo... albo też został przez nie zignorowany. Miecz z czarnej rudy nie wyrządził bowiem mu żadnej krzywdy. Czubek ostrza przeniknął przez tę zjawę jak przez kłąb dymu. Co miało nawet sens, biorąc pod uwagę z czego się toto składało. Jednak w jakiś sposób atak ten musiał wpłynąć na tę istotę. Nie wykorzystała bowiem okazji do kontrataku. Zamiast tego odlewitowała jakieś pół metra w tył i zaczęła okrążać anioła.

Zaktualizowano
1x Popielne widmo


Anielica leciała nad zboczem wulkanu i rozglądała się czujnie. I w końcu jej bystre spojrzenie ujrzało coś, co mogło stanowić potencjalną kryjówkę poszukiwanego przez nich pustelnika. Była to grota, jama w skale. Niby nic nadzwyczajnego, ale obok wejścia do niej stała jakaś konstrukcja z patyków, na której wisiały królicze skóry.

Funeris Venatio:
Funeris podążał chwilę za istotą, obracając się w jej stronę. Spokojnie postępował też o małe kroki do tyłu, starając się zwiększyć nieco dystans od swojego oponenta. Miecz trzymał pewnie w prawej ręce, lewą miał wyciągniętą równolegle do podłoża, balansując nią i równoważąc nieco ruchy po drugiej stronie środka ciężkości. Gdy zrobił następny krok, a popielata bestia przebyła kolejny kawałek po łuku, anioł wyszarpnął zza pasa żelazny sztylet i cisnął nim w humanoida. Pomógł mu telekinezą, by ten spokojnie i bez żadnych zawirować trafił prosto w cel, w górną część korpusu tejże dymnej zjawy. Liczył, że dobrze zrozumiał istotę jej materii, astralną powłokę stworzoną z popiołu i wulkanicznych oparów. ÂŻeby jednak nie ryzykować i zdublować nieco przypuszczenia, wyciągniętą dłoń rozpostarł w palcach, prężąc palce. Iskra jego magicznej aury rozbłysła w anielskiej duszy, czerpiąc w niewyobrażalnie krótkim czasie czyli czasie Plancka jak ze studni, formując matrycę zaklęcia. Delikatne, drobne i kojące świetliki uformowały niewielką kulę w pomiędzy obrysem jego palców, emanującą niebieskawym blaskiem. ÂŻarząca się nieco blado, pulsująca, została pchnięta tą samą telekinezą, która przed momentem kierowała sztyletem. ÂŻelazne ostrze powinno wbić się już lub przelecieć przez istotę, zależnie od trafności założeń. Pchając więc pocisk stworzony z magicznej esencji, Funeris szukał głowy potwora. Tak subtelnie sterował formą zaklęcia, żeby przeleciała dystans ich dzielący i zdzieliła bestię w czerep.
Izeshar! - rozległo mu się pod czaszką, a jego własny głos brzęczał w jego myślach.

Dragosani:
Oczywiście nie wszystko poszło według planu. Niekonwencjonalne użycie sztyletu nie do końca zadziałało wedle założeń. Albo raczej zadziałało... ale widmo interweniowało. Było sprytne i potrafiło wykorzystać otoczenie dla własnych korzyści. Widząc co anioł zamierza zrobić (wszak dobycie sztyletu i rzut musiały trochę trwać), widmo zdążyło zareagować. Z jego "pleców" wysunęła się długa niby-macka, która pochwyciła pobliski kamień. Płynnym ruchem poderwała go z ziemi i ustawiła na drodze lecącego już ostrza. Sztylet odbił się od kamienia, nie trafiając widma. A zaklęcie zaś... nie zadziałało. Funeris zebrał moc magiczną, ale nie nadał jej właściwej formy poprzez wypowiedzenia inkantacji. Błąd nowicjusza.

1x Popielne widmo

Funeris Venatio:
Poczuł, jak energia kłębi się między palcami... i rozpływa w niebyt. Brzęk żelaza uderzającego z wielką siłą o poderwany z ziemi kamień perfekcyjnie zakamuflował westchnięcie, jakie wydobyło się z ust anioła. Zrobił wszystko tak, jak należy, przekierowując siły magiczne w odpowiednią formę, lecz nie wypowiedział na głos tego jednego słowa z dracońskiego. Jego myśli zadziałały szybciej niż krtań, grzebiąc artykulację w procesie pod włochatą, osmoloną sadzą kopułą. Funeris zaklął w duchu szpetnie, bardzo szpetnie, rzucając jakiś inwektyw w kierunku matki potwora. Mając jednak wyciągniętą rękę, anioł ponownie, momentalnie i bez żadnych przeszkód wykonał tę samą czynność, kierując iskierki magii do wyciągniętej dłoni, tym razem niemalże krzycząc: - Izeshar! - Całość, od fiaska zaklęcia do jego ponownego uformowania, zajęła może jedną sekundę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej