Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (32/76) > >>

Dragosani:
Rezultaty nie były natychmiastowe. I nieco odbiegały od ideału. Rycerze starali się, to było widać. Jednak brakowało im dyscypliny. Stacjonowanie w tak odległym zakątku królestwa musiało na nią negatywnie wpłynąć. O ile starci stażem rycerze, pamiętający jeszcze czasy kiedy służyli na terytorium głównej wyspy królestwa Valfden wykonani polecenie w miarę popranie i równo, to ci młodsi już nie bardzo. Szczęśliwie dla obsady placówki żaden ze stacjonujących tutaj zbrojnych nie upuścił broni w czasie wykonywania nią standardowych ruchów. Jednak mimo to rezultat był co najwyżej mierny.

Funeris Venatio:
Anioł pokręcił głową. Sam nie oczekiwał nie wiadomo jakiej musztry, ale jednak spodziewał się czegoś cokolwiek płynniejszego niż to, co właśnie ujrzał. Zadał sobie jednak tyle trudu, by spojrzeć bliżej na kilku rekrutów, poprawił im ekwipunek, poklepał jednego czy dwóch po ramieniu. Wygłosił kilka szybkich słów o tym, że są forpocztą królestwa, elitą rycerstwa, światłem w ciemności i pierwszymi, którzy oddadzą siebie za pokój na świecie i biedne sierotki, których rodziców zabrała wojna.

Evening Antarii:
Patrząc na to całe przedstawienie, które przecież musiało wypaść dobrze, Eve zastanawiała się, jak ci rycerze sprawiają się w terenie, jeśli nawet coś tak prostego jak musztra wychodzi im średnio. W siedzibie w Raschet, gdy ona była jeszcze rekrutem, wszystko musiało być wykonane perfekcyjnie, ćwiczone czy na placu czy we własnej celi po kilkaset razy. A to dlatego, by podczas spotkania z prawdziwym wrogiem zrobić wszystko w swojej mocy by nie zginąć, czy chociażby uniknąć ran. Taka musztra zaś miała na celu zaprezentowanie się, pokazanie wyposażenia i siły Bractwa.
Cicho westchnęła do siebie. W przyszłości częściej należy odwiedzać peryferyjne jednostki. Bo choć są daleko, to nie znaczy, że na Valfden się o nich nie pamięta, a ich znaczenie jest przecież strategiczne.

Dragosani:
Przedstawienie trochę jeszcze trwało i zamiast pokazać popis dyscypliny, pokazało jej niedostatki. Ostatecznie jednak król i anioł dali spokój rycerzom. Dragosani nie chciał zabawić tutaj zbyt długo, więc szybko po tym (i skromnym posiłku w towarzystwie przepraszającego ich Robina), zarządził wyjazd. Mieli dotrzeć pod wulkan na koniach. Mieli trzy, dwa Draga, jednego Funerisa. Wampir, rzecz jasna, dosiał wiernego Maximusa. Dla Evening udostępnił młodszego Minimusa. Funeris zaś mógł jechać na Yodzie. Bo przecież nie ma Kreciku! Sam Krecik dosiadł szkapy, która to wypożyczono mu (na rozkaz króla) ze stajni twierdzy. Więc wyruszyli we czwórkę w stronę wulkanu. Krecik paplał coś o grzybach porastających jego stok i zastanawiał się, czy to obecność starego popiołu i zastygłej lawy wpływa na ich dostatek. 

Funeris Venatio:
Przeprawiono ich barką na drugą stronę Ynosy, do małej, choć umocnionej stróżówki. Przystań w tym miejscu, wzbogacona ledwie kilkoma budynkami gospodarczymi i magazynami, nie była tak okazała jak po stronie Rizly, tego miasteczka przyległego i zaopatrującego Chevalier we wszystkie potrzebne produkty rolne i rzemieślnicze, których sami nie mogli wytworzyć, lub było to po prostu nieopłacalne.
Cztery konie przejechały przez światło bramy, zjechały po grobli i ruszyły na trakt. Yoda parskał radośnie, czując dukt pod kopytami, nie twarde i nienaturalne deski pokładu i jego zamkniętą przestrzeń. Czuł wiatr w uszach i ciężar jeźdźca, którego nie miał na swoim grzbiecie już od dłuższego czasu.
- Krecik, daleko do wulkanu tą drogą? Ile nam to zejdzie?
A Dragosani chyba się nie obejrzał za siebie, bo przecież ciągnęli jeszcze ze sobą luzaka objuczonego ich zapasami.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej